Jednostki, które są zainteresowane budową farm fotowoltaicznych często popełniają błędy już na etapie projektowania. Czego więc unikać?

Zbyt dużo szczegółów na wczesnym etapie

Bardzo częstym błędem, który pojawia się w decyzjach dotyczących budowy instalacji fotowoltaicznej jest wskazywanie konkretnej ilości modułów, konkretnej ilości stołów, na których się je umieszcza i konkretnej ilości falowników. Obecnie branża fotowoltaiczna zmienia się w bardzo szybkim tempie.

Najprawdopodobniej, jeżeli przygotowany zostanie projekt i jednostka występuje o decyzję, to inwestycja zrealizowana będzie najwcześniej za 3 lub 4 lata. Tak długi czas potrzebny jest na uzyskanie warunków przyłączenia i pozwoleń na budowę, następnie na zorganizowanie budowy i wybranie wykonawcy.

Wskazanie konkretnej mocy

Często już na wczesnym etapie projektu wskazuje się konkretną moc instalacji. Obszarem wsparcia udzielonego przez państwo w systemie aukcyjnym są farmy do 1 MW. To są farmy o małej wartości inwestycyjnej.

Obecnie tworzy się grupy farm, a sytuacja bywa zabawna, jeżeli chodzi o decyzje, gdzie łączy się 5 – 8 obiektów połączonych w jedną całość. To z kolei niezbyt podoba się rządzącym, którzy organizują aukcje. W takich wypadkach zaczyna się dyskusja, czy taka jedna farma spełnia wymogi, żeby być obiektem niezależnym, który może przejść kwalifikację do aukcji.

Jaka jest konkluzja dla inwestora, który chce zainwestować w farmę fotowoltaiczną? Jak długo zajmie przygotowanie inwestycji oraz jakie koszty się z tym wiążą?

Taki proces przygotowawczy może trwać 2-3 lata bez większego stresu. Można oczywiście ten czas skrócić prowadząc postępowania równolegle, dobierać pełnomocnictwo tak, żeby wszystko trwało krócej.
Koszty takich instalacji wahają się w zależności od jakości pracy, do tego trzeba liczyć aukcje. Na pewno należy liczyć na dwie stałe opłaty, które wynikają z przepisów prawa. Należy uiścić zaliczkę do OSD – nie więcej niż 30000 zł brutto za 1 MW i 60000 zł za aukcję. Reszta jest kwestią umowną.

 

Redakcja GLOBEnergia