Darmowy prąd w południe dla wszystkich? To odpowiedź na nadwyżki energii z fotowoltaiki

Darmowy prąd w środku dnia brzmi jak promocja, ale to odpowiedź na realny problem systemu energetycznego. Nadmiar energii z fotowoltaiki coraz częściej nie ma gdzie się podziać. Australia postanowiła to wykorzystać i sprawdzić, czy odbiorcy dadzą się „przekonać” do zmiany swoich nawyków.

- Nadwyżki energii rosną. W południe produkcja z PV często przewyższa zapotrzebowanie, co obniża ceny lub prowadzi do marnowania energii. Program Solar Sharer ma pomóc lepiej wykorzystać ten moment.
- Darmowy prąd ma zmienić zachowania. Chodzi o przeniesienie zużycia energii z wieczora na środek dnia. To może odciążyć system i ograniczyć wykorzystanie źródeł konwencjonalnych.
- Sukces zależy od ludzi. Jeżeli odbiorcy rzeczywiście przesuną zużycie, system zyska większą elastyczność. Jeżeli jednak darmowy prąd tylko zwiększy konsumpcję, efekt może być dużo słabszy.
Australia rusza z programem, który ma zachęcić odbiorców do korzystania z energii wtedy, gdy w systemie jest jej najwięcej. Chodzi o godziny południowe, kiedy instalacje fotowoltaiczne pracują najmocniej, a sieć coraz częściej mierzy się z nadwyżką podaży. Zamiast ograniczać się wyłącznie do dyskusji o redukcjach i niskich cenach energii, Australijczycy chcą sprawdzić, czy część tego problemu da się rozwiązać po stronie popytu.
Od lipca w ramach programu Solar Sharer gospodarstwa domowe wyposażone w inteligentne liczniki mają otrzymywać około trzech godzin darmowej energii elektrycznej w południe. Dokładne okno czasowe ma zaczynać się między 11:00 a 12:00, zależnie od stanu Australii. Założenie jest proste: skoro energii słonecznej w tych godzinach jest najwięcej, warto zachęcić odbiorców, by właśnie wtedy uruchamiali część urządzeń i przesuwali zużycie z innych pór dnia.
Chodzi o przesunięcie zużycia, nie o samą darmowość
Sedno programu nie polega na rozdawaniu energii, ale na zmianie zachowań odbiorców. Jeżeli pralka, zmywarka, ładowanie auta elektrycznego czy podgrzewanie wody zostaną przesunięte z wieczoru na środek dnia, system zyska większą elastyczność. To ważne zwłaszcza tam, gdzie wieczorem fotowoltaika już nie pracuje, a zapotrzebowanie na energię rośnie i trzeba je pokrywać źródłami konwencjonalnymi.
“Bezpłatna energia słoneczna będzie dostępna dla gospodarstw domowych z panelami słonecznymi na dachach i bez nich, niezależnie od tego, czy wynajmują, czy posiadają dom. Dzięki temu większa liczba Australijczyków będzie miała dostęp do obfitej, czystej energii w środku dnia” – czytamy na rządowej stronie Australii. Zatem z tego wsparcia będzie mogli skorzystać zarówno prosumenci, jak i zwykli odbiorcy energii. Nie ma rozróżnienia. Można to więc nazwać wsparciem dla wszystkich gospodarstw domowych.
Badacz z Uniwersytetu Cambridge Ray Galvin ocenił, że taki model najlepiej sprawdza się na rynkach z dużym udziałem energii słonecznej. Właśnie tam pojawia się wyraźna fala nadwyżki około południa, przy jednocześnie relatywnie niskim obciążeniu domowym. Wieczorem sytuacja się odwraca.
Darmowy prąd: Niemcy też mogłyby zyskać, co z Polską?
Ray Galvin sprawdził, czy podobny mechanizm miałby sens także w Niemczech. Z jego analizy wynika, że taki program mógłby być opłacalny już w 2025 roku, pod warunkiem że rzeczywiście przesuwałby część zużycia energii z godzin wieczornych na okres wysokiej produkcji z OZE.
W badaniu pojawiają się dwa ważne pojęcia. Pierwsze to przesunięcie obciążenia, czyli przenoszenie zużycia energii na darmowe godziny. Drugie to efekt odbicia, czyli sytuacja, w której ludzie zużywają po prostu więcej prądu tylko dlatego, że jest darmowy. Ten drugi czynnik może ograniczać korzyści programu, jeżeli zacznie dominować nad realnym przesuwaniem zużycia.
Model wskazuje, że umiarkowany efekt odbicia, rzędu około 20%, nie psuje całego mechanizmu. Dopiero przy poziomach przekraczających 40% skuteczność programu zaczyna wyraźnie spadać.
Czy takie coś miałoby sens w Polsce? Na pewno wywołałoby dużą furorę, bo darmowy prąd w południe brzmiałby dla wielu odbiorców dużo atrakcyjnie. Problem jednak w tym, że nasz system energetyczny jest zdecydowanie bardziej skostniały i mniej stabilny niż niemiecki. Nie ma też takich pomysłów, ale historie o wyłączeniach instalacji OZE są coraz częstsze. Gdyby przenieść popyt na czas największej podaży… wiele by mogło to ułatwić.
Największa niewiadoma – czy darmowy prąd skusi odbiorców?
Najciekawsze w tym pomyśle jest to, że jego powodzenie zależy nie tylko od technologii, ale też od codziennych nawyków odbiorców. Jak podkreślają eksperci, rzeczywiste zachowania gospodarstw domowych w czasie darmowej energii nadal pozostają niewiadomą. Z nieformalnych rozmów, które prowadził w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Nowej Zelandii, wynika jednak, że część osób byłaby gotowa zmieniać swoje przyzwyczajenia. Chodzi o pranie, zmywanie, ładowanie baterii, samochodów elektrycznych, a nawet zakup magazynów energii do przechowywania darmowego prądu na później.
I właśnie tu pojawia się najważniejszy wniosek. Programy typu Solar Sharer mogą pomóc lepiej wykorzystać energię z fotowoltaiki, ale tylko wtedy, gdy będą dobrze zaprojektowane i dopasowane do lokalnego rynku. Trzeba uwzględnić sezonowość, profil zużycia energii, komunikację z odbiorcami i ryzyko, że część „darmowego” prądu po prostu zwiększy konsumpcję zamiast przesunąć ją w czasie. Australia będzie pierwszym poważnym testem takiego podejścia. Dla Europy może to być ciekawostka, ale jak się okazuje… nie jest to aż tak niemożliwe.
Źródła: pv-magazine, energy.gov.au










