Elektrownia przypłynęła do Hawany. Kuba ratuje się tureckim statkiem

Kuba od miesięcy żyje w rytmie awarii, niedoborów paliwa i wielogodzinnych przerw w dostawach prądu. W takim krajobrazie energetycznym każda dodatkowa megawatogodzina jest jak tlen podany systemowi, który od dawna oddycha z trudem. Dlatego do portu w Hawanie przypłynął nietypowy gość: Belgin Sultan, turecki statek-elektrownia należący do firmy Karpowership.

  • To nie jest zwykła jednostka transportowa. Belgin Sultan to pływająca elektrownia, która po zacumowaniu może zostać podłączona do lokalnej sieci elektroenergetycznej i rozpocząć produkcję prądu. 
  • W kwietniu 2026 roku jednostka została skierowana w rejon Hawany, aby wesprzeć system energetyczny Kuby po kolejnych poważnych awariach sieci. 
  • Kubańskie Ministerstwo Energii i Kopalń informowało, że w kraju znajdują się dwie tureckie jednostki, Belgin Sultan i Erol Bey, o łącznej mocy zainstalowanej 124 MW.

Statek, który robi za elektrownię

Idea statku-elektrowni jest prosta, choć technicznie imponująca. Zamiast budować elektrownię lądową od zera, co wymaga pozwoleń, infrastruktury, placu budowy, dostaw komponentów i wielu miesięcy pracy, można przebudować statek lub barkę na mobilną jednostkę wytwórczą. Na pokładzie znajdują się silniki, generatory, transformatory i układy przyłączeniowe. Po dopłynięciu do portu taka jednostka może zostać wpięta w lokalną sieć.

W praktyce jest to energetyczny odpowiednik szpitala polowego. Nie zastąpi dobrze zaprojektowanego, nowoczesnego systemu elektroenergetycznego, ale w kryzysie może szybko uzupełnić brakującą moc. Właśnie dlatego statki-elektrownie są szczególnie atrakcyjne dla krajów dotkniętych blackoutami, klęskami żywiołowymi, wojną albo chronicznym niedoinwestowaniem infrastruktury.

Karpowership, właściciel Belgin Sultan, przedstawia swoje jednostki jako rozwiązania „plug-and-play”, możliwe do podłączenia bezpośrednio do sieci i uruchomienia w czasie krótszym niż 30 dni. Firma deklaruje, że ma flotę 45 statków-elektrowni o łącznej mocy przekraczającej 8000 MW. 

Dlaczego Kuba potrzebuje pływających elektrowni?

Kubański system elektroenergetyczny od lat opiera się w dużej mierze na wysłużonych elektrowniach cieplnych zasilanych paliwami kopalnymi. Problemem jest jednocześnie stan infrastruktury, ograniczony dostęp do paliw, trudna sytuacja gospodarcza oraz skutki amerykańskich sankcji. Gdy kilka elementów takiego systemu zaczyna zawodzić naraz, sieć traci odporność. Wtedy awaria jednej elektrowni lub brak paliwa nie są już lokalnym problemem, tylko mogą prowadzić do rozległych przerw w dostawie energii. O problemach Kuby informujemy od jesieni zeszłego roku. Od tamtego czasu sytuacja tylko się pogarsza. 

W marcu 2026 roku Kuba doświadczyła kolejnych poważnych załamań systemu elektroenergetycznego. Doniesienia agencyjne wskazywały na całkowite awarie sieci obejmujące miliony odbiorców. W takim momencie dodatkowa jednostka w porcie nie rozwiązuje całego problemu, ale może pomóc ustabilizować fragment systemu i ograniczyć skalę niedoborów.

Belgin Sultan ma według dostępnych doniesień moc rzędu kilkudziesięciu megawatów. W źródłach pojawia się zakres od około 15 do 76 MW, co oznacza, że jej znaczenie trzeba oceniać proporcjonalnie. To dużo dla lokalnego węzła sieciowego, ale niewiele wobec całego zapotrzebowania kraju. Minimalne zapotrzebowanie Kuby na moc elektryczną szacowano wcześniej na około 3000 MW. W 2023 roku informowano, że osiem tureckich jednostek Karpowership dostarczało na Kubie około 770 MW, czyli mniej więcej jedną czwartą minimalnego zapotrzebowania wyspy.

Źródło zdjęcia wyróżniającego: marinetraffic, Jakob Fernandez
Jeden ze statków-elektrowni z floty Karadeniz Powership. Źródło zdjęcia: marinetraffic, Jakob Fernandez

Energetyczna deska ratunku, ale nie cudowny lek

Statki-elektrownie mają jedną ogromną przewagę: szybkość. Można je przesunąć tam, gdzie akurat brakuje mocy. Mogą pomóc w czasie remontu starych elektrowni, po katastrofie naturalnej albo w okresie nagłego wzrostu zapotrzebowania. Dla Kuby to szczególnie ważne, ponieważ część krajowych bloków energetycznych wymaga głębokich modernizacji, a wyłączenie ich bez zastępczego źródła energii groziłoby jeszcze większymi blackoutami.

Ale pływająca elektrownia nie jest magicznym pudełkiem z prądem. Sama też potrzebuje paliwa. Jeśli kraj ma problem z dostawami ropy, oleju opałowego lub gazu, statek-elektrownia łagodzi skutki kryzysu, ale nie usuwa jego przyczyn. To właśnie największe ograniczenie kubańskiego przypadku: Belgin Sultan może produkować energię tylko wtedy, gdy ma czym zasilać swoje generatory.

W tym sensie turecka jednostka jest bardziej plastrem niż operacją chirurgiczną. Pomaga zatamować energetyczne krwawienie, lecz nie zastąpi długofalowej modernizacji sieci, źródeł wytwórczych i systemu dostaw paliwa. 

Tym bardziej, że bloki dual fuel, które pracują na pokładach tych pływających elektrowni są zasilane niskosiarkowym ciężkim olejem opałowym lub gazem ziemnym. W momencie kryzysu paliwowego, zwłaszcza w kubańskiej odsłonie może zabraknąć paliwa do zasilania bloków. Dlatego do tego rozwiązania trzeba podchodzić ostrożnie, ponieważ może zawieźć. To może wywoływać wiele komentarzy, ale w kontekście sytuacji na Kubie, stabilniejszym źródłem prądu może okazać się fotowoltaika. 

Kuba potrzebuje dziś każdego megawata. Belgin Sultan może dać ich kilkadziesiąt. W kryzysie to dużo. W perspektywie transformacji energetycznej: stanowczo za mało. Pływająca elektrownia może rozświetlić część Hawany, ale przyszłość wyspy zależy od tego, czy uda się zbudować system, który nie będzie potrzebował takich awaryjnych kół ratunkowych.

Pływająca energetyka jako element geopolityki

Historia Belgin Sultan pokazuje też, że energetyka kryzysowa coraz częściej staje się narzędziem polityki międzynarodowej. Turcja i Kuba nie są oczywistymi partnerami strategicznymi, a jednak turecka firma od kilku lat odgrywa istotną rolę w zasilaniu wyspy. Według wcześniejszych doniesień współpraca Kuby z Karpowership rozpoczęła się jeszcze w 2018 roku, kiedy zakontraktowano pierwsze trzy niewielkie jednostki o łącznej mocy około 110 MW. Później skala tej obecności rosła.

Dla Ankary to szansa na wzmocnienie wpływów gospodarczych i technologicznych. Dla Hawany: sposób na kupienie czasu. Dla Karpowership: model biznesowy oparty na wynajmowaniu mobilnych elektrowni tam, gdzie sieć energetyczna znajduje się pod presją.

To ważna lekcja także dla innych państw. W świecie częstszych ekstremów pogodowych, konfliktów i kryzysów paliwowych odporność systemu elektroenergetycznego nie polega już tylko na tym, ile mocy zainstalowano na lądzie. Coraz ważniejsze staje się pytanie, jak szybko można dostarczyć energię tam, gdzie system zaczyna pękać.

Czy przyszłość Kuby to energia słoneczna?

Doraźne wsparcie z pływających elektrowni nie zmienia faktu, że Kuba potrzebuje głębszej przebudowy miksu energetycznego. Wyspa ma bardzo dobre warunki do rozwoju fotowoltaiki, a władze od lat deklarują chęć zwiększenia udziału OZE. W doniesieniach pojawiają się informacje o szybkim wzroście mocy słonecznych, wspieranym między innymi przez współpracę z Chinami. To kierunek logiczny: energia słoneczna może zmniejszyć zależność od importowanych paliw, a więc od jednego z najsłabszych punktów kubańskiej energetyki.

Problem w tym, że sama fotowoltaika nie wystarczy. Potrzebne są magazyny energii, modernizacja sieci, źródła bilansujące i sprawniejszy system zarządzania popytem. W przeciwnym razie Kuba zamieni jeden rodzaj zależności na inny: z paliwowej na infrastrukturalną.

Źródła: Karpower USA, Maritime Executiv, freight news, MarineTraffic