Francja nie chce chińskich samochodów elektrycznych! Czy starania rządu przyniosą skutek?

W środę, 20 września francuski rząd ogłosił, że wprowadzi nowe zasady przyznawania dofinansowań do zakupu samochodów elektrycznych. Jak się okazuje, zmiana przepisów może wykluczyć całkowicie możliwość zakupu pojazdu wyprodukowanego w Chinach. Z jednej strony będzie to bodziec do kupna europejskich samochodów. Jednak zarówno w samej Francji, jak i na całym Starym Kontynencie nie produkuje się aut elektrycznych w przystępnych cenach. Czy więc taka metoda spowolnienia chińskiej ekspansji ma jakikolwiek sens?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Podziel się

Obecnie francuski rząd przyznaje zainteresowanym dofinansowanie w wysokości od 5 000 do 7 000 euro na zakup samochodów elektrycznych. Auta muszą spełniać odpowiednie wytyczne, dzięki którym mogą być zakwalifikowane do programu wsparcia. Francja ma nadzieję, że subwencje pomogą znacząco zwiększyć liczbę samochodów elektrycznych na krajowych drogach. Rząd ma zamiar wydawać na cele programu ok. 1 miliard euro rocznie. 

Francja zaostrza przepisy

Nie od dziś wiadomo jednak, że Chiny dominują na globalnym rynku pojazdów elektrycznych. Wyprodukowane przez nich modele są przede wszystkim niezwykle tanie, co stanowi największą zachętę dla potencjalnych kupujących. Państwo Środka stało się niezaprzeczalnym liderem elektromobilności. Już od dawna Chińczycy przy wyborze auta stawiają przede wszystkim na elektryki, gdyż jest to najtańsza możliwa opcja. Nic więc dziwnego, że Europejczycy także częściej wybierają chińskie samochody, gdyż wydaje się być to najbardziej ekonomiczne posunięcie. 

Jak podało francuskie Ministerstwo Finansów, ⅓ wszystkich wniosków złożonych w programie dofinansowania dotyczyło chińskich samochodów elektrycznych. Trend ten przyczynił się do wzrostu importu oraz pogłębienia się przepaści cenowej pomiędzy Chinami a rodzimymi producentami. Sam prezydent Emmanuel Macron przyznał, że chce mieć pewność co do tego, że pieniądze francuskich podatników nie będą przynosić korzyści chińskim wytwórcom samochodów elektrycznych. Dlatego też od 15 grudnia 2023 roku proces przyznania dofinansowań zostanie zmieniony, a modele aut będą rozpatrywane także pod względem wielkości emisji dwutlenku węgla w procesie produkcyjnym. 

Troska o środowisko, czy jedynie zagrywka polityczna?

Modele samochodów przed zakwalifikowaniem się do programu będą oceniane na podstawie ilości energii zużytej do wytworzenia materiałów, montażu i transportu aut elektrycznych. Dodatkowo w grę będzie wchodził także rodzaj akumulatora, w który wyposażony jest pojazd. Istotną kwestią dla francuskiego rządu stanie się również emisyjność procesów produkcyjnych prowadzących do powstania samochodu. A ponieważ chiński przemysł w dużej mierze opiera się na energii elektrycznej wytwarzanej z węgla, to kryterium może ostatecznie zadecydować o tym, że dofinansowanie będzie poza zasięgiem chińskich aut elektrycznych

Francuski rząd opublikuje dopuszczone do otrzymania wsparcia finansowego modele aut w grudniu bieżącego roku. Francja jednoznacznie stwierdziła, że nowe kryteria będą w pełni zgodne z zasadami Światowej Organizacji Handlu. 

Chińska ekspansja na Starym Kontynencie

Kroki podjęte przez francuski rząd wcale nie muszą oznaczać, że chińskie samochody staną się mniej konkurencyjne. Nawet brak zachęty pieniężnej czyni je dużo tańszymi od aut produkowanych w Europie. Chińskie modele są zazwyczaj o ok. 20% tańsze niż ich europejskie odpowiedniki. Przykładowo, regularna cena samochodu chińskiego giganta, SAIC Motor, wynosi ok. 30 tys. euro. Natomiast jego odpowiednik od marki Renault, który posiada podobne funkcjonalności i rozmiar, kosztuje ok 38 tys. euro. Nawet po otrzymaniu subwencji w wysokości 5 tys. euro europejskie auto elektryczne jest nadal droższe od swojego chińskiego odpowiednika. Analityczka S&P Global Mobility, Lorraine Morard stwierdziła, że nawet jeśli większość chińskich modeli samochodów elektrycznych nie będzie kwalifikowała się do otrzymania dofinansowania, to i tak będą one stanowiły ok. 7-8% francuskiego rynku. Szacuje się, że gdyby nie zmiana prawa, osiągnęłyby udział na poziomie 10%. Tak więc nowelizacja przepisów może nieco opóźnić ekspansję chińskich producentów aut elektrycznych we Francji, jednak z pewnością jej nie powstrzyma.

Nawet europejscy wytwórcy pojazdów elektrycznych wykluczają przeniesienie swojej produkcji z Chin do Europy. Jak powiedział dyrektor Renault, Luca De Meo, dofinansowanie od francuskiego rządu tak naprawdę nie wpływa znacząco na zyski jego firmy. Może być, a może go nie być. Ludzie i tak będą kupować samochody produkowane przez chińskie firmy, lub chociażby powstające w europejskich fabrykach na terenie Państwa Środka. Z drugiej zaś strony Chińczycy planują…otworzenie swoich fabryk w Europie. Wspomniany wcześniej gigant w branży elektromobilności, SAIC Motors oraz inna chińska spółka, BYD, ogłosiły, że szukają miejsc pod swoje zakłady produkcyjne na Starym Kontynencie. 

Wydaje się więc, że starania francuskiego rządu mogą spełznąć na niczym. Aby zatrzymać rozwój azjatyckiego tygrysa na europejskiej ziemi, konieczne jest podjęcie dużo bardziej zdecydowanych kroków. Takich jak zakaz sprzedaży chińskich aut. Jednak to z pewnością spotkałoby się z ogromnym sprzeciwem zarówno samych Francuzów, jak i europejskich producentów z branży motoryzacyjnej. Temat jest dość delikatny, bo ograniczenie sprzedaży chińskich elektryków może skutecznie spowolnić, lub nawet zatrzymać zieloną transformację transportu w Europie. Jednocześnie europejskie rządy coraz częściej wyrażają obawy co do rosnącego uzależnienia się od Chin. Niewykluczone więc, że Europa będzie wprowadzała coraz to nowsze przepisy, których zadaniem będzie spowolnienie ekspansji Państwa Środka. 

Źródło: reuters.com

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia