Finansowanie elektrowni jądrowej na przykładzie budowy domu? WYWIAD

Mało kto budował elektrownię jądrową, ale dla wielu z nas na pewno bliższa jest np. budowa domu. Czemu więc nie wytłumaczyć aspektów związanych z budową elektrowni jądrowej właśnie korzystając z takiego prostego przykładu? Redakcja GLOBENERGIA rozmawia o modelach finansowych elektrowni jądrowych z Bożeną Horbaczewską ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Jak od strony finansowej będzie wyglądać budowa pierwszej polskiej elektrowni jądrowej?

Zdjęcie autora: Jakub Król

Jakub Król

Redaktor GLOBENERGIA

Jakub Król - GLOBENERGIA: Może zacznijmy od rozróżnienia dwóch aspektów. W kontekście budowy elektrowni jądrowej w mediach często mówi się o sposobie "finansowania" elektrowni. Mam wrażenie, że wiele osób posługuje się tutaj ogólnikami i łączy pojęcia finansowania inwestycji i modelu, w jakim generowane są przychody z jej funkcjonowania. Czy dobrze rozumiem, że pierwsza kwestia, o której wspomniałem dotyczy pozyskania kapitału do budowy elektrowni, a druga to model, w którym ta energia będzie później sprzedawana do odbiorców?

Bożena Horbaczewska - Szkoła Główna Handlowa w Warszawie: Tak, dokładnie tak. Model biznesowy jest pojęciem najszerszym, kompleksowym. Obejmuje zarówno etap pozyskiwania środków finansowych na realizację inwestycji, jak i definiuje sposób pozyskiwania przychodów na etapie działalności operacyjnej. Przychodów, z których będą spłacane np. odsetki od kredytów inwestycyjnych. Na obu tych etapach mogą być zastosowane różne koncepcje pozyskiwania środków finansowych. Używając zaproponowanej przez Pana analogii można powiedzieć, że najpierw potrzebujemy środków finansowych na zbudowanie i wykończenie domu czy mieszkania. To zazwyczaj jest wkład własny, na przykład oszczędności (czyli kapitał własny) oraz kredyt (czyli kapitał obcy). I to jest sposób/model finansowania inwestycji. A potem – już po wprowadzeniu się (i parapetówce) – musimy mieć pomysł na pozyskiwanie środków finansowych na spłatę odsetek od kredytu i bieżące utrzymanie mieszkania.

J. K.: 3 listopada pojawił się komunikat, w którym Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Ministerstwo Finansów zaprzeczyły pogłoskom, które mówiły, że pojawi się opłata na rachunku za energię elektryczną lub podatek na poczet budowy elektrowni jądrowej. To wyklucza jeden z modeli biznesowych, w którym środki na elektrownię zbierane są przed budową. Czy możemy się domyślać jaki model biznesowy będzie zastosowany w przypadku polskiej elektrowni jądrowej?

B. H.: Na podstawie doniesień publicznych wiemy, że analizowany jest model, który został opracowany we współpracy ze Szkołą Główną Handlową. Minister Klimatu i Środowiska poinformowała, że będzie to model spółdzielczy wykorzystujący najlepsze, sprawdzone metody finansowania nakładów inwestycyjnych i potem zapewnienia przychodów spółce. Nie została podana nazwa modelu, ale znając różne modele biznesowe w energetyce jądrowej domyślam się, że może chodzić o Model SaHo. Chciałabym podkreślić, że nie mam takiej pewności, ale w słowach Minister Anny Moskwy odnajduję wiele cech tego właśnie Modelu.

Ten komunikat pojawił się w następstwie wypowiedzi wielu ekspertów, których pytano o sposób sfinansowania budowy bloków jądrowych. Pojawiły się przypuszczenia, że żeby rząd był w stanie sfinansować nakłady inwestycyjne, to będzie musiał nałożyć na odbiorców jakiś rodzaj podatku albo obowiązkowych dopłat. Jest to cecha charakterystyczna modelu RAB. W tym modelu na odbiorców nakładane są obowiązkowe świadczenia (np. w postaci dopłat na rachunku za energię), co pozwala zebrać kapitał na sfinansowanie części inwestycji. W przyszłości, gdy spółka jądrowa będzie już produkowała energię elektryczną, to osoby, które dokonywały tych obowiązkowych wpłat mogą otrzymać za to wynagrodzenie np. w postaci tańszej energii. Przy czym, od pobrania opłat do ich pełnego rozliczenia może minąć nawet 20 lat.

J. K.: Rozumiem, że nie każdy byłby zainteresowany obietnicą tańszej energii po upływie dwóch dekad w zamian za dodatkowe opłaty na rachunku naliczane już teraz. Sądzę, że to mogłoby spotkać się ze sprzeciwem i stąd komunikat, w którym Ministerstwo Klimatu i Środowiska i Ministerstwo Finansów zapewniło, że obecnie nie są prowadzone żadne prace nad podatkiem ani innymi opłatami lub daninami na sfinansowanie budowy elektrowni jądrowej.

B. H.: W moim przekonaniu ten komunikat sugeruje, że rząd nie bierze pod uwagę modelu RAB. Jedną z głównych cech tego modelu jest właśnie pobieranie opłat wcześniej i finansowanie tymi opłatami etapu inwestycji. Nie wiem jaki model jest rozpatrywany, natomiast w wypowiedziach, które płyną ze strony rządowej widzę podobieństwa do Modelu SaHo.

J. K.: Kto będzie właścicielem elektrowni? Będzie to Skarb Państwa, partner naszego projektu jądrowego, a może Skarb Państwa i Amerykanie? Czy takie rozwiązanie byłoby korzystne?

B. H.: Tak naprawdę nie wiemy, jak w szczegółach wyglądały te oferty. Z wypowiedzi Minister Anny Moskwy wiemy, że miały one pewien komponent finansowy. Wymienione były m.in. kredyty eksportowe i inne udziały, ale ta wypowiedź dotyczyła wszystkich ofert - każda z nich miała jakiś element kapitałowy.

Udział kapitałowy może mieć formę kapitału własnego i kapitału obcego. A więc, tytuły własności (akcje, udziały) albo kapitał obcy, np. kredyt eksportowy, który trzeba będzie spłacić łącznie z odsetkami. Nie mam pewności, czy kapitał własny i obcy były w ofercie amerykańskiej. Czy byłoby to korzystne? Wszystko zależy od warunków, których niestety nie znamy.

J. K.: Wróćmy do modelu RAB, czy można go wyjaśnić na bardziej przyziemnym przykładzie, np. sprowadzić do budowy domu?

B. H.: To bardzo ciekawy pomysł! W pewnym przybliżeniu wyglądałoby to tak: Deweloper ogłasza, że wybuduje blok mieszkalny. Wcześniej, w fazie inwestycyjnej, bierze od przyszłych lokatorów obowiązkowe wpłaty na budowę tego budynku, przy czym deklaruje, że w zamian za to po zakończeniu budowy obniży mieszkańcom czynsz - o pewną kwotę w konkretnym przedziale czasowym. A więc deweloper przerzuca na lokatorów część ryzyka. Bo przecież nie ma pewności, że ten budynek w ogóle nie powstanie albo powstanie, ale nie zostanie oddany do użytku. Jeśli budynek nie powstanie, to ci, którzy wpłacili wcześniej pieniądze nigdy nie uzyskają obiecanych korzyści w postaci obniżenia czynszu. Proszę zauważyć, że osoby wpłacające te obowiązkowe opłaty nie stają się właścicielami mieszkania. Właścicielem jest deweloper, który pobierając czynsz (nieznacznie obniżony w stosunku do stawki rynkowej z tytułu rozliczenia tych obowiązkowych wpłat) będzie kierował się kryterium maksymalizacji zysku, aby wypracować odpowiednio wysoką stopę zwrotu.

