Dziś ostatni dzień mrożenia cen paliw

Rynek wysyła coraz więcej sygnałów, że najgorętsza faza konfliktu na Bliskim Wschodzie dobiega końca. Widać to nie tylko w działaniach dyplomatycznych i planach odbudowy infrastruktury, ale również na wykresach cen ropy, które dla inwestorów są jednym z najważniejszych barometrów globalnego ryzyka. Brent kosztuje dziś około 74 dolarów za baryłkę, czyli praktycznie tyle samo, ile przed wybuchem wojny. Kierowcy w Polsce zadają jednak jedno pytanie: skoro ropa potaniała, dlaczego paliwo nadal nie wróciło do wcześniejszych cen?

- Cena ropy Brent spadła do około 74 dolarów za baryłkę, czyli poziomu sprzed eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie.
- To sygnał, że rynki uznają ryzyko poważnych zakłóceń w dostawach surowca za znacznie mniejsze niż jeszcze kilka tygodni temu.
- Konflikt stopniowo wygasa, a świat wraca do normalności. Świadczą o tym działania dyplomatyczne, deklaracje Francji dotyczące pomocy w odminowaniu oraz stabilizacja sytuacji na światowym rynku ropy.
- Kierowcy w Polsce nadal czekają na tańsze paliwo.
Rynek uwierzył, że najgorsze już za nami
Jeszcze kilka tygodni temu inwestorzy obawiali się długotrwałej destabilizacji regionu oraz zablokowania Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około jednej piątej światowego handlu ropą. W szczytowym momencie napięć cena ropy Brent zbliżała się do 100 dolarów za baryłkę.
Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Po zawarciu porozumień ograniczających działania zbrojne i wznowieniu normalnego ruchu tankowców przez Cieśninę Ormuz premia za ryzyko geopolityczne praktycznie zniknęła z rynku. Brent spadł do około 72-74 dolarów za baryłkę, czyli poziomu obserwowanego jeszcze przed wybuchem konfliktu. Dla inwestorów oznacza to jedno: rynek przestał zakładać scenariusz poważnych zakłóceń w dostawach surowca.

Źródło: Trading Economics.
Francja deklaruje pomoc w odminowaniu
Powrót do normalności widać również poza giełdami. Kolejne państwa deklarują wsparcie w zabezpieczeniu infrastruktury oraz odminowywaniu terenów dotkniętych działaniami wojennymi. Takie działania mają umożliwić szybsze przywrócenie normalnego funkcjonowania transportu i handlu w regionie.
Choć proces odbudowy potrwa jeszcze wiele miesięcy, rynki finansowe zwykle wyprzedzają rzeczywistość. Inwestorzy nie czekają na zakończenie wszystkich prac. Wystarczy, że prawdopodobieństwo eskalacji wyraźnie maleje.
Dlaczego ceny na stacjach nie spadają od razu?
To jeden z najczęściej powtarzających się paradoksów rynku paliw. Cena detaliczna nie reaguje natychmiast na zmiany notowań ropy. Powodów jest kilka:
- stacje sprzedają paliwo kupione wcześniej po wyższych cenach,
- rafinerie i hurtownie aktualizują cenniki z pewnym opóźnieniem,
- na cenę litra paliwa wpływają również kurs dolara, marże oraz podatki.
W praktyce oznacza to, że kierowcy zwykle muszą poczekać nawet kilka tygodni, zanim niższe ceny surowca zostaną w pełni odzwierciedlone na stacjach. Co więcej dziś (30 czerwca) pakiet CPN przestaje obowiązywać. Może to oznaczać, że od jutra kierowcy zapłacą nawet kilkadziesiąt groszy więcej za litr paliwa.
Przypomnijmy, że do dziś włącznie ceny paliw (oprócz LPG) były regulowane, obniżona została też akcyza i stawka VAT. Takie działanie sztucznie zatrzymało wpływ problemów w rejonie cieśniny Ormuz na ceny paliw w detalu. Teraz, gdy rynkowe ceny ropy znów notują spadki, rząd rezygnuje z pakietu CPN.
Czy kierowcy mogą liczyć na obniżki?
Jeżeli obecna sytuacja geopolityczna utrzyma się, a cena Brent pozostanie w okolicach 70-75 dolarów za baryłkę, presja na spadek hurtowych cen paliw będzie rosła. To z kolei powinno przełożyć się na stopniowe obniżki również w detalu. Jednak na prawdziwa ulgę przy dytrybutorach musimy jeszcze poczekać.
Źródła: własne, MF, ME.











