Dostaniemy więcej gazu za polityczne ustępstwa? Umowa USA–UE zatwierdzona

Europa znalazła się w momencie, w którym energia przestaje być wyłącznie kwestią gospodarki, a coraz bardziej przypomina narzędzie geopolitycznej gry. W cieniu konfliktów i napięć na świecie Unia Europejska musi podejmować decyzje pod presją czasu i rosnących cen. Drugą stronę medalu ma również dopuszczenie większych dostaw LNG ze Stanów.

- UE zwiększy import gazu LNG z USA, ale w zamian będzie musiała zaakceptować polityczne i gospodarcze warunki narzucane przez Waszyngton.
- Umowa handlowa może doprowadzić do zalania europejskiego rynku tańszą żywnością z USA, co uderzy w unijnych rolników i pogłębi nierównowagę handlową.
- Europa, odchodząc od rosyjskiego gazu, ryzykuje wejście w nową zależność – tym razem od Stanów Zjednoczonych, które mogą wpływać na ceny i warunki dostaw.
Kryzys, który otworzył drzwi Amerykanom
Na europejskim rynku gazu zrobiło się nagle gorąco. Wystarczyło kilka tygodni napięć wokół Iranu, by ceny surowca wystrzeliły z około 30 do ponad 60 euro za MWh. Jednocześnie pojawił się problem znacznie poważniejszy niż same rachunki, bo gazu zaczęło brakować.

Wstrzymanie produkcji LNG przez Katar po atakach na infrastrukturę energetyczną pokazało, jak kruche są globalne łańcuchy dostaw. Europa, która i tak opiera się głównie na imporcie, stanęła przed widmem realnego kryzysu paliwowego. I właśnie w tym momencie do gry z pełną siłą weszły Stany Zjednoczone, oferując nam lekarstwo na kryzys, który sami rozpoczęli.
Ucieczka od Rosji prowadzi w nowe uzależnienie
Po 2022 roku kierunek był jasny – Europa chce definitywnie odciąć się od rosyjskiego gazu. Plan zakłada pełne uniezależnienie się od dostaw z Rosji do 2027 roku. Politycznie to decyzja oczywista. Problem w tym, że gospodarka nie działa w próżni.
Alternatywy są ograniczone. Norwegia wykorzystuje już niemal pełnię swoich możliwości eksportowych. Azerbejdżan zwiększa dostawy, ale skala tego wzrostu nie zmienia sytuacji systemowo. Bliski Wschód pogrążony jest w niestabilności, a globalny rynek LNG staje się coraz bardziej konkurencyjny. W efekcie Europa coraz mocniej skręca w stronę jednego kierunku, czyli Stanów Zjednoczonych. Już dziś amerykański gaz stanowi istotną część importu, a w kolejnych latach jego udział może jeszcze wyraźnie wzrosnąć.
Czytaj także: Ceny paliw mogą wystrzelić! Czy rebelianci Huti zablokują Kanał Sueski?
Umowa USA–UE: handel czy polityczny kontrakt
26 marca Parlament Europejski zatwierdził porozumienie handlowe z USA w ramach tzw. Framework on an Agreement on Reciprocal, Fair, and Balanced Trade. Choć formalnie dotyczy ono głównie ceł i zasad wymiany handlowej, jego znaczenie mocno wkracza w obszar energetyki. W zeszłym roku prawie 60% zaimportowanego gazu pochodziła z USA. Wobec bieżących wydarzeń, ten wskaźnik w ciągu najbliższych ma osiągnąć 80%.
Oficjalnie porozumienie między USA a UE dotyczy ceł i zasad handlu. To fundament pod długoterminową współpracę energetyczną, której skala robi wrażenie, bo Europa może wydać nawet 750 mld dolarów na amerykańskie surowce i technologie. Za tą umową kryje się bowiem prosta zależność: jeśli Europa chce stabilnych dostaw gazu, musi jednocześnie dostosować się do oczekiwań Waszyngtonu. A te wykraczają daleko poza samą energetykę. Czysto rozsądkowo, UE właśnie próbuje wydostać się z sideł Rosji, by na nowo uzależnić się od jednego głównego dostawy - tym razem USA.
Jest też druga strona medalu. Umowa handlowa otwiera szeroko drzwi na inne produkty z USA. Unijny rynek zostanie wyeksponowany na napływ amerykańskich produktów rolno-spożywczych, które zyskają preferencyjne warunki dostępu. Tańsza żywność z USA może wywołać silną presję cenową, uderzając szczególnie w europejskich rolników działających w bardziej rygorystycznych i kosztownych warunkach. Najbardziej zagrożone są sektory hodowlany i mleczarski, które mogą stracić konkurencyjność wobec tańszych produktów zza oceanu. W efekcie umowa może pogłębić nierównowagę handlową i osłabić pozycję europejskiego rolnictwa na własnym rynku. Można nawet stwierdzić, że UE zgodziła się by amerykańskie produkty tu się pojawiły, w zamian za dostawy LNG.
Europa między młotem a kowadłem
Problem polega na tym, że Unia Europejska nie ma dziś komfortu wyboru. Odejście od Rosji jest koniecznością, ale alternatywy są ograniczone. Z kolei uzależnienie się od USA niesie ze sobą inne ryzyka, przede wszystkim polityczne. Im większa presja ze strony Waszyngtonu, tym częściej w Europie pojawiają się głosy sugerujące powrót do rosyjskich surowców. Moskwa doskonale to wykorzystuje, prowadząc jednocześnie politykę strachu i kuszenia, grożąc wstrzymaniem dostaw, a jednocześnie oferując ich wznowienie. W efekcie Europa znalazła się w sytuacji, w której każdy wybór niesie konsekwencje, a brak decyzji może być jeszcze bardziej kosztowny.
Źródła: KE, eurostat, trading economics.










