Ile Polski w polskiej energetyce? Local content ma być odpowiedzią

Ministerstwo Aktywów Państwowych pracuje nad ostateczną wersją definicji local content dla energetyki. Ma ona dać odpowiedź, jaki będzie musiał być udział polskich firm w nowych inwestycjach energetycznych. Może to być od 45 do nawet 70%, w zależności od sektora.

- W miarę jak polskie firmy zdobywają doświadczenie w budowie atomu czy offshore’u we współpracy z zagranicznymi partnerami udział local content będzie rósł.
- Rząd zakłada, że największy udział rodzimych przedsiębiorstw w energetyce ma przypadać na onshore.
- Polska musi kształcić kadry, aby skutecznie realizować definicję local content.
Wstępnie MAP zakłada, że polskie firmy powinny mieć co najmniej 45%, a być może 65-procentowy udział w budowie drugiej fazy morskiej energetyki wiatrowej. Pierwsza bezaukcyjna faza jest już realizowana – swoje farmy na Bałtyku budują m.in. Orlen i PGE. Druga opiera się na konkurencyjnym systemie aukcyjnym, a pierwsza aukcja w jej ramach, w trakcie, której rozdysponowano 3,4 GW mocy odbyła się w grudniu zeszłego roku.
Local content dla całego sektora nie mniej niż 20%
Jeżeli chodzi o rozwój energetyki jądrowej udział local content ma wynieść ok. 40-50%, w przypadku lądowej energetyki wiatrowej nawet 70%, w fotowoltaice udział może być równie wysoki, ale na razie go nie określono. Generalnie dla całej energetyki ma to być od 20 do 30%.
Celem rządu jest zapewnienie, by polskie firmy brały aktywny udział w transformacji energetycznej, a proces napędzał lokalne inwestycje, tworzył nowe miejsca pracy i rozwijał gospodarkę.
Polska jednak nigdy jeszcze nie budowała elektrowni jądrowej, a morską energetykę wiatrową buduje przy udziale zagranicznych deweloperów, bo tak samo jak w przypadku atomu nie ma w tym sektorze własnego doświadczenia ani kadr.
Polskie firmy mają już doświadczenie w budowie atomu
3 reaktory jądrowe o mocy 1,25 GW każdy, które mają powstać w elektrowni Choczewo zbuduje amerykańskie konsorcjum Westinghouse-Bechtel. Dr Adam Juszczak, starszy doradca w zespole energii w Polskim Instytucie Ekonomicznym zapewnia jednak, że pracy polskim firmom nie zabraknie.
-Choć sam reaktor jądrowy nie będzie budowany głównie przez polskie firmy, nie oznacza to, że nie mogą one w tych pracach uczestniczyć. Część z nich ma już doświadczenie nawet w tym najbardziej zaawansowanym etapie budowy elektrowni jądrowych. Z badania PIE „Ile Polski w atomie” wynika, że 29% ankietowanych przedsiębiorstw realizowało projekty dla sektora jądrowego – podkreślił ekspert w rozmowie z Globenergia.
Polskie przedsiębiorstwa nie będą zapewne brać udziału w budowie samego reaktora, jednak mogą zrealizować znaczną część prac towarzyszących.
-Budowa wyspy turbinowej, nadzór inżynieryjno-budowlany czy logistyka – mogą być realizowane z dużym udziałem krajowych przedsiębiorstw. Należy jednak zakładać, że wysoki udział polskich firm nie pojawi się od razu. Doświadczenia zdobyte przy pierwszych projektach, zarówno w energetyce jądrowej, jak i morskiej energetyce wiatrowej, powinny stopniowo zwiększać ich zaangażowanie w kolejnych inwestycjach – podkreśla dr Juszczak.
Prócz definicji, trzeba działań
Podobnie jest w przypadku morskiej energetyki wiatrowej, której Polska dopiero się uczy. Im więcej instalacji powstanie we współpracy z partnerami zagranicznymi, tym więcej doświadczenia zdobędą polskie firmy. Czy udział local content w rozwoju polskiej energetyki uda się utrzymać na zakładanym przez MAP poziomie będzie jednak zależeć nie tylko od chęci, ale i odpowiednich działań.
-Kluczowe będzie wsparcie w procesie certyfikacji i rozwoju kompetencji, a także dostęp do finansowania – szczególnie dla przedsiębiorstw, które będą musiały dostosować swój profil działalności (np. odchodząc od obsługi sektora węglowego). Istotne pozostają również programy kształcenia kadr, które zapewnią odpowiednie zaplecze dla rozwijającego się sektora – podsumowuje dr Juszczak.










