Definicja mikroinstalacji do zmiany? Obecna blokuje rozwój OZE?

Jako jeden z największych blokerów rozwoju OZE należy wymienić samą definicję mikroinstalacji obowiązującą w polskim prawie.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Podziel się

Eksperci zauważają, że jednocześnie ograniczana jest konkurencyjność przemysłu. Jak zmienić definicję mikroinstalacji, tak by spełniała swoje zadanie? O tym debatowali eksperci w trakcie Forum Branżowego organizowanego przez Redakcję GLOBENERGIA. Sprawdźmy jakie propozycje zmian padły podczas Forum. 

Jak to wygląda teraz?

Obowiązująca do tej pory definicja mikroinstalacji mówi, że to instalacja odnawialnego źródła energii o łącznej mocy zainstalowanej elektrycznej nie większej niż 50 kW, przyłączona do sieci elektroenergetycznej o napięciu znamionowym niższym niż 110 kV.

W czym tkwi największy problem tej definicji? Obecnie mikroinstalacje fotowoltaiczne nie są charakteryzowane po ilości energii, jaka jest z niej odprowadzana do sieci czy parametrów pracy falownika. Moc fotowoltaiki określamy jako sumę mocy urządzeń wytwórczych po stronie DC, czyli łącznej mocy zainstalowanych modułów fotowoltaicznych. Takie podejście pociąga za sobą wiele konsekwencji.

Jedna definicja, wiele problemów

Po pierwsze charakteryzowanie mocy całej instalacji po łącznej mocy modułów jest już samo w sobie znacznym przeszacowaniem uzysków. W okresie całej generacji z fotowoltaiki, dni w których będzie ona mogła pracować z pełną mocą będzie kilka bądź wcale. Jest to spowodowane zmiennością warunków atmosferycznych i degradacją modułów. Tym samym bezsensownym jest charakteryzowanie mocy instalacji w sposób, który nie oddaje jej faktycznych możliwości generacyjnych. I to właśnie jest pierwszy, podstawowy problem z obowiązującą definicją mikroinstalacji. 

Taki sposób charakteryzowania instalacji fotowoltaicznych jest problematyczny. Sporo instalacji mogłoby być dziś wykonywanych inaczej. Zwłaszcza instalacji wschód-zachód, które wymagają większego przewymiarowania strony DC względem strony AC falownika – Robert Maczionsek SBF Polska PV. 

Obecne podejście szczególnie uderza w duże firmy produkcyjne. Często najkorzystniejszy dla nich układ instalacji to wspomniana już orientacja wschód-zachód. Wynika to z “wygładzenia” profilu produkcji i wydłużenia czasu generacji energii. Tym samym autokonsumpcja w takim układzie jest bardzo wysoka, a do sieci oddawana jest bardzo mała część z wyprodukowanej energii. Niestety przez aktualnie funkcjonującą definicję mikroinstalacji, firmy borykają się z procesem wydania warunków przyłączeniowych. Jednocześnie są legislacyjnie ograniczone do inwestycji w instalacje niedowymiarowane do ich faktycznych potrzeb. 

Co z taryfami dynamicznymi?

Drugi argument popierający inwestowanie w instalacje wschód-zachód to nadchodzące wprowadzenie taryf dynamicznych. Instalacje o takiej orientacji miałyby większą szansę na ekonomiczne powodzenie po wprowadzeniu zmian. 

Rozliczenie godzinowe zacznie obowiązywać najprawdopodobniej dopiero w przyszłym roku, choć w ustawie wprowadzenie tego mechanizmu rozliczania nadal zapisane jest na ten rok. Rozliczenie godzinowe sprawi, że energia będzie relatywnie droga w porze porannej i wieczornej, a dużo tańsza w środku dnia. W obliczu tych zmian inwestycja w instalację wschód-zachód będzie taktycznym i bardzo rozsądnym posunięciem – wyjaśnia Robert Maczionsek.

Mimo znacznego opóźnienia, nowy sposób rozliczania kiedyś stanie się wiążący. Tym bardziej, to właśnie teraz jest dobry moment na dostrojenie pozostałych elementów systemu i wprowadzenie zmian, chociażby w definicji mikroinstalacji. 

Jak zmienić problematyczną definicję?

Jedna z propozycji zmian definicji mikroinstalacji optuje za pozostawieniem 50 kW pod względem mocy przyłączeniowej, a moc elektryczna zainstalowana instalacji (w kategorii zainstalowanych modułów fotowoltaicznych) miałaby być większa od tej wartości. Może się tu pojawić 200 kW, jako granica mocy instalacji typu A, czy nawet 1000 kW – to dokładnie mogłoby się wyklarować na późniejszym etapie uzgodnień.

Jak to rozumieć? Z instalacji do sieci byłoby wprowadzane nie więcej niż 50 kW mocy, tego parametru mogłaby pilnować specjalna aparatura i po stronie wydolności sieci nie byłoby problemów. 

Skutkowałoby to możliwością wykonania przez przedsiębiorstwa większych instalacji np. 150 kW bez konieczności wykonywania projektu, zdobywania pozwolenia czy wydawania warunków przyłączeniowych – tłumaczy ekspert.

Jednocześnie po stronie operatora ograniczyłoby to problem stabilności sieci, bo niezależnie od mocy instalacji do sieci trafi co najwyżej 50 kW mocy elektrycznej. Ponadto bardzo często przypadki dużych instalacji fotowoltaicznych zamykałyby się w ramach autokonsumpcji. Tym samym operator prawdopodobnie w ogóle nie miałby do czynienia z oddawaniem nadprodukcji energii do sieci. 

Obecne problemy z uzyskaniem warunków przyłączeniowych blokują rozwój OZE i przemysłu. Fabryki tracą dostęp do taniej, zielonej energii, a ponosząc wysokie rachunki same stają się mniej konkurencyjne. 

Źródło: Forum Branżowe GLOBENERGIA.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia