Europa szuka gazu w Afryce. Uczciwy układ czy neokolonializm?

Europa chce uniezależnić się od rosyjskiego gazu, ale sama zmiana kierunku dostaw nie wystarczy. Afryka może stać się ważnym partnerem w dywersyfikacji, jeśli współpraca nie skończy się na prostym modelu: surowiec na północ, koszty na południe. Stawką jest nie tylko bezpieczeństwo energetyczne UE, ale też pytanie, kto naprawdę korzysta na nowych gazowych układach.

Europa chce uniezależnić się od rosyjskiego gazu, ale sama zmiana kierunku dostaw nie wystarczy. Afryka może stać się ważnym partnerem w dywersyfikacji, jeśli współpraca nie skończy się na prostym modelu: surowiec na północ, koszty na południe. Stawką jest nie tylko bezpieczeństwo energetyczne UE, ale też pytanie, kto naprawdę korzysta na nowych gazowych układach.

Zdjęcie autora: Michał Jakubiec

Michał Jakubiec

Redaktor GLOBENERGIA
Europa chce uniezależnić się od rosyjskiego gazu, ale sama zmiana kierunku dostaw nie wystarczy. Afryka może stać się ważnym partnerem w dywersyfikacji, jeśli współpraca nie skończy się na prostym modelu: surowiec na północ, koszty na południe. Stawką jest nie tylko bezpieczeństwo energetyczne UE, ale też pytanie, kto naprawdę korzysta na nowych gazowych układach.
  • Europa szuka nowych źródeł gazu, bo LNG z USA i Zatoki Perskiej nie daje pełnej odporności na kryzysy. Afryka ma zasoby, bliskość geograficzną i istniejące lub planowane połączenia z europejskim rynkiem.
  • Największe ryzyko to powtórzenie starego modelu surowcowego. Jeśli gaz ma płynąć do Europy, lokalne społeczności powinny zyskać dostęp do energii, miejsca pracy, technologię i inwestycje w rozwój.
  • Gaz z Afryki może być pomostem dla Europy, ale nie powinien stać się pułapką dla państw dostawców. Nowe umowy muszą uwzględniać spadający w przyszłości popyt na gaz i równoległy rozwój OZE.

Kryzys wokół Cieśniny Ormuz przypomniał Europie, że LNG nie jest cudownym lekarstwem na zależność od gazociągów. Skroplony gaz daje większą elastyczność niż rura z jednego kierunku, ale nadal płynie przez porty, terminale i morskie wąskie gardła. Według Międzynarodowej Agencji Energetycznej przez Ormuz przechodziło w 2025 roku ponad 112 mld m3 LNG, czyli prawie 20% globalnego handlu tym paliwem.

Dywersyfikacja nie może oznaczać kolejnej zależności

Po rosyjskiej agresji na Ukrainę Unia Europejska zaczęła odcinać się od rosyjskich paliw. Komisja Europejska zakłada zakończenie importu rosyjskiego gazu do końca 2027 roku. To strategicznie zrozumiałe, ale problem polega na tym, że lukę po Rosji w dużej mierze wypełnił LNG ze Stanów Zjednoczonych. IEEFA wskazuje, że w I kwartale 2026 roku amerykański LNG odpowiadał za 57% europejskiego importu skroplonego gazu, a w całym 2026 roku udział USA może sięgnąć dwóch trzecich.

To nie jest pełna autonomia, tylko przesunięcie ciężaru z jednej zależności na drugą. Dlatego coraz częściej w europejskich analizach pojawia się Afryka – bliska geograficznie, zasobna w gaz i połączona z Europą istniejącą lub planowaną infrastrukturą.

Afryka już dziś jest częścią europejskiego bilansu

Algieria dostarcza gaz rurociągami do Hiszpanii i Włoch, Libia ma połączenie Greenstream z Włochami, a Nigeria eksportuje LNG. Do tego dochodzą nowe projekty w Senegalu, Mauretanii, Angoli czy Mozambiku. Szczególne znaczenie ma Nigeria, która według amerykańskiej EIA posiadała w 2024 roku około 5,98 bln m3 potwierdzonych rezerw gazu ziemnego.

Dla Europy to atrakcyjny kierunek. Dostawy z Afryki Zachodniej są bliżej niż LNG z USA czy Zatoki Perskiej, a rozwijane korytarze – w tym gazociąg Nigeria-Maroko – mogłyby zwiększyć odporność rynku na kryzysy w pojedynczych punktach świata. Ale sama bliskość i zasoby nie wystarczą do zbudowania bezpiecznego partnerstwa.

Partnerstwo, nie energetyczny neokolonializm

Największe ryzyko polega na tym, że Europa potraktuje Afrykę wyłącznie jako zaplecze surowcowe. To byłby powrót do starego modelu: surowiec płynie na północ, zyski i technologia zostają głównie poza regionem, a państwa dostawcy ponoszą koszty środowiskowe, społeczne i polityczne. Tak rozumiana dywersyfikacja łatwo zaczyna przypominać neokolonializm – nawet jeśli jest ubrana w język bezpieczeństwa energetycznego. I pod płaszczem rozwoju krajów Afryki, bo to argument wygodny, bo trudny do podważenia. Ale za słowami muszą iść czyny.

Warunki współpracy muszą być inne. Jeśli Europa inwestuje w afrykański gaz jako paliwo przejściowe, powinna równolegle wspierać lokalną elektryfikację, przemysł, miejsca pracy, szkolenie kadr, rozwój OZE i dostęp do energii dla mieszkańców. Nie może być tak, że kraj z dużymi rezerwami gazu eksportuje surowiec do europejskich odbiorców, a jego własne gospodarstwa domowe i firmy nadal zmagają się z niedoborem stabilnej energii.

Gaz jako pomost, ale nie pułapka – nie można do tego dopuścić

Jest jeszcze kwestia czasu. Europa mówi o gazie jako paliwie przejściowym. Dla państw afrykańskich oznacza to ryzyko: mogą zainwestować w infrastrukturę eksportową, która po kilkunastu latach straci wartość, jeśli popyt w UE spadnie. Europejskie zużycie gazu będzie maleć, a wraz z nim popyt na LNG.

Dlatego nowe umowy powinny zabezpieczać obie strony. Europa potrzebuje dostaw, ale Afryka potrzebuje rozwoju, a nie tylko roli dostawcy w kolejnym kryzysie. Prawdziwa dywersyfikacja nie polega na tym, żeby zastąpić rosyjską rurę amerykańskim czy katarskim LNG, a potem afrykańskim gazem. Polega na zbudowaniu sieci relacji, w której bezpieczeństwo energetyczne Europy nie powstaje kosztem bezpieczeństwa rozwojowego jej partnerów. 

Źródła: IEA, Komisja Europejska, IEEFA, U.S Energy Information Administration 

Zdjęcie autora: Michał Jakubiec

Michał Jakubiec

Redaktor GLOBENERGIA