Czy turbiny wiatrowe mogą być… zagrożeniem dla kraju? USA odchodzi od OZE i szuka wymówek

Czy turbiny wiatrowe mogą zagrażać bezpieczeństwu państwa? W USA właśnie ten argument posłużył do nagłego wstrzymania części morskich farm wiatrowych, mimo że projekty miały już zielone światło regulacyjne. Sprawdzamy, czy chodzi o realne ryzyko techniczne, czy raczej o polityczną walkę o kierunek transformacji energetycznej.

- Administracja USA tłumaczy decyzję tajnymi raportami, które wskazują na możliwe zakłócenia radarów wojskowych i cywilnych. Problem jest znany od lat i w wielu krajach rozwiązywany technicznie, bez blokowania całych inwestycji.
- Eksperci podkreślają, że wpływ turbin na radary można modelować i ograniczać już na etapie planowania farm. Skala zagrożenia przedstawiana w debacie publicznej budzi jednak coraz większe wątpliwości.
- Spór wokół farm wiatrowych wpisuje się w szerszy konflikt polityczny o OZE w USA. Argument bezpieczeństwa narodowego staje się narzędziem w walce o przyszłość energetyki, miejsca pracy i miliardowe inwestycje.
Amerykańska energetyka wiatrowa niespodziewanie znalazła się w centrum debaty o bezpieczeństwie narodowym. Decyzja Departamentu Spraw Wewnętrznych USA o natychmiastowym wstrzymaniu dzierżaw dla kilku morskich farm wiatrowych na wschodnim wybrzeżu została uzasadniona ustaleniami zawartymi w tajnych raportach rządowych. Dokumenty te mają wskazywać na potencjalne zagrożenia dla systemów radarowych, wykorzystywanych zarówno w obronności, jak i w lotnictwie czy żegludze.
Stany Zjednoczone walczą w wiatrakami
Według administracji Donalda Trumpa problemem są zakłócenia generowane przez ogromne konstrukcje turbin – ruch łopat i silnie odbijające sygnały wieże mogą powodować fałszywe cele radarowe, obniżać czułość systemów lub w skrajnych przypadkach maskować rzeczywiste obiekty. To właśnie te argumenty stały się podstawą do zatrzymania projektów, w tym także takich, które wcześniej otrzymały wsparcie regulacyjne i finansowe za czasów administracji Joe Bidena.
W tym miejscu pojawia się jednak zasadnicze pytanie o proporcje. Stany Zjednoczone nie są dziś państwem realnie zagrożonym otwartym konfliktem zbrojnym, a scenariusze sugerujące możliwość wykorzystania farm wiatrowych w działaniach stricte militarnych brzmią bardziej jak polityczna paranoja niż realistyczna analiza ryzyka. Lub celowe wzbudzanie strachu, aby zwijać amerykańską energetykę odnawialną. Otwarte działania wojenne wobec USA są praktycznie niewyobrażalne. Co innego kwestie wywiadowcze czy szpiegowskie – te zawsze pozostają w orbicie zainteresowania służb – jednak nawet w tym przypadku kluczowe jest pytanie o faktyczny zasięg i skalę potencjalnych zakłóceń.
Zakłócenia są znane od lat i można z nimi walczyć
To właśnie skala problemu budzi największe wątpliwości. Wysłaliśmy zapytania do kilku instytucji w Polsce zajmujących się energetyką wiatrową oraz technologią turbin i obecnie czekamy na ich odpowiedzi, czy obawy są uzasadnione w choć najmniejszym stopniu. Niemniej jednak z wypowiedzi amerykańskich ekspertów wyłania się jednak dość jednoznaczny obraz – wpływ farm wiatrowych na systemy radarowe jest zjawiskiem znanym od lat. Był analizowany wielokrotnie, da się go modelować i w wielu przypadkach ograniczać za pomocą rozwiązań technicznych oraz odpowiedniego planowania przestrzennego. I nie ma uzasadnienia, aby wycofywać się z transformacji energetycznej.
Niechęć prezydenta USA do odnawialnych źródeł energii
Wątpliwości nie dotyczą więc samego istnienia zakłóceń, lecz narracji wokół ich znaczenia. Zdaniem części ekspertów raporty amerykańskich instytucji opisują realny problem, ale jego waga bywa wyraźnie wyolbrzymiana w debacie publicznej – zwłaszcza wtedy, gdy bezpieczeństwo narodowe staje się argumentem w politycznym sporze o kierunek transformacji energetycznej.
Nie można przy tym ignorować korzyści płynących z morskiej energetyki wiatrowej w USA. To nie tylko źródło czystej energii, ale także tysiące miejsc pracy, rozwój portów, przemysłu stoczniowego i całych regionalnych łańcuchów dostaw. Projekty realizowane u wybrzeży Nowego Jorku, Massachusetts czy Rhode Island miały zasilać miliony gospodarstw domowych i wzmacniać bezpieczeństwo energetyczne kraju poprzez ograniczenie zależności od paliw kopalnych.
Na tym tle coraz wyraźniej widać, że spór o farmy wiatrowe ma również silny wymiar polityczny. Donald Trump od lat otwarcie krytykuje odnawialne źródła energii, nazywając je oszustwem i zapowiadając blokowanie federalnego wsparcia dla nowych projektów wiatrowych i słonecznych. Administracja Joe Bidena obrała kurs dokładnie przeciwny, opierając transformację energetyczną na szerokim strumieniu dotacji i zachęt regulacyjnych. Bezpieczeństwo narodowe stało się więc kolejnym polem ideologicznej walki, w której argumenty techniczne mieszają się z politycznymi kalkulacjami.
Co dalej z energetyką wiatrową w Stanach Zjednoczonych?
Ostatecznie kluczowe pytanie nie brzmi, czy energetyka wiatrowa generuje wyzwania techniczne – bo generuje je każda duża infrastruktura. Problemem jest to, czy zagrożenia przedstawiane przez administrację Donalda Trumpa rzeczywiście uzasadniają tak daleko idące decyzje? A może raczej służą budowaniu narracji pod konkretne cele polityczne? W kraju, który nie stoi w obliczu realnego zagrożenia militarnego, a jednocześnie potrzebuje stabilnych i niskoemisyjnych źródeł energii, odpowiedź na to pytanie ma znaczenie znacznie wykraczające poza samą energetykę wiatrową.
Opracowano na podstawie New York Post.










