Droższe bilety albo odwołane loty? Europa zaczyna ograniczać paliwo dla samolotów

Problemy z paliwem lotniczym przestają być teorią – pierwsze ograniczenia już wprowadzono na europejskich lotniskach. Ceny szybują, a linie lotnicze zaczynają reagować, tnąc połączenia. To może być dopiero początek większego kryzysu w europejskim lotnictwie. Loty na majówkę mogą być droższe, albo w ogóle ich nie będzie? Sprawdźmy, jak realny to będzie scenariusz.

- We Włoszech wprowadzono ograniczenia tankowania na kilku lotniskach. Priorytet mają wybrane loty, reszta musi liczyć się z reglamentacją.
- Ceny paliwa jet biją rekordy, a rynek obawia się zakłóceń w dostawach. Problem przestaje dotyczyć tylko kosztów, a zaczyna dostępności.
- W Polsce paliwa nie brakuje, ale koszty już rosną, a przewoźnicy ograniczają siatki. To może oznaczać droższe bilety i mniej połączeń, także na majówkę.
Włochy już ograniczają tankowanie samolotów
We Włoszech pojawił się pierwszy namacalny sygnał, że napięcia wokół paliwa lotniczego przestają być tylko branżowym ostrzeżeniem. Na czterech lotniskach – w Bolonii, mediolańskim Linate, Treviso i Wenecji – wprowadzono czasowe ograniczenia w dostępie do paliwa. Priorytet otrzymały loty medyczne, państwowe oraz rejsy trwające ponad trzy godziny, a pozostali przewoźnicy muszą liczyć się z reglamentacją. Europa stanęła w obliczu powszechnego racjonowania paliwa lotniczego. Znaczenie ma sam fakt, że taki mechanizm został uruchomiony na cywilnych lotniskach i to w kraju unijnym.
Paliwo lotnicze bije rekordy cenowe
Najmocniej napięcie widać obecnie w notowaniach paliwa jet. Na początku kwietnia ceny paliwa lotniczego w północno-zachodniej Europie przekroczyły 1900 dolarów za tonę, przebijając poprzedni rekord wszech czasów wynoszący 1794 dolarów za tonę. Skala podwyżki pokazuje, że rynek zaczął wyceniać nie tylko samą droższą ropę, ale również realne zagrożenie dla ciągłości dostaw.
Dlaczego ceny paliwa jet rosną tak mocno?
Za obecną sytuacją stoi konflikt na Bliskim Wschodzie oraz blokada cieśniny Ormuz, przez którą w normalnych warunkach przepływa znacząca część światowego handlu ropą. Do tego dochodzą ataki na infrastrukturę energetyczną w regionie Zatoki Perskiej. W efekcie rynek obawia się nie tylko problemów z samym surowcem, ale również zakłóceń w dostawach gotowego paliwa lotniczego do Europy.
Paliwo lotnicze zdrożało ponad dwukrotnie od początku konfliktu pomiędzy USA i Izraelem a Iranem. Przy takiej dynamice problem przestaje dotyczyć wyłącznie marż i kosztów operacyjnych linii lotniczych. W pewnym momencie zaczyna wpływać na planowanie połączeń, rentowność tras i dostępność samego paliwa na lotniskach.
Europa nie martwi się wyłącznie o baryłkę ropy, ale o paliwo lotnicze jako gotowy produkt, którego import ma duże znaczenie dla funkcjonowania sektora lotniczego. Jeśli ten łańcuch dostaw zaczyna się chwiać, ceny reagują natychmiast, a później pojawiają się już skutki odczuwalne przez przewoźników.
Polsce paliwa na razie nie brakuje, ale koszty już rosną
Polski akcent w tej sprawie jest już wyraźny. Minister energii Miłosz Motyka przyznał w ostatnich dniach, że sytuacja wokół paliwa lotniczego robi się trudna i że rząd będzie musiał mierzyć się z tym problemem tak długo, jak długo potrwa obecny kryzys.
“Z paliwem jet jest problem. Jego cena jest dwukrotnie wyższa niż przed rozpoczęciem tego konfliktu, przed końcem lutego” – powiedział minister energii Miłosz Motyka dla portalu Onet.
Kryzys na razie najmocniej uderza w koszty, nie w fizyczną dostępność paliwa na polskich lotniskach. Minister Motyka zaznaczył przy tym, że nie ma obecnie sygnałów, by paliwa lotniczego miało zabraknąć po stronie polskich dostawców. Jednocześnie dodał, że część przewoźników już reaguje na rosnące wydatki. To może oznaczać… droższe bilety, co przed majówką nie brzmi za dobrze. “Słyszymy, że jeżeli chodzi o część przewoźników, szczególnie tych low-costowych, to ograniczają siatki połączeń” – zaznaczył minister. Tutaj warto dodać, że duzi gracze na rynku kupują paliwo w ramach kontraktów terminowych, więc wpływ może nie być tak duży.
Nici z majówki? Będzie, ale loty mogą być droższe
Eksperci lotniczy nie ukrywają, że dalsza eskalacja może przynieść znacznie poważniejsze skutki. W przestrzeni publicznej pojawiają się już ostrzeżenia, że przy przedłużającym się konflikcie dostępność paliwa lotniczego w Europie może spadać, a ruch lotniczy zostałby wtedy mocno ograniczony. Padają nawet porównania do okresu pandemicznego, gdy liczba lotów gwałtownie się skurczyła.
To nie jest jeszcze scenariusz przesądzony, ale rynek najwyraźniej przestał go traktować jako nierealny. Skoro pierwsze lotniska już wprowadzają ograniczenia, a linie lotnicze zaczynają ciąć siatki połączeń… to problem rosnących cen staje się istotny. Dlatego majówkowe loty mogą nie być tak tanie i okazyjne, jak to bywało w poprzednich latach.
Na poziomie unijnym sprawa także przestała być tylko obserwowana z dystansu. Komisja Europejska zwołuje pilne narady grup koordynacyjnych ds. ropy i gazu, by ocenić wpływ kryzysu na gospodarkę i sektor lotniczy. Sprawdzane są zapasy paliwa lotniczego w poszczególnych państwach, analizowane są też możliwe działania osłonowe i awaryjne. Wszystko wskazuje na to, że Bruksela traktuje problem bardzo poważnie. Cóż, politycy unijni często gdzieś latają… Oczywiście pół żartem, pół serio.
Na razie nie ma jeszcze decyzji o szerokim racjonowaniu paliwa czy zmianie obowiązujących norm. Sama mobilizacja Brukseli pokazuje jednak, że temat jest traktowany bardzo poważnie. Europa próbuje przygotować się na gorszy wariant, zanim sytuacja wymusi bardziej nerwowe ruchy.
Źródła: PAP, Onet, RMF FM, Reuters.










