Według danych Agencji Rynku Energii (ARE) i stanu na 30. czerwca 2021 roku, zdecydowana większość prosumentów w Polsce to właściciele instalacji fotowoltaicznych. Ich liczba wyniosła 602 021, a łączna moc zainstalowana 3 980,0 MW. Pod względem liczby instalacji daleko w tyle pozostają inni prosumenci. Na koniec II kwartału tego roku, w Polsce działało 72 prosumentów posiadających elektrownie wiatrowe, których łączna moc zainstalowana wyniosła 0,3 MW. Czołówkę zamykają prosumenci produkujący energię w instalacjach wodnych, których było łącznie 67, a łączna moc zainstalowana wyniosła 1,1 MW. W Polsce funkcjonują także prosumenci produkujący energię w instalacjach hybrydowych (38), biomasowych (23) oraz biogazowych (29).

Przyglądając się tym liczbom można zaobserwować, że tylko 0,04% prosumentów w Polsce korzysta z innych źródeł niż fotowoltaika. Przyczyn tego stanu rzeczy można upatrywać w bardzo dynamicznym rozwoju PV w ostatnich latach, taniejącej technologii i systemach wsparcia finansowego połączonych z korzystnym systemem rozliczeń, tj. systemem opustów.

Jedynym źródłem, które mogłoby w jakimś stopniu konkurować z fotowoltaiką w aspekcie mikroinstalacji jest mikro energetyka wiatrowa. Ciężko sobie wyobrazić, że ktoś będzie posiadał małą elektrownię wodną lub biogazownię przy domu. Dlaczego zatem jest tak mało elektrowni wiatrowych względem instalacji fotowoltaicznych? Wynika to z kilku czynników – po pierwsze fotowoltaika jest znacznie łatwiejsza do zaimplementowania, poza tym różnice w uzyskach energii pomiędzy poszczególnymi obszarami kraju są relatywnie małe (kilkanaście procent). W przypadku energetyki wiatrowej poza pasem pomorza mamy niewiele obszarów gdzie mogłaby efektywnie kosztowo funkcjonować mikro energetyka wiatrowa – komentuje Bogdan Szymański, Prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej

Jak dodaje ekspert, należy pamiętać, że w obszarach gdzie pracują duże turbiny wiatrowe nie zawsze efektywnie będą pracować również małe elektrownie. Bogdan Szymański zaznacza również, że kolejną kwestią, która spowodowała, że fotowoltaika tak znacząco wyprzedziła inne źródła energii, są regulacje prawne.

Fotowoltaika jest dobrze uregulowana, a energetyka wiatrowa nie. – komentuje Bogdan Szymański, Prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej

Regulacje prawne

W kontekście regulacji prawnych nie sposób nie wspomnieć o wymogach w zakresie przyłączania jednostek wytwórczych do sieci i wykorzystywania certyfikatów w procesie przyłączania modułów wytwarzania energii do sieci elektroenergetycznej. Niedawno rozpoczął się kolejny etap, wdrażania kodeksów sieciowych, które regulują zasady przyłączania jednostek do sieci.

Przypomnijmy, w jaki sposób będą wdrażane kolejne etapy wykorzystywania certyfikatów w procesie przyłączania modułów wytwarzania energii do sieci elektroenergetycznej. Etap I mamy już za sobą i funkcjonował on do 31 lipca 2021 roku. To etap, w którym możliwe było stosowanie deklaracji zgodności w miejsce certyfikatu docelowego.

Trwa etap II!

Etap II, który rozpoczął się 1 sierpnia 2021 roku potrwa do 30 kwietnia 2022 roku. Dopuszcza on stosowanie certyfikatów docelowych lub innych certyfikatów potwierdzających zgodność z kodeksami sieciowymi. Trzeci etap wejdzie w życie 1 maja 2022 roku i od tego czasu będzie obowiązywał wymóg obligatoryjnego stosowania certyfikatu docelowego, czyli certyfikatu potwierdzającego spełnienie wymogów kodeksu NC RfG oraz Wymogów ogólnego stosowania wynikające z Rozporządzenia Komisji (UE) 2016/631 z dnia 14 kwietnia 2016 r. ustanawiającego kodeks sieci dotyczący wymogów w zakresie przyłączenia jednostek wytwórczych do sieci (NC RfG), na podstawie programu certyfikacji zgodnego z dokumentem Warunki i procedury wykorzystania certyfikatów w procesie przyłączania modułów wytwarzania energii do sieci elektroenergetycznych.

Sprowadza się to do tego, że producenci falowników, nie tylko falowników fotowoltaicznych, muszą wykazać zgodność ich urządzeń z wymogami sieci poprzez przedstawienie odpowiednich dokumentów. W efekcie, wdrożenie nowych zapisów może być zagrożeniem dla innych mikroinstalacji OZE niż fotowoltaika. Dlaczego?

Nowe kodeksy sieciowe mogą “zabić” małe, niszowe źródła OZE, ponieważ wymagają one nowej certyfikacji urządzeń. Przykładowo: aby producent mógł wprowadzić na rynek nowy falownik do obsługi modułów fotowoltaicznych musi wydać około 40-50 tys. zł za jedną linię modeli. Przy dużym rynku jaki jest w fotowoltaice nie jest to duża bariera. Małe turbiny wiatrowe również przyłączane są za pomocą falownika wymagającego kosztownej certyfikacji, więc biorąc pod uwagę, że rynek wynosi kilkadziesiąt urządzeń rocznie nie będzie opłacalne wprowadzanie na rynek polski nowych falowników do turbin wiatrowych. Mimo tego, że rynek mikroinstalacji wiatrowych i innych OZE poza fotowoltaiką jest bardzo marginalny, to moim zdaniem nowe kodeksy sieciowe spowodują, że tego rynku praktycznie w ogóle nie będzie. – komentuje Bogdan Szymański, Prezes Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej


Materiał został opracowany na podstawie Przeglądu Redakcyjnego z dnia 18.08.2021r.: „Co zabije niszowe źródła energii? Co dalej z prosumentami? Mój Prąd ma sens? PRZEGLĄD REDAKCYJNY”, który można obejrzeć TUTAJ!

 

Redakcja GLOBEnergia