Anna Będkowska: W 2017 roku do sieci przyłączono tylko ok. 41 MW nowych mocy w energetyce wiatrowej. W 2018 roku inwestycji było jeszcze mniej, bo niecałe 16 MW nowych mocy. Zapytam wprost – co się dzieje na rynku energetyki wiatrowej w Polsce?

Michał Kaczerowski: Na rynku z jednej strony mamy stagnację i zapaść widoczną we wspomnianych, m.in. przez Panią, liczbach. Z drugiej – panują nadzieja i optymizm. Wszyscy czekają i żyją kolejnymi zapowiedziami. Jednak w systemie mocy nie przybywa. Przyczyną jest to, że tak naprawdę dzisiaj rozmawiamy o możliwościach i potrzebach. Dyskutujemy o tym: co, gdzie i jak. To jednak tylko rozmowy – nie dzieją się żadne konkretne rzeczy. Może poza jedną jednogigawatową aukcją, która została na jesień rozstrzygnięta dla dużego (powyżej 1 MW) wiatru.

A.B. A co z projektami, które wygrały tę aukcję?

M.K.: Część z tych projektów, które wygrały, jest już w fazie budowy. Mówi się, że w tym roku może połowa zostanie wybudowana. Według mojego rozeznania, jest to realna liczba. Natomiast problem tak naprawdę z systemowego i wiatrowego punktu widzenia jest taki, że przeprowadzona aukcja była nieefektywna.

…Wszyscy czekają i żyją kolejnymi zapowiedziami. Jednak w systemie mocy nie przybywa.

A.B. Nieefektywna, czyli…?

M.K.: Aukcja bazowała na starych decyzjach środowiskowych i starych pozwoleniach na budowę, więc technologia nie mogła być zrewidowana ze względu na ograniczenia ustawy odległościowej. Fizycznie jest taka sytuacja, że budują się turbiny o mocy 2–3 MW, podczas gdy na świecie są kontraktowane turbiny o mocy 5–6 MW. Skutkuje to tym, że tak naprawdę w sposób nieefektywny wykorