Choć Fukushima w północno-wschodniej Japonii już zawsze będzie kojarzyła się z awarią w elektrowni jądrowej, niedługo być może będzie kojarzyła się także z OZE. W ambitnym projekcie władze lokalne zobowiązały się do pokrycia 100% zapotrzebowania regionu przez energią odnawialną do 2040 r. Dzisiaj zapotrzebowanie jest pokryte w 40%.

Wybuch wodoru w reaktorze 1. elektrowni Fukushima-Daiichi, źródło: ncbj.edu.pl

Projekt

Projekt o wartości 300 miliardów jenów (10,35 miliarda złotych), którego sponsorami są rządowy Bank Rozwoju Japonii i Mizuho Bank, obejmie budowę 11 farm słonecznych i 10 farm wiatrowych na opuszczonych polach uprawnych i obszarach górskich do końca marca 2024 r.

Po zakończeniu projekt wygeneruje do 600 megawatów energii elektrycznej, czyli około dwóch trzecich mocy wyjściowej przeciętnej elektrowni jądrowej.

Fukushima planuje również inwestycje w elektrownie geotermalne i biomasę, a także infrastrukturę do pozyskiwania energii słonecznej i wiatrowej, co ma zaspokoić potrzeby energetyczne regionu.

Nacisk na atom

Pomimo katastrofy w Fukushimie, największej na świecie awarii nuklearnej od Czarnobyla w 1986 roku, konserwatywny rząd Japonii naciska na ponowne uruchomienie nieczynnych japońskich reaktorów.

Rząd chce, aby energia jądrowa stanowiła od 20% do 22% całkowitego koszyka energetycznego do 2030 r., krytykując kampanię, promującą elektrownie jądrowe jako zagrożenie, przy podatności kraju na trzęsienia ziemi i tsunami.

Po awarii w Fukushimie, wszystkie 54 japońskie reaktory zostały zamknięte. Obecnie działa dziewięć reaktorów, które przeszły rygorystyczne kontrole bezpieczeństwa wprowadzone po katastrofie.

Źródło: the guardian

Redakcja GLOBEnergia