Energetyka made in Poland, czyli stawiamy na local content. Czy to się uda?

Local content przestaje być pustym hasłem i wchodzi do realnej polityki gospodarczej – a pierwszym testem będzie sektor energetyczny. Już w najbliższych miesiącach nowe zasady mogą zacząć wpływać na miliardowe inwestycje i podział środków publicznych. Czy Polska wykorzysta tę szansę, by zatrzymać więcej wartości z transformacji energetycznej w kraju?

Local content przestaje być pustym hasłem i wchodzi do realnej polityki gospodarczej – a pierwszym testem będzie sektor energetyczny. Już w najbliższych miesiącach nowe zasady mogą zacząć wpływać na miliardowe inwestycje i podział środków publicznych. Czy Polska wykorzysta tę szansę, by zatrzymać więcej wartości z transformacji energetycznej w kraju?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Local content przestaje być pustym hasłem i wchodzi do realnej polityki gospodarczej – a pierwszym testem będzie sektor energetyczny. Już w najbliższych miesiącach nowe zasady mogą zacząć wpływać na miliardowe inwestycje i podział środków publicznych. Czy Polska wykorzysta tę szansę, by zatrzymać więcej wartości z transformacji energetycznej w kraju?
  • Local content ma wejść w życie w energetyce już od połowy 2026 roku jako element polityki wspierającej krajowy przemysł. Nowe regulacje mają wpłynąć na sposób realizacji inwestycji i udział polskich firm w łańcuchach dostaw.
  • GUS przygotowuje narzędzie do mierzenia udziału krajowego komponentu w projektach energetycznych. Wprowadzenie realnych wskaźników ma zastąpić dotychczasowe deklaracje i umożliwić ocenę, ile wartości pozostaje w Polsce.
  • W kolejnych latach zasady local content mają objąć także inne branże, w tym technologię i infrastrukturę. Sukces wdrożenia w energetyce może zdecydować o tym, czy mechanizm stanie się trwałym elementem polityki gospodarczej.

Jeszcze niedawno local content funkcjonował głównie jako pojęcie obecne w debacie branżowej. Dziś zaczyna nabierać konkretnego znaczenia, a pierwszym polem jego wdrożenia ma być sektor energetyczny. To właśnie tam koncentrują się największe inwestycje publiczne, a jednocześnie najbardziej rozbudowane są łańcuchy dostaw.

Nieprzypadkowo temat ten pojawia się dziś nie tylko w analizach branżowych, ale także w działaniach instytucji państwowych i przygotowywanych regulacjach, które mają zacząć obowiązywać już w najbliższych miesiącach.

Energetyka jako pierwszy test

Zgodnie z założeniami rządu, polityka local content zacznie obowiązywać w energetyce już od czerwca tego roku. Wybór tego sektora nie jest przypadkowy. Skala projektów oraz liczba zaangażowanych podmiotów sprawiają, że to naturalne środowisko do przetestowania nowych mechanizmów.

Równolegle Główny Urząd Statystyczny przygotowuje narzędzie, które ma pozwolić na realne mierzenie udziału krajowego komponentu w inwestycjach. Jak zapowiada wiceprezes GUS Renata Bielak, jeszcze w połowie roku ruszy pilotaż tego rozwiązania. Jego zadaniem będzie sprawdzenie, czy przyjęte założenia da się przełożyć na praktykę i czy system poradzi sobie z rzeczywistą złożonością rynku.

Pomiar zamiast deklaracji

Dotychczas local content często pozostawał na poziomie deklaracji. Wprowadzenie narzędzi pomiarowych może to zmienić. Jeśli metodologia okaże się spójna, a dane wiarygodne, pojawi się możliwość realnej oceny, jaka część wartości inwestycji rzeczywiście zostaje w kraju.

Ma to szczególne znaczenie w kontekście zamówień publicznych. To właśnie one są dziś głównym mechanizmem dystrybucji środków przeznaczonych na transformację energetyczną. W praktyce oznacza to, że sposób definiowania local content może bezpośrednio wpływać na rozwój krajowych firm i całych sektorów gospodarki.

Kolejne branże w kolejce

Energetyka ma być początkiem. Już od 2027 roku zasady local content mają objąć kolejne obszary, w tym branżę technologiczną, zbrojeniową oraz transportowo-infrastrukturalną. W kolejnych latach podejście to ma być rozszerzane na następne sektory, szczególnie tam, gdzie realizowane są duże inwestycje publiczne. To wyraźny sygnał, że nie chodzi o jednorazowe działanie, lecz o budowę trwałego mechanizmu wspierającego rozwój krajowego przemysłu.

Local content w praktyce

Pierwsze przykłady pokazują, że local content może mieć bardzo konkretny wymiar. W Gdańsku ruszyła fabryka Baltic Towers, która ma produkować do 150 sekcji wież rocznie dla morskich turbin wiatrowych o mocy 15 MW i większych. Inwestycja, wsparta finansowaniem z NFOŚiGW na poziomie ponad 291 mln zł, zakłada również utworzenie około 500 miejsc pracy i budowę kompetencji w obszarze offshore wind. To nie tylko element transformacji energetycznej, ale także realne wzmocnienie krajowego łańcucha dostaw.

Podobny kierunek widać w segmencie pomp ciepła, gdzie w Polsce rozwijana jest produkcja i zaplecze technologiczne. Swoje zakłady mają tu m.in. Viessmann, NIBE czy Galmet, a kraj staje się ważnym punktem na mapie europejskiego przemysłu grzewczego. W praktyce oznacza to, że część wartości związanej z transformacją energetyczną już dziś pozostaje w Polsce, zarówno w produkcji, jak i w usługach czy serwisie.

Między ambicją a realizmem

Najbliższe miesiące pokażą, czy uda się przejść od założeń do skutecznego wdrożenia. Energetyka stanie się pierwszym sprawdzianem, który zweryfikuje zarówno narzędzia pomiarowe, jak i podejście do zamówień publicznych.

Jeśli ten proces się powiedzie, local content może stać się jednym z kluczowych elementów budowania przewag gospodarczych w nadchodzącej dekadzie. Jeśli nie, pozostanie kolejną koncepcją, która dobrze wygląda na papierze, ale nie przekłada się na realne efekty.

Źródło: GUS, PAP, MAP, gov.pl.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia