Dostaniemy więcej gazu za polityczne ustępstwa? Umowa USA–UE zatwierdzona

Europa znalazła się w momencie, w którym energia przestaje być wyłącznie kwestią gospodarki, a coraz bardziej przypomina narzędzie geopolitycznej gry. W cieniu konfliktów i napięć na świecie Unia Europejska musi podejmować decyzje pod presją czasu i rosnących cen. Drugą stronę medalu ma również dopuszczenie większych dostaw LNG ze Stanów.

Europa znalazła się w momencie, w którym energia przestaje być wyłącznie kwestią gospodarki, a coraz bardziej przypomina narzędzie geopolitycznej gry. W cieniu konfliktów i napięć na świecie Unia Europejska musi podejmować decyzje pod presją czasu i rosnących cen. Drugą stronę medalu ma również dopuszczenie większych dostaw LNG ze Stanów. 

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Europa znalazła się w momencie, w którym energia przestaje być wyłącznie kwestią gospodarki, a coraz bardziej przypomina narzędzie geopolitycznej gry. W cieniu konfliktów i napięć na świecie Unia Europejska musi podejmować decyzje pod presją czasu i rosnących cen. Drugą stronę medalu ma również dopuszczenie większych dostaw LNG ze Stanów.
  • UE zwiększy import gazu LNG z USA, ale w zamian będzie musiała zaakceptować polityczne i gospodarcze warunki narzucane przez Waszyngton.
  • Umowa handlowa może doprowadzić do zalania europejskiego rynku tańszą żywnością z USA, co uderzy w unijnych rolników i pogłębi nierównowagę handlową.
  • Europa, odchodząc od rosyjskiego gazu, ryzykuje wejście w nową zależność – tym razem od Stanów Zjednoczonych, które mogą wpływać na ceny i warunki dostaw.

Kryzys, który otworzył drzwi Amerykanom

Na europejskim rynku gazu zrobiło się nagle gorąco. Wystarczyło kilka tygodni napięć wokół Iranu, by ceny surowca wystrzeliły z około 30 do ponad 60 euro za MWh. Jednocześnie pojawił się problem znacznie poważniejszy niż same rachunki, bo gazu zaczęło brakować.

Rynkowe ceny gazu w ujęciu półrocznym (euro/MWh)
Rynkowe ceny gazu w ujęciu półrocznym (euro/MWh). Źródło: trading economics

Wstrzymanie produkcji LNG przez Katar po atakach na infrastrukturę energetyczną pokazało, jak kruche są globalne łańcuchy dostaw. Europa, która i tak opiera się głównie na imporcie, stanęła przed widmem realnego kryzysu paliwowego. I właśnie w tym momencie do gry z pełną siłą weszły Stany Zjednoczone, oferując nam lekarstwo na kryzys, który sami rozpoczęli. 

Ucieczka od Rosji prowadzi w nowe uzależnienie

Po 2022 roku kierunek był jasny – Europa chce definitywnie odciąć się od rosyjskiego gazu. Plan zakłada pełne uniezależnienie się od dostaw z Rosji do 2027 roku. Politycznie to decyzja oczywista. Problem w tym, że gospodarka nie działa w próżni.

Alternatywy są ograniczone. Norwegia wykorzystuje już niemal pełnię swoich możliwości eksportowych. Azerbejdżan zwiększa dostawy, ale skala tego wzrostu nie zmienia sytuacji systemowo. Bliski Wschód pogrążony jest w niestabilności, a globalny rynek LNG staje się coraz bardziej konkurencyjny. W efekcie Europa coraz mocniej skręca w stronę jednego kierunku, czyli Stanów Zjednoczonych. Już dziś amerykański gaz stanowi istotną część importu, a w kolejnych latach jego udział może jeszcze wyraźnie wzrosnąć.

Czytaj także: Ceny paliw mogą wystrzelić! Czy rebelianci Huti zablokują Kanał Sueski?

Umowa USA–UE: handel czy polityczny kontrakt

26 marca Parlament Europejski zatwierdził porozumienie handlowe z USA w ramach tzw. Framework on an Agreement on Reciprocal, Fair, and Balanced Trade. Choć formalnie dotyczy ono głównie ceł i zasad wymiany handlowej, jego znaczenie mocno wkracza w obszar energetyki. W zeszłym roku prawie 60% zaimportowanego gazu pochodziła z USA. Wobec bieżących wydarzeń, ten wskaźnik w ciągu najbliższych ma osiągnąć 80%.

Oficjalnie porozumienie między USA a UE dotyczy ceł i zasad handlu. To fundament pod długoterminową współpracę energetyczną, której skala robi wrażenie, bo Europa może wydać nawet 750 mld dolarów na amerykańskie surowce i technologie. Za tą umową kryje się bowiem prosta zależność: jeśli Europa chce stabilnych dostaw gazu, musi jednocześnie dostosować się do oczekiwań Waszyngtonu. A te wykraczają daleko poza samą energetykę. Czysto rozsądkowo, UE właśnie próbuje wydostać się z sideł Rosji, by na nowo uzależnić się od jednego głównego dostawy - tym razem USA.

Jest też druga strona medalu. Umowa handlowa otwiera szeroko drzwi na inne produkty z USA. Unijny rynek zostanie wyeksponowany na napływ amerykańskich produktów rolno-spożywczych, które zyskają preferencyjne warunki dostępu. Tańsza żywność z USA może wywołać silną presję cenową, uderzając szczególnie w europejskich rolników działających w bardziej rygorystycznych i kosztownych warunkach. Najbardziej zagrożone są sektory hodowlany i mleczarski, które mogą stracić konkurencyjność wobec tańszych produktów zza oceanu. W efekcie umowa może pogłębić nierównowagę handlową i osłabić pozycję europejskiego rolnictwa na własnym rynku. Można nawet stwierdzić, że UE zgodziła się by amerykańskie produkty tu się pojawiły, w zamian za dostawy LNG. 

Europa między młotem a kowadłem

Problem polega na tym, że Unia Europejska nie ma dziś komfortu wyboru. Odejście od Rosji jest koniecznością, ale alternatywy są ograniczone. Z kolei uzależnienie się od USA niesie ze sobą inne ryzyka, przede wszystkim polityczne. Im większa presja ze strony Waszyngtonu, tym częściej w Europie pojawiają się głosy sugerujące powrót do rosyjskich surowców. Moskwa doskonale to wykorzystuje, prowadząc jednocześnie politykę strachu i kuszenia, grożąc wstrzymaniem dostaw, a jednocześnie oferując ich wznowienie. W efekcie Europa znalazła się w sytuacji, w której każdy wybór niesie konsekwencje, a brak decyzji może być jeszcze bardziej kosztowny.

Źródła: KE, eurostat, trading economics. 

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia