Dron odnaleziony na terenie kopalni, czy to nowy sposób atakowania energetyki?

Na terenie Kopalni Węgla Brunatnego w miejscowości Gałczyce w powiecie konińskim odnaleziono bezzałogowy statek powietrzny przypominający drona wojskowego. Odkrycia dokonał pracownik kopalni, a służby natychmiast zabezpieczyły teren i rozpoczęły działania wyjaśniające. Wstępne ustalenia wskazują, że może to być jeden z rosyjskich dronów, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną we wrześniu ubiegłego roku.

- Na terenie Kopalni Węgla Brunatnego w Gałczycach w powiecie konińskim znaleziono bezzałogowy statek powietrzny przypominający drona wojskowego.
- Wstępne ustalenia wskazują, że maszyna może być jednym z rosyjskich dronów, które naruszyły polską przestrzeń powietrzną we wrześniu 2024 roku.
- Badania wykazały, że dron nie był uzbrojony, a sprawą jego pochodzenia i okoliczności upadku zajmuje się prokuratura wojskowa.
Dron znaleziony na terenie kopalni węgla brunatnego
Do zdarzenia doszło w czwartek na terenie kopalni węgla brunatnego w miejscowości Gałczyce w powiecie konińskim. Bezzałogowy statek powietrzny został zauważony przez operatora koparki, który natknął się na niego w rowie przy drodze gruntowej w pobliżu odkrywki Tomisławice.
Policja z Konina i Poznania szybko pojawiła się na miejscu, zabezpieczając teren i rozpoczynając czynności wyjaśniające. Jak podkreślają służby, w chwili obecnej nie ma żadnego zagrożenia dla życia ani zdrowia ludzi. W pobliżu miejsca zdarzenia nie znajdują się zabudowania mieszkalne, a jedynym obiektem w okolicy jest niewielkie gospodarstwo z zakładem produkcyjnym.
Bezzałogowiec przypominający wojskowego drona
Pierwsze oględziny wskazują, że znaleziony obiekt może przypominać wojskowego drona o trójkątnym kształcie, w większości zachowanego w jednym kawałku. Według policjantów jego rozmiary można oszacować na nieco ponad metr. Śledczy sprawdzają także, czy w pobliżu znajdują się inne elementy urządzenia, które mogły oderwać się podczas upadku. W tym celu przeszukiwany jest teren wokół miejsca znalezienia bezzałogowca.
Eksperci sprawdzili, czy dron był uzbrojony
Zanim rozpoczęto właściwe oględziny, przeprowadzono rozpoznanie minersko-techniczne oraz biologiczno-chemiczne, które miało wykluczyć zagrożenie. Badania wykazały, że dron nie był uzbrojony.
Jak poinformował ppor. prok. Paweł Woch z Prokuratury Rejonowej Poznań-Grunwald, maszyna została zabezpieczona i będzie poddana dalszym analizom. Śledczy chcą ustalić m.in. pochodzenie urządzenia oraz sprawdzić, czy znajdują się w nim elementy elektroniczne pozwalające odtworzyć jego trasę lotu.
Czy to jeden z rosyjskich dronów z 2024 roku?
Nieoficjalne źródła zbliżone do resortu obrony sugerują, że odnaleziony bezzałogowiec może być jednym z dronów, które w nocy z 9 na 10 września ubiegłego roku wtargnęły w polską przestrzeń powietrzną.
Wówczas nad Polskę wleciało kilkanaście rosyjskich maszyn. Część z nich spadła na terytorium kraju, a niektóre zostały zestrzelone przez lotnictwo NATO. Według wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza znaleziony w Gałczycach dron może być „pokłosiem prowokacji Federacji Rosyjskiej z ubiegłego roku”.
Sprawą zajmie się prokuratura wojskowa
Postępowanie w sprawie znaleziska nadzorować będzie 8. Wydział do spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie. To ten sam wydział, który prowadzi śledztwo dotyczące rosyjskich dronów naruszających polską przestrzeń powietrzną we wrześniu 2024 roku.
Sprawa z okolic Konina zostanie jednak rozpatrzona w odrębnym postępowaniu, ponieważ konieczne będzie przeprowadzenie dodatkowych ekspertyz i opinii biegłych. Śledczy będą analizować m.in. konstrukcję urządzenia, jego wyposażenie oraz ewentualne dane zapisane w systemach pokładowych. Na razie materiały z oględzin prowadzonych w Poznaniu nie trafiły jeszcze do lubelskiej prokuratury. Dopiero po ich przekazaniu zapadnie decyzja o dalszym kierunku śledztwa.
Wnioski?
Wobec wstępnych ustaleń ciężko jest mówić o celowym wypuszczenia drona nad teren kopalni. O ile miejsce lądowania zostało wybrane celowo, jest to zrozumiały sygnał, że agresor "gdyby chciał, to by mógł" zaburzyć nawet eksploatację surowca, a co dopiero pracę faktycznej elektrowni. Z drugiej strony, jeżeli dron doleciał tam, oddając się w końcowej fazie lotu jedynie siłom fizyki, a znaleziono go tam dopiero w tym roku, to wizerunkowo wypadamy nawet gorzej.
Źródło: PAP










