Dlaczego rekompensaty za wyłączenia OZE są tak niskie? Kto jest temu winny? Minister odpowiada

Dlaczego właściciele farm fotowoltaicznych otrzymują tak niskie rekompensaty za przymusowe wyłączenia? Czy to błąd systemu, czy efekt przepisów unijnych i konstrukcji rynku energii?

- Tylko 10% utraconych przychodów – dlaczego rekompensaty nie odzwierciedlają pełnej wartości niewyprodukowanej energii?
- Unijne przepisy wymagają neutralności finansowej, a nie gwarantowania zysków.
- Sieć nie nadąża za rozwojem OZE. Ograniczenia infrastruktury wymuszają wyłączenia i prowadzą do strat dla wytwórców.
Wielu właścicieli instalacji OZE, szczególnie farm fotowoltaicznych, dziwi się, dlaczego rekompensaty wypłacane za nierynkowe redysponowanie energii są tak niskie. W praktyce stanowią one często zaledwie 10% faktycznie utraconych przychodów. Skąd taka dysproporcja? Czy to błąd w systemie, czy celowe działanie wynikające z przepisów? Odpowiedź leży w unijnych regulacjach i zasadach rynku energii. Przedstawiamy stanowisko Miłosza Motyki, Ministra Energii.
Rekompensata nie jest zyskiem, lecz pokryciem straty
Z interpelacji poselskiej Bartosza Romowicza z Polski 2050 Szymona Hołowni dowiadujemy się, jak wygląda w praktyce nierynkowe redysponowanie. Polska sieć elektroenergetyczna wciąż nie jest przygotowana na tak duży napływ energii z OZE, przez co w określonych momentach operatorzy są zmuszeni czasowo wyłączać instalacje odnawialne.
Najpierw trzeba zrozumieć, czym właściwie jest rekompensata. To nie „nagroda” za wytwarzanie energii ani wyrównanie zysku z kontraktu handlowego. Zgodnie z art. 13 ust. 7 rozporządzenia (UE) 2019/943, rekompensata ma zapewnić neutralność finansową – czyli pokryć stratę, ale nie generować zysku. W praktyce oznacza to, że wytwórca powinien wyjść „na zero” – nie stracić na redysponowaniu, ale też nie zarobić więcej, niż gdyby do niego nie doszło.
Dlatego nie można przy wyliczaniu rekompensaty brać pod uwagę cen z kontraktów handlowych, które często są znacznie wyższe niż ceny rynkowe. Uwzględnienie takich stawek mogłoby sprawić, że wytwórca otrzymałby więcej, niż wynosi jego realna strata. A to byłoby niezgodne z prawem unijnym.
“Ponieważ umowa jest zgodnym porozumieniem dwóch lub więcej stron ustalającym ich wzajemne prawa lub obowiązki, a więc jest wewnętrznym uzgodnieniem stron umowy dokonanym w ramach swobody zawierania umów, to przyjęcie do kalkulacji rekompensaty za redysponowanie nierynkowe dla wytwórcy OZE ceny zawartej w umowie sprzedaży energii elektrycznej, np. ceny stałej, jest całkowicie nieuzasadnione” – czytamy w odpowiedzi Miłosza Motyki.
Cena z kontraktu to nie cena rynkowa
Wielu wytwórców OZE sprzedaje energię w ramach kontraktów długoterminowych (np. PPA), w których ustalana jest stała cena – nierzadko sięgająca nawet 500 zł/MWh. Tymczasem na rynku bilansującym, z którego pochodzi tzw. Cena Energii Niezbilansowania (CEN), stawki bywają znacznie niższe – często wynoszą zaledwie kilkadziesiąt złotych za MWh. To właśnie CEN, a nie cena z kontraktu, stanowi podstawę do obliczenia rekompensaty.
Różnica jest więc ogromna, co sprawia, że ostateczna kwota rekompensaty to średnio tylko około 10% wartości utraconych przychodów z kontraktu. Nie jest to jednak błąd systemu – tak po prostu działa mechanizm oparty na realnych warunkach rynkowych, a nie na indywidualnych umowach handlowych.
- Zobacz również: Czy prąd będzie droższy? Nowe taryfy zatwierdzone
Umowa handlowa to prywatna sprawa stron
Warto pamiętać, że kontrakty sprzedaży energii to prywatne umowy pomiędzy wytwórcą a odbiorcą. Operator systemu przesyłowego (PSE) nie jest stroną takiej umowy i nie może jej uwzględniać przy ustalaniu rekompensaty.
Jak informuje Miłosz Motyka w odpowiedzi na interpelację – gdyby PSE zaczęły wypłacać rekompensaty po cenach kontraktowych, doprowadziłoby to do nierównego traktowania uczestników rynku. Jedni otrzymywaliby wyższe kwoty tylko dlatego, że zawarli droższe umowy, inni niższe. Taka sytuacja byłaby sprzeczna z zasadą neutralności i równości wobec prawa.
Z punktu widzenia prawa i logiki rynku energetycznego, rekompensata nie ma pokrywać utraconego zysku, lecz rzeczywistą stratę finansową wynikającą z redysponowania. Innymi słowy – jeżeli instalacja nie mogła wyprodukować energii, a jej brak został rozliczony po cenie bilansującej (CEN), to właśnie ta wartość jest podstawą do rekompensaty. Nie kontrakt, nie cena gwarantowana, tylko realny koszt niezbilansowania.
Dlaczego tylko 10%? Podsumowanie!
To, że rekompensaty stanowią średnio ok. 10% utraconych przychodów z kontraktów, wynika z konstrukcji systemu, a nie z jego błędów. Mechanizm opiera się na trzech głównych zasadach:
- Neutralność finansowa – wytwórca nie powinien ani stracić, ani zyskać na redysponowaniu.
- Ceny rynkowe zamiast kontraktowych – podstawą jest Cena Energii Niezbilansowania (CEN), a nie ustalenia komercyjne.
- Jednakowe zasady dla wszystkich – PSE nie mogą różnicować wysokości rekompensat w zależności od podpisanych umów.
Trzeba przyznać, że dla wytwórców, którzy zawarli kontrakty po wysokich cenach, może to być bolesne. W dłuższej perspektywie kluczowe będzie dostosowanie krajowej sieci elektroenergetycznej do rosnącego udziału OZE, aby ograniczyć skalę przymusowych wyłączeń. Im szybciej poprawimy elastyczność systemu, tym rzadziej wytwórcy będą narażeni na straty i potrzebę rekompensat. To krok niezbędny, by transformacja energetyczna była nie tylko zielona, ale też sprawiedliwa dla wszystkich uczestników rynku.
Opracowanie na podstawie odpowiedzi na interpelację nr 11689.










