Czy przez sztuczną inteligencję zabraknie nam turbin gazowych do współpracy z OZE?

Sztuczna inteligencja nie działa w próżni – potrzebuje prądu, i to w ogromnych ilościach. Centra danych rosną szybciej niż sieci elektroenergetyczne, więc do gry wracają turbiny gazowe: elastyczne, szybkie, ale coraz trudniej dostępne. Czy cyfrowa rewolucja zacznie blokować energetyczną?

Sztuczna inteligencja nie działa w próżni – potrzebuje prądu, i to w ogromnych ilościach. Centra danych rosną szybciej niż sieci elektroenergetyczne, więc do gry wracają turbiny gazowe: elastyczne, szybkie, ale coraz trudniej dostępne. Czy cyfrowa rewolucja zacznie blokować energetyczną?

Zdjęcie autora: Michał Jakubiec

Michał Jakubiec

Redaktor GLOBENERGIA
Sztuczna inteligencja nie działa w próżni – potrzebuje prądu, i to w ogromnych ilościach. Centra danych rosną szybciej niż sieci elektroenergetyczne, więc do gry wracają turbiny gazowe: elastyczne, szybkie, ale coraz trudniej dostępne. Czy cyfrowa rewolucja zacznie blokować energetyczną?
  • Globalne zużycie energii przez centra danych może wzrosnąć z około 485 TWh w 2025 roku do około 950 TWh w 2030 roku, czyli prawie się podwoić w ciągu pięciu lat.
  • W praktyce oznacza to presję na szybkie źródła mocy, bo centra danych potrzebują stabilnego zasilania bez czekania latami na rozbudowę sieci. Dlatego firmy coraz częściej sięgają po lokalne źródła gazowe, baterie i kontrakty na OZE.
  • Problem w tym, że turbiny gazowe same stają się wąskim gardłem transformacji. Rosnące zamówienia z sektora AI mogą wydłużać terminy dostaw, podbijać koszty i utrwalać zależność od emisyjnej infrastruktury.

Rozwój sztucznej inteligencji ma bardzo fizyczny skutek – rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną. Centra danych budowane pod AI potrzebują dużych mocy, stabilnego zasilania i krótkiego czasu przyłączenia. To sprawia, że na znaczeniu znów zyskują turbiny gazowe. Nie jako technologia idealna klimatycznie, ale jako szybkie źródło mocy tam, gdzie sieć nie nadąża za inwestycjami cyfrowymi.

Centra danych wyprzedzają sieci

Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej globalne zużycie energii elektrycznej przez centra danych może wzrosnąć z około 485 TWh w 2025 roku do około 950 TWh w 2030 roku. To poziom bliski 3% światowego zużycia energii elektrycznej. IEA zwraca też uwagę, że szybki rozwój AI będzie testował nie tylko sieci, ale również łańcuchy dostaw urządzeń energetycznych.

W praktyce oznacza to, że centra danych zaczynają konkurować o moc z klasycznym przemysłem. Największy wpływ na ten wzrost mają Stany Zjednoczone i Chiny, bo to tam koncentruje się najwięcej inwestycji w infrastrukturę AI. Problem nie polega tylko na ilości energii. Centra danych potrzebują jej bez przerwy, a przyłączenia do sieci potrafią trwać latami.

To zmienia sposób planowania nowych źródeł energii. Operator centrum danych nie może czekać kilku lat na rozbudowę sieci, jeśli serwerownia ma ruszyć szybciej. Dlatego część firm technologicznych i dostawców infrastruktury energetycznej wybiera rozwiązania lokalne – własne źródła gazowe, baterie i kontrakty na energię z OZE. Taki model nie rozwiązuje problemu emisji, ale zmniejsza ryzyko przerw w zasilaniu i pozwala szybciej uruchomić inwestycję.

Gaz jako szybkie rozwiązanie

Turbiny gazowe są atrakcyjne, bo można je uruchamiać elastycznie, a część jednostek osiąga pełną moc w ciągu kilku minut. Szczególnie popularne stają się turbiny lotniczopochodne, czyli rozwiązania wywodzące się z silników lotniczych, dostosowane do produkcji energii. Ich zaletą jest modułowość i szybka instalacja.

Widać to już w kontraktach. GE Vernova i Crusoe ogłosiły dostawę 29 turbin gazowych LM2500XPRESS dla centrów danych AI. Łącznie mają one zapewnić prawie 1 GW mocy. Z kolei Siemens Energy informował o rekordowym poziomie zamówień, wskazując, że rynek napędza m.in. szybka rozbudowa centrów danych. Według Financial Times 60% tegorocznych zamówień Siemens Energy na turbiny gazowe, liczonych w gigawatach, było bezpośrednio związane z zasilaniem centrów danych.

Czy zabraknie turbin gazowych dla transformacji energetycznej?

Ale tu pojawia się kolejny problem: turbin gazowych może po prostu zabraknąć. Rynek dużych turbin jest mocno skoncentrowany – większość dostaw kontrolują GE Vernova, Siemens Energy i Mitsubishi Power. Data Center Dynamics, powołując się na analizę CTVC, wskazuje, że zaległości w dostawach zaczęły sięgać okresu po 2029 roku. RMI podaje z kolei, że te trzy firmy obsługują ponad 75% projektów gazowych będących w budowie.

Wąskim gardłem nie są tylko kompletne turbiny. Problem dotyczy też najbardziej wymagających elementów, m.in. odkuwek wirników oraz łopatek gorącej części turbiny. Eksperci EPRI wskazują, że właśnie te komponenty stały się jednym z głównych ograniczeń, bo wymagają wyspecjalizowanych dostawców, drogich materiałów i bardzo precyzyjnej produkcji. Tego nie da się szybko doskalować tylko dlatego, że centra danych potrzebują prądu natychmiast.

Efekt? Zamówienie turbiny nie musi dziś oznaczać szybkiego uruchomienia źródła. S&P Global podaje, że w USA czas oczekiwania na turbiny gazowe może sięgać nawet siedmiu lat, a koszty nowych projektów gazowych wyraźnie rosną. To oznacza, że gaz ma być szybkim rozwiązaniem problemu AI, ale sam zaczyna wpadać w opóźnienia typowe dla wielkiej energetyki.

Mamy kłopot z rewolucją energetyczno-cyfrową?

To nie oznacza końca OZE. Raczej pokazuje, że sama budowa odnawialnych źródeł nie wystarcza, jeśli równolegle nie rozwija się sieci, magazynów energii i elastycznych źródeł rezerwowych. W USA gaz ziemny jest dziś największym źródłem energii elektrycznej dla centrów danych, z udziałem przekraczającym 40%. IEA przewiduje, że do 2030 roku gaz będzie też największym źródłem dodatkowej produkcji energii dla tego sektora.

Gaz staje się więc technologią pomostową – pomaga zasilić gospodarkę cyfrową, ale jednocześnie zwiększa ryzyko utrwalenia infrastruktury emisyjnej na dekady. Jeśli jednak turbiny i ich kluczowe części będą dostępne dopiero po kilku latach, część inwestorów może szukać rozwiązań zastępczych: starszych jednostek, mobilnych turbin lotniczopochodnych, diesli albo dłuższej pracy istniejących elektrowni. To może podnieść koszty i utrudnić ograniczanie emisji.

Dla branży energetycznej wniosek jest prosty: AI nie działa „w chmurze”. Działa w halach pełnych serwerów, które potrzebują prądu tu i teraz. A tam, gdzie sieć nie jest gotowa, lukę coraz częściej wypełnia gaz. Pytanie tylko, czy producenci turbin będą w stanie nadążyć za tempem, które narzuca sektor technologiczny.

Źródła: IEA, GE Vernova, Siemens Energy, S&P Global Commodity Insights, POWER/EPRI, Data Center Dynamics, RMI, Financial Times.

Zdjęcie autora: Michał Jakubiec

Michał Jakubiec

Redaktor GLOBENERGIA