J. K.: Jak na podobnym przykładzie wytłumaczyć Model SaHo?

B. H.: W Modelu SaHo deweloper deklaruje, że wybuduje budynek za swoje własne (i zgromadzone przez siebie) pieniądze. Bierze na siebie całe ryzyko inwestycyjne. Jednocześnie informuje zainteresowanych, że w przyszłości będzie możliwe wykupienie mieszkania w tym budynku - o takiej powierzchni, jaką są zainteresowani poszczególni mieszkańcy. Zakup może być dokonany na różnych etapach budowy – być może już po wylaniu pierwszego betonu, ale może też później, gdy budynek będzie skończony i gotowy do eksploatacji. Wiadomo – im wcześniej dokonana transakcja, tym niższa cena zakupu. A więc, nabywcy stają się właścicielami, czerpią z własności określone pożytki i płacą czynsz równy kosztom utrzymania budynku (plus spłata kredytów inwestycyjnych z czasu budowy). Bez marży zysku. Co więcej: mieszkanie kupują dobrowolnie, w wybranym czasie w przyszłości, mają też prawo w dowolnym momencie to mieszkanie sprzedać. Podejmują decyzje na bieżąco, nie w perspektywie 20 lat. A deweloper pozyskuje środki finansowe na rozpoczęcie budowy kolejnego bloku.

J. K.: Rozumiem, że metry kwadratowe to megawatogodziny (MWh), które powstaną w elektrowni?

B. H.: Tak, to bardzo dobre porównanie.

J. K.: A czy znajdą się chętni na te “mieszkania”?

B. H.: Jeśli weźmiemy pod uwagę dzisiejsze warunki, to z pewnością chętni się znajdą. Energia sprzedawana bez marży zysku jest odpowiednio tańsza. Nie wątpię, że znajdą się podmioty zainteresowane wykupieniem prawa do nabycia energii po kosztach jej produkcji. Sprzedaż 100% możliwej do wytworzenia energii (a więc 100% powierzchni mieszkań) przełoży się na jeszcze niższe przeciętne koszty produkcji. Proszę zauważyć, że Model SaHo daje gwarancję odbioru energii i nie są potrzebne żadne dodatkowe mechanizmy zapewniające elektrowni odpowiednie dochody, gdy nie może ona sprzedać energii na tzw. rynku energii. Takiej gwarancji nie daje model RAB. 

I jeszcze jeden bardzo ważny aspekt: w Modelu SaHo to państwo jest deweloperem. Państwo jest w stanie zgromadzić kapitał po najniższej możliwej cenie (czyli stopie procentowej) w danym kraju. Zatem kolejnym elementem skutkującym niższą ceną energii jest niższy koszt kapitału finansującego budowę elektrowni. Żaden podmiot prywatny nie dostanie tak taniego kredytu jak Skarb Państwa lub jakaś jego instytucja. A finansowanie budowy możliwie najtańszym kapitałem to potem najniższe możliwe odsetki. Odsetki z czasu budowy elektrowni jądrowej stanowią ⅔ kosztu energii produkowanej w elektrowni jądrowej do czasu spłaty kredytów inwestycyjnych. Jeśli możemy w ten sposób zmniejszyć te odsetki choćby do połowy, to koszt energii także będzie mniejszy. Poza tym, jeżeli państwo pokaże - a moim zdaniem właśnie chce to pokazać - że jest w stanie samodzielnie sfinansować budowę i nie musi występować o wysokie finansowanie do różnych instytucji finansowych, udzielając wielu gwarancji i zabezpieczeń, to te instytucje będą bardziej skłonne do udzielenia kredytu po niższej stopie procentowej. To kolejny argument przemawiający za tym, że te koszty w Modelu SaHo będą zdecydowanie niższe niż w innych modelach wykorzystywanych dotychczas w energetyce jądrowej.

Zobacz również