Elektryczny dostawczak z Chin. Czy zagrozi europejskim samochodom?

Rozmawiając dzisiaj o chińskiej motoryzacji, na ogół myślimy o wszelkiego rodzaju samochodach osobowych. SUVy, limuzyny, auta terenowe rodem z Państwa Środka dostępne są zarówno w odmianach spalinowych, jak też i elektrycznych. A czy wiecie, że z Chin docierają do nas również samochody dostawcze? Maxus e-Deliver 7 to przykład dalekowschodniej koncepcji elektrycznego pojazdu użytkowego.

Rozmawiając dzisiaj o chińskiej motoryzacji, na ogół myślimy o wszelkiego rodzaju samochodach osobowych. SUVy, limuzyny, auta terenowe rodem z Państwa Środka dostępne są zarówno w odmianach spalinowych, jak też i elektrycznych. A czy wiecie, że z Chin docierają do nas również samochody dostawcze? Maxus e-Deliver 7 to przykład dalekowschodniej koncepcji elektrycznego pojazdu użytkowego.

Zdjęcie autora: Marek Wicher

Marek Wicher

Redaktor GLOBENERGIA
Rozmawiając dzisiaj o chińskiej motoryzacji, na ogół myślimy o wszelkiego rodzaju samochodach osobowych. SUVy, limuzyny, auta terenowe rodem z Państwa Środka dostępne są zarówno w odmianach spalinowych, jak też i elektrycznych. A czy wiecie, że z Chin docierają do nas również samochody dostawcze? Maxus e-Deliver 7 to przykład dalekowschodniej koncepcji elektrycznego pojazdu użytkowego.
  • Maxus e-Deliver 7 oferuje do 440 km zasięgu w mieście i ponad 1000 kg ładowności. To parametry, które stawiają go w bezpośredniej konkurencji z europejskimi dostawczakami.
  • Model dostępny jest w kilku konfiguracjach nadwozia i baterii (77 lub 88 kWh). Wnętrze przypomina samochód osobowy i oferuje nowoczesne systemy multimedialne oraz ADAS.
  • Słabszym punktem jest ładowanie DC do 90 kW, co wydłuża postoje w trasie.

Na razie w segmencie dominują marki europejskie, ale do czasu

Dzisiaj jeszcze reprezentacja chińskich dostawczaków w Europie jest dosyć słaba, żeby nie powiedzieć, mizerna, jednak wraz z kolejnymi latami może się to diametralnie zmienić. Aktualna obecność producentów zza Wielkiego Muru sprowadza się do dwóch, trzech marek, przy czym tą najsilniejszą, najbardziej widoczną jest Maxus, oferujący samochody głównie w segmencie lekkich pojazdów użytkowych, o dopuszczalnej masie całkowitej do 3500 kg, w tym również zeroemisyjnych, czyli elektrycznych.

Maxus e-Deliver 5 to konkurent dla Volkswagena ID.Buzz. Nieco większy e-Deliver 7 rywalizuje z Volkswagenem Transporterem, zaś największy w tym gronie e-Deliver 9, dostępny jako furgon czy podwozie do specjalistycznej zabudowy, próbuje zdetronizować króla segmentu, Renault Master, a także takich hegemonów jak Ford Transit, Mercedes Sprinter, Fiat Ducato czy Toyota ProAce Max.

W statystykach tegorocznej sprzedaży, właśnie Maxus i JAC, jako jedyne chińskie marki zmieściły się w czołowej 15, choć sprzedaż w porównaniu do konkurentów na razie nie jest jeszcze imponująca. 

W przypadku chińskich modeli, premią dla kupujących mogą być znacząco niższe ceny w porównaniu do europejskich odpowiedników, przy porównywalnych, a czasami nawet lepszych parametrach trakcyjnych. Sprawdźmy to na przykładzie Maxusa e-Deliver 7.

Kształty auta dostawczego, kabina jak w samochodzie osobowym

Maxus e-Deliver 7 to lekki samochód dostawczy o dopuszczalnej masie całkowitej 3500 kilogramów, homologowany w kategorii N1. Przy długości nieco niespełna 5 lub ponad 5,3 metrów oferuje od 5,9 do 8,7 metrów sześciennych pojemności przestrzeni ładunkowej i ładowność do 1200 kilogramów.

Elektryczny dostawczak występuje w dwóch odmianach długości nadwozia (dwóch rozstawach osi), dwóch wysokościach nadwozia (H1 lub H2), z dwoma wielkościami akumulatora trakcyjnego (77 lub 88 kWh) oraz z napędem przedniej lub obu osi.

Czasy, kiedy auta dostawcze były surowymi pojazdami służącymi jedynie potrzebom firm, minęły bezpowrotnie i dzisiaj nawet takie pojazdy jakością wnętrza dorównują samochodom osobowym. W końcu kierowca, a także pasażerowie powinni czuć się w kabinie komfortowo, tak by efektywnie realizować postawione przed nimi zadania. 

Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre – deska rozdzielcza wygląda jakby została przeniesiona wprost z samochodu osobowego. Znajdziemy na niej dużo jakościowych materiałów, w tym sztucznej skóry z białymi przeszyciami, a także sporo wstawek typu piano black. Dzięki dwukolorowej tonacji, kabina wygląda lekko i atrakcyjnie, a wyłożenie podłogi matą z tworzywa sztucznego imitującego blachę ryflowaną, ma ułatwić utrzymanie wnętrza w czystości.

Nowoczesne rozwiązania i design

Nowoczesność dotarła również do aut dostawczych, zatem dominujący w kabinie ekran multimediów nie może dziwić. Przekątna ponad 12 cali, obsługa CarPlay oraz Android Auto, cyfrowy tuner, kamera cofania – to wszystko w teorii wygląda naprawdę ciekawie.

W praktyce – można mieć trochę zastrzeżeń do kontrastu (dlatego ja używałem tego ekranu w trybie nocnym), a także responsywności. Czasami bywały również problemy z utrzymaniem ciągłości odbioru stacji radiowych (w paśmie FM, z funkcją RDS oraz AF), jednak temu problemowi można było zaradzić odtwarzaniem muzyki z jakiejś platformy streamingowej.

Chińscy inżynierowie oparli się pokusie wyczyszczenia kabiny z fizycznych przycisków, dzięki czemu zostało kilka po lewej stronie kierownicy (m.in. wybór trybu jazdy, wysokości świecenia przednich świateł, czy też intensywności podświetlenia deski rozdzielczej), a panel klimatyzacji sterowany jest poprzez przyciski haptyczne i dwie, przypominające nieco kryształki Swarovskiego, rolki. 

Dużo energii, dużo zasięgu, mało kilowatów DC

Średni dostawczak Maxusa dostępny jest z dwoma pojemnościami akumulatora trakcyjnego, do naszej redakcji na testy trafił egzemplarz z tym większym, mieszczącym 88 kWh energii elektrycznej netto (około 92 kWh brutto). Bateria wykorzystuje chemię typu NMC, a producent obiecuje zasięg w trybie mieszanym (test WLTP) na poziomie 364 kilometrów. Testowany pojazd to wersja L2H1, o maksymalnej nośności na poziomie 1055 kilogramów.

Nasze pomiary wykazały dużą zgodność wyników osiąganych w realnych warunkach, z tymi komunikowanymi przez Maxusa, włącznie z tym, że w mieście, przy 300 kilogramowym obciążeniu, udało się przejechać około 440 kilometrów na jednym ładowaniu. Całkiem nieźle jak na auto dostawcze, o aerodynamice budki telefonicznej. 

Moc silnika napędzającego przednie koła wynosi 204 KM, jednak w tej wersji nie przekłada się to na osiągi. Przyspieszenie do 100 km/h trwa ponad 11 sekund, co można uznać za wynik akceptowalny. Prędkość maksymalna została ograniczona do 120 km/h, co najpewniej wynika z nacisku na efektywność energetyczną.

Niezbyt imponująca jest również moc ładowania prądem stałym. Szybkie uzupełnienie energii w trasie może odbywać się z mocą do 90 kW, a to – przy dość dużej pojemności akumulatora – oznacza długotrwałe postoje pod ładowarkami. Gdyby producent zaaplikował choćby 140-150 kW, ładowanie mogłoby być krótsze. A przecież wiadomo – w firmie czas to po prostu pieniądz.

Auto dostawcze to przyda się asystent

Pomocna dłoń zawsze przyda się w pracy, zatem średni dostawczak Maxusa został wyposażony w pokaźny zestaw asystentów kierowcy. Jest to co obowiązkowe, jest też dużo ponad unijny standard, w tym na przykład aktywny tempomat z funkcją Stop&Go, bardzo przydatny podczas oszczędnej autostradowej jazdy. Przednie i tylne czujniki parkowania, kamera cofania, czy system monitorowania ciśnienia w oponach to w dzisiejszych czasach prawie, że powszechność.

W wyposażeniu seryjnym na uwagę zasługują ledowe światła mijania i drogowe. To element mający bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo, a ich jakość w modelu e-Deliver 7 stoi na wysokim poziomie. Z praktycznego punktu widzenia uwagę zwracają szeroko otwierane drzwi tylne (do 90 stopni) oraz boczne drzwi po obu stronach. Prawe wyposażono w elektrycznie wysuwany stopień, znany m.in. z kamperów. Użytecznym rozwiązaniem jest także zestaw uchwytów do mocowania przewożonego ładunku.

W stosunku do spalinowych odmian, elektryczny e-Deliver 7 ma nieco wyżej umieszczoną podłogę, co jest o tyle zrozumiałe, że ten ogromny akumulator gdzieś trzeba było zmieścić. Przy załadunku palety wózkiem widłowym, te dodatkowe 10 centymetrów nie robi jednak różnicy.

Rynek osobowych elektryków gna, dostawczaków EV niespiesznie rośnie

Podczas gdy sprzedaż elektrycznych aut osobowych rośnie z każdym rokiem, w segmencie zeroemisyjnych pojazdów użytkowych notujemy niespieszny progres. według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) w 2024 roku nad Wisłą zarejestrowano 1867 nowych elektrycznych samochodów dostawczych. W ubiegłym roku było to już 2369 rejestracji, a w ciągu pierwszych dwóch miesięcy bieżącego roku na naszych drogach pojawiło się 429 bateryjnych aut użytkowych. 

Według wskazania licznika elektromobilności, publikowanego przez Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności, w Polsce mamy już 11 903 elektrycznych samochodów z homologacją N1, przy czym znakomita ich część użytkowana jest przez firmy kurierskie, gdzie takie pojazdy sprawdzają się najlepiej.

Jeśli chodzi o pozycję Maxus e-Deliver 7 na rynku to można powiedzieć, że niewiele jest takich samochodów. Równie chiński Farizon SV jest bardzo mało znany, choć dostępny jest w zbliżonej (83 kWh), a nawet większej (106 kWh) pojemności akumulatora trakcyjnego. Próżno jednak szukać Farizona w czołowej 15 aut dostawczych kategorii N1 w Polsce.

Ta europejska konkurencja chyba nieco odpuściła segment średnich dostawczaków, bo parametry ich modeli są już znacznie gorsze. Ford Transit Custom oferuje baterie o pojemności 64 kWh. W przypadku Fiata Doblo (i pokrewne modele koncernu Stellantis oraz Toyota ProAce) ten większy akumulator mieści 75 kWh energii elektrycznej. 

Z kolei Renault Traffic, w oczekiwaniu na następcę w postaci modelu zaprojektowanego jako auto elektryczne z architekturą 800-voltową i zasięgiem około 450 kilometrów, na razie oferuje konwersję obecnej generacji, z bardzo skromnym, żeby nie napisać niewielkim, akumulatorem o pojemności 52 kWh. 

Cisza pracy, elastyczność, możliwość holowania przyczepy o masie do 1500 kg (z hamulcem), komfort, duża ładowność oraz zasięg to główne cechy modelu Maxus e-Deliver 7, wpisujące się w koncepcję nowoczesnego elektrycznego auta dostawczego.

Zdjęcie autora: Marek Wicher

Marek Wicher

Redaktor GLOBENERGIA