Google inwestuje w fuzję jądrową. Niemiecki stellarator ma pomóc zasilić erę AI

Google inwestuje w niemiecki projekt fuzji jądrowej, bo rozwój AI coraz mocniej zależy od dostępu do stabilnej, czystej energii. Stellarator Proxima Fusion to wciąż technologia przyszłości, ale dla gigantów technologicznych stawką jest przewaga w wyścigu o prąd. Kto pierwszy podłączy sztuczną inteligencję do energii z fuzji?

Google inwestuje w niemiecki projekt fuzji jądrowej, bo rozwój AI coraz mocniej zależy od dostępu do stabilnej, czystej energii. Stellarator Proxima Fusion to wciąż technologia przyszłości, ale dla gigantów technologicznych stawką jest przewaga w wyścigu o prąd. Kto pierwszy podłączy sztuczną inteligencję do energii z fuzji?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Google inwestuje w niemiecki projekt fuzji jądrowej, bo rozwój AI coraz mocniej zależy od dostępu do stabilnej, czystej energii. Stellarator Proxima Fusion to wciąż technologia przyszłości, ale dla gigantów technologicznych stawką jest przewaga w wyścigu o prąd. Kto pierwszy podłączy sztuczną inteligencję do energii z fuzji?
  • Google zainwestował w Proxima Fusion, niemiecki startup rozwijający stellarator. To część walki Big Techu o stabilną energię dla AI.
  • Proxima chce zbudować demonstrator fuzji w latach 30. Technologia jest obiecująca, ale wciąż daleka od komercyjnego użycia.
  • Fuzja nie rozwiąże dziś problemu zasilania centrów danych. Pokazuje jednak, że rozwój AI coraz bardziej zależy od dostępu do taniej, czystej energii.

Google wszedł do grona inwestorów niemieckiego startupu Proxima Fusion, który rozwija reaktor termojądrowy typu stellarator. To kolejny sygnał, że największe firmy technologiczne coraz poważniej traktują stabilne, niskoemisyjne źródła energii jako warunek dalszego rozwoju centrów danych i sztucznej inteligencji.

Proxima Fusion pozyskała 411 mln euro finansowania przy wycenie 2,4 mld euro. Rundę poprowadziły XTX Ventures i East X Ventures, a wśród inwestorów strategicznych znalazły się Google i RWE. Sama Proxima podkreśla, że po tej rundzie stała się najlepiej finansowaną firmą fuzyjną w Europie.

Niemiecki startup chce zbudować europejską elektrownię fuzyjną

Proxima Fusion nie jest przypadkową firmą z modnego sektora deep tech. Startup wywodzi się ze środowiska Instytutu Fizyki Plazmy im. Maxa Plancka i rozwija technologię opartą na doświadczeniach Wendelstein 7-X w Greifswaldzie. To największe na świecie urządzenie fuzyjne typu stellarator, którego celem jest sprawdzenie, czy ta koncepcja może być przydatna dla przyszłej elektrowni.

W przeciwieństwie do klasycznych elektrowni jądrowych, które wykorzystują rozszczepienie ciężkich jąder atomowych, fuzja jądrowa polega na łączeniu lekkich jąder, zwykle izotopów wodoru, w bardzo gorącej plazmie. To proces podobny do tego, który zasila Słońce i gwiazdy. Problem nie polega na tym, że fizyka nie działa. Problem polega na tym, że na Ziemi trzeba utrzymać plazmę w ekstremalnych warunkach, kontrolować ją przez długi czas i uzyskać z tego energię w sposób opłacalny.

Stellarator zamiast tokamaka

Najbardziej znaną koncepcją reaktora fuzyjnego jest tokamak. Ma prostszą geometrię, ale do utrzymania plazmy wykorzystuje także prąd płynący w samej plazmie. Stellarator jest trudniejszy konstrukcyjnie, bo wymaga bardzo precyzyjnych, trójwymiarowo ukształtowanych cewek magnetycznych. Jego przewagą ma być jednak możliwość stabilnej pracy ciągłej.

To kluczowe, jeśli fuzja ma kiedykolwiek stać się źródłem energii dla sieci, a nie tylko imponującym eksperymentem naukowym. Max Planck Institute wskazuje, że modułowe nadprzewodzące cewki Wendelstein 7-X mają umożliwiać pracę plazmy w trybie zbliżonym do ciągłego i sprawdzić przydatność stellaratora dla przyszłych elektrowni.

Tokamak i stellarator to urządzenia służące do kontrolowanej syntezy jądrowej, w których gorąca plazma jest utrzymywana za pomocą silnych pól magnetycznych. Tokamak ma prostszą, symetryczną budowę i wykorzystuje prąd płynący w plazmie, natomiast stellarator ma skręcone cewki magnetyczne, dzięki czemu może pracować stabilniej, ale jest trudniejszy do zaprojektowania. (źródło: The Economist)

Proxima chce przejść z poziomu badań do demonstratora technologii. Według doniesień Financial Times firma planuje demonstracyjną instalację w Niemczech na początku lat 30., a komercjalizację i podłączenie energii z fuzji do sieci w drugiej połowie lat 30. To harmonogram ambitny, ale nadal odległy z punktu widzenia obecnych potrzeb energetycznych.

Dlaczego Google interesuje się fuzją?

Najprostsza odpowiedź brzmi: AI potrzebuje prądu. Centra danych muszą pracować stabilnie, przez całą dobę i najlepiej z energią niskoemisyjną. Fotowoltaika i wiatr są potrzebne, ale same nie rozwiązują problemu zasilania 24/7 bez magazynów, sieci, elastyczności i źródeł dyspozycyjnych.

Dlatego Google buduje szerszy portfel technologii energetycznych. W 2024 roku firma podpisała umowę z Kairos Power, która ma doprowadzić do wdrożenia floty zaawansowanych reaktorów jądrowych w USA o łącznej mocy 500 MW do 2035 roku. W 2025 roku Google zawarł też umowę z Commonwealth Fusion Systems na odbiór 200 MW energii z przyszłej elektrowni fuzyjnej ARC w Wirginii. Do tego dochodzi wieloletnie zaangażowanie w TAE Technologies, które Google opisuje jako ponad 10-letnie partnerstwo badawczo-finansowe.

Proxima Fusion jest więc kolejnym elementem tej samej układanki. Firmy technologiczne nie chcą wyłącznie kupować energii z rynku. Chcą mieć dostęp do przyszłych źródeł stabilnej, czystej energii zanim staną się powszechnie dostępne.

To nie rozwiąże problemu energii dla AI jutro

Warto jednak ostudzić najprostszy zachwyt. Fuzja jądrowa wciąż nie działa komercyjnie. Dzisiejsze inwestycje nie oznaczają, że centra danych Google za kilka lat będą zasilane z niemieckiego stellaratora. To raczej długoterminowy zakład technologiczny niż odpowiedź na bieżące problemy z przyłączeniami, przepustowością sieci i rosnącym zużyciem energii przez AI.

Dla Polski wniosek jest jeszcze inny. Nasz realny program jądrowy dotyczy dziś klasycznych reaktorów rozszczepieniowych AP1000 i projektów SMR, a nie fuzji. Synteza jądrowa pozostaje technologią przyszłości, którą warto obserwować, ale trudno wpisywać ją do bilansu mocy na najbliższą dekadę.

Google nie inwestuje w stellarator dlatego, że energia fuzyjna jest gotowa do podłączenia do sieci. Inwestuje dlatego, że wyścig o AI coraz bardziej staje się wyścigiem o prąd. Jeśli fuzja kiedyś stanie się komercyjna, najwięksi gracze technologiczni chcą być wśród pierwszych, którzy będą mieli do niej dostęp. Proxima Fusion to więc nie tylko historia o fizyce plazmy. To także przypomnienie, że najważniejszym paliwem sztucznej inteligencji może okazać się energia.

Źródła: Proxima Fusion, Business Wire, Max Planck Institute for Plasma Physics, Financial Times, Google, Kairos Power, Commonwealth Fusion Systems, TAE Technologies.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia