Celem programu Mój Prąd jest zwiększenie produkcji energii elektrycznej z mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. Przysługuje w nim dofinansowanie dla mikroinstalacji PV o mocy od 2 do 10 kW, które produkują energię na potrzeby własne gospodarstw domowych. Aby skorzystać z programu, osoba fizyczna składająca wniosek, musi mieć zawartą umowę kompleksową, czyli być prosumentem.

Pierwsze dwie edycje programu z łącznym budżetem 1 miliarda zł, przyczyniły się do powstania ponad 200 tys. mikroinstalacji PV. Druga edycja programu zakończyła się w grudniu 2020 roku, a budżetu nie starczyło dla wszystkich zainteresowanych.

Po ponad pół roku oczekiwania, 1 lipca 2021 roku została ogłoszona trzecia edycja programu Mój Prąd, z nowym budżetem i nieco zmienionymi warunkami. Aktualna wysokość dotacji wynosi 3 tys. zł. Półtorej miesiąca od ogłoszenia naboru, liczba złożonych wniosków już dobiła do 100 tysięcy. Wyniosła więc połowę liczby wniosków przewidzianych na poprzednie edycje programu! Pokazuje to ogromne zainteresowanie fotowoltaiką w Polsce, a tym samym przytacza na myśl pytanie, czy forma programu na pewno jest dobra, biorąc pod uwagę nagły boom inwestycyjny i obawy Operatorów o obciążenie sieci. Czy program Mój Prąd miał sens?

Wysnuję być może dosyć kontrowersyjną tezę, ale moim zdaniem warto się zastanowić, czy program Mój Prąd w tej formie faktycznie miał sens. Zobaczmy, co spowodował na rynku. Tego programu branża oczekiwała od początku roku. Zapowiedź, że program zostanie uruchomiony powodowała to, że część inwestorów przekładała swoją decyzję o inwestycji, czekając na dotację. Druga część inwestorów już zrealizowała inwestycję nie mogąc się doczekać na ogłoszenie dofinansowania. Koniec końców, program został uruchomiony wtedy, gdy Ministerstwo Klimatu zapowiedziało bardzo niekorzystne zmiany dla prosumentów którzy zaczeli dynamicznie inwestować w fotowoltaikę niezależnie od dotacji. – komentuje Bogdan Szymański

Jak zauważa ekspert, w tym boomie inwestycyjnym uruchomiona dotacja rozchodzi się błyskawicznie. Przyczynia się do tego fakt, że dofinansowanie jest retrospektywne, a więc dotyczy tak naprawdę wszystkich prosumentów, którzy dotacji jeszcze nie otrzymali i teraz masowo składają wnioski. Okazuje się jednak, że to wcale nie jest największy zarzut!

Już od roku dyskutuje się w branży fotowoltaicznej, że istnieje konieczność przesunięcia torów na systemy fotowoltaiczne z magazynowaniem energii, czy systemy fotowoltaiczne nastawione na autokonsumpcję. Te systemy się nie rozwijają, dlatego że po pierwsze mamy system opustów, który nie premiuje autokonsumpcji, a po drugie nie mamy bodźca dotacyjnego. Ogólna zasada mówi, że dotować powinno się to co jest potrzebne, ale nie rozwija się rynkowo, chociażby z uwagi na wysoką cenę. Moim zdaniem znacznie bardziej korzystne dla rynku byłoby dotowanie magazynów energii, nawet jeżeli ich liczba, a więc liczba dotacji byłaby mniejsza. To byłaby znacznie lepiej spożytkowana kwota. – komentuje Bogdan Szymański

Gdzie w takim razie powinny być dotowane magazyny energii – w domu, czy jako element infrastruktury sieciowej po stronie dostawcy energii? Odpowiedź znajdziesz w najnowszym przeglądzie redakcyjnym!

PRZEGLĄD REDAKCYJNY

Artykuły opublikowane na Globenergia.pl omawiają Grzegorz Burek – redaktor naczelny Redakcji Globenergia oraz Bogdan Szymański – Prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej POLSKA PV

O czym jeszcze dowiesz się z Przeglądu Redakcyjnego?

  • Rynek OZE w liczbach – czy kodeksy sieciowe zabiją źródła inne niż PV?
  • Nowe regulacje zmieniają model obliczania opłaty mocowej – dla kogo jest to dobra, a dla kogo zła wiadomość?
  • Ulga podatkowa wpływa na zainteresowanie termomodernizacją!
  • Kocioł gazowy czy pompa ciepła? Porównanie kosztów eksploatacyjnych

Dowiedz się więcej również TUTAJ

 

Redakcja GLOBEnergia