Garażowy „Paragraf 22”. Czy Twoja bateria musi mieć okno, byś mógł oszczędzać?

Wyobraź sobie taką scenę: niedzielne popołudnie, grill skwierczy, a sąsiad podjeżdża nowiutkim elektrykiem do garażu. W podwoziu ma potężną baterię o pojemności 80 kWh. Parkuje ją pod sypialnią, podłącza do ładowania i idzie na na kolację z przyjaciółmi. Wszystko odbywa się legalnie, bezpiecznie i zgodnie z obowiązującymi standardami. W tym samym czasie Ty montujesz na ścianie domowy magazyn energii. Urządzenie jest trzy razy mniejsze od baterii w aucie sąsiada, a jego jedynym zadaniem jest zasilanie Twojej lodówki w nocy darmowym prądem, który zebrałeś w dzień ze słońca. I tu zaczynają się schody. W branży magazynowania energii narasta bowiem obawa, że polskie przepisy, tj. tzw. Warunki Techniczne 2025, pójdą w stronę rozwiązań, które uczynią Twój magazyn „obiektem o podwyższonym ryzyku”. Jak ważne i dotykające wielu obszarów jest to rozporządzenie świadczy fakt, że w ub. roku zgłoszono 220 uwag przez 150 podmiotów.

Wyobraź sobie taką scenę: niedzielne popołudnie, grill skwierczy, a sąsiad podjeżdża nowiutkim elektrykiem do garażu. W podwoziu ma potężną baterię o pojemności 80 kWh. Parkuje ją pod sypialnią, podłącza do ładowania i idzie na na kolację z przyjaciółmi. Wszystko odbywa się legalnie, bezpiecznie i zgodnie z obowiązującymi standardami.

Zdjęcie autora: Maciej Borowiak

Maciej Borowiak

Prezes Zarządu Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej i Magazynowania Energii (SBFiME)
Wyobraź sobie taką scenę: niedzielne popołudnie, grill skwierczy, a sąsiad podjeżdża nowiutkim elektrykiem do garażu. W podwoziu ma potężną baterię o pojemności 80 kWh. Parkuje ją pod sypialnią, podłącza do ładowania i idzie na na kolację z przyjaciółmi. Wszystko odbywa się legalnie, bezpiecznie i zgodnie z obowiązującymi standardami. W tym samym czasie Ty montujesz na ścianie domowy magazyn energii. Urządzenie jest trzy razy mniejsze od baterii w aucie sąsiada, a jego jedynym zadaniem jest zasilanie Twojej lodówki w nocy darmowym prądem, który zebrałeś w dzień ze słońca. I tu zaczynają się schody. W branży magazynowania energii narasta bowiem obawa, że polskie przepisy, tj. tzw. Warunki Techniczne 2025, pójdą w stronę rozwiązań, które uczynią Twój magazyn „obiektem o podwyższonym ryzyku”. Jak ważne i dotykające wielu obszarów jest to rozporządzenie świadczy fakt, że w ub. roku zgłoszono 220 uwag przez 150 podmiotów.

W tym samym czasie Ty montujesz na ścianie domowy magazyn energii. Urządzenie jest trzy razy mniejsze od baterii w aucie sąsiada, a jego jedynym zadaniem jest zasilanie Twojej lodówki w nocy darmowym prądem, który zebrałeś w dzień ze słońca. I tu zaczynają się schody. 

W branży magazynowania energii narasta bowiem obawa, że polskie przepisy, tj. tzw. Warunki Techniczne 2025, pójdą w stronę rozwiązań, które uczynią Twój magazyn „obiektem o podwyższonym ryzyku”. Jak ważne i dotykające wielu obszarów jest to rozporządzenie świadczy fakt, że w ub. roku zgłoszono 220 uwag przez 150 podmiotów.

Absurd nr 1: Okno dla baterii, którego nie potrzebujesz

W branżowych dyskusjach o bezpieczeństwie pożarowym coraz częściej słyszy się o pomysłach, których nie spotkasz nigdzie indziej na świecie – ani w Niemczech, ani w USA. Jeśli Twój magazyn przekroczy pewną pojemność, urzędnik mógłby kazać Ci... wybić w garażu wielkie okno.

Po co? Niezrozumienie mechaniki pożaru baterii litowych prowadzi do błędnych wniosków. Pożaru nowoczesnych ogniw nie gasi się przeciągiem, a okno w razie awarii mogłoby wręcz ułatwić przeniesienie się ognia na elewację domu. Standardy zagraniczne, takie jak niemiecka norma VDE 2510-50 czy amerykański standard NFPA 855, nie nakładają takich wymogów. Tam stawia się na certyfikację urządzenia i niepalność ścian, a nie na wybijanie dziur w nowoczesnych, energooszczędnych budynkach.

Absurd nr 2: Czujnik droższy od całej instalacji

Kolejnym sygnałem ostrzegawczym jest ewentualny wymóg montażu zaawansowanych systemów detekcji gazów w domach jednorodzinnych. To tak, jakbyś do roweru musiał dokupić radar z myśliwca, by uniknąć zderzenia z samolotem.

Prawda jest taka, że domowe magazyny budowane w bezpiecznej technologii LFP praktycznie nie wydzielają gazów, które te czujniki mają wykrywać. Zgodnie ze światowymi wzorcami (np. NFPA 855), kosztowna wentylacja mechaniczna powinna być wymagana tylko wtedy, gdy realne stężenie gazów przekroczy niebezpieczny poziom. Narzucanie takich systemów „na wszelki wypadek” sprawi, że oszczędzanie na własnym prądzie po prostu przestanie się Polakom opłacać.

Absurd nr 3: Obywatele gorszej kategorii w blokach?

Największy niepokój budzi potencjalny zakaz montażu magazynów w budynkach wielorodzinnych. To byłaby jawna dyskryminacja milionów Polaków mieszkających w miastach.

Tymczasem w Berlinie, Londynie czy Pradze ludzie masowo montują baterie na balkonach (tzw. Balkonkraftwerke), by obniżać czynsze. Dlaczego ta sama bateria w laptopie, telefonie czy hulajnodze, którą trzymasz pod łóżkiem, jest akceptowalna, a ta schowana w profesjonalnej obudowie w przedpokoju miałaby być zakazana? Nowoczesne standardy, jak brytyjski PAS 63100, pokazują, że wystarczy zwykła, połączona czujka dymu, by bateria w bloku była tak samo bezpieczna jak lodówka.

Komu służą bariery?

Jako branża zrzeszona w SBFiME nie mamy wątpliwości: bezpieczeństwo jest kluczowe, ale nie może być retorycznym parawanem dla blokowania niezależności energetycznej obywateli. Standardy światowe są znacznie prostsze i sprawdzają się od lat.

Jeśli każdy z nas będzie miał swój magazyn, wielkie koncerny energetyczne stracą miliony klientów. Najprostszym sposobem, by nas zatrzymać, jest stworzenie przepisów tak absurdalnych i droższych niż sama technologia, by nikt nie chciał ich przestrzegać. Twoja bateria w garażu nie potrzebuje okna – ona potrzebuje mądrego prawa, które pozwoli nam budować odporność energetyczną we własnych domach.

W obliczu wojny za naszą granicą i napięć w Cieśninie Ormuz, które niechybnie wywindują ceny energii, rozproszona energetyka to dla przeciętnego Kowalskiego jedyna realna tarcza przed drożyzną – tymczasem zamiast ją wzmacniać, próbuje nam się ją po prostu odebrać.

*O co chodzi z “paragrafem 22”? Małe przypomnienie 

Paragraf 22 to nawiązanie do powieści Josepha Hellera, opisującej sytuację bez wyjścia, w której wykluczające się zasady uniemożliwiają jakiekolwiek działanie. W naszym przypadku idealnie oddaje to pułapkę, w jakiej znajdują się polscy prosumenci.

Paragraf 22 w powieści został przedstawiony jako absurdalna zasada wojskowa, według której pilot mógł zostać zwolniony z niebezpiecznych misji tylko wtedy, gdy był uznany za szalonego. Jednak jeśli sam o to wnioskował, dowodził tym swojej racjonalności, więc nie mógł zostać zwolniony. W efekcie tworzyło to sytuację bez wyjścia, w której żołnierz był zmuszony dalej ryzykować życie. Z czasem pojęcie „paragraf 22” zaczęło oznaczać każdą sytuację, w której niezależnie od decyzji nie da się uniknąć problemu i poszkodowany tkwi w błędnym kole.

Zdjęcie autora: Maciej Borowiak

Maciej Borowiak

Prezes Zarządu Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej i Magazynowania Energii (SBFiME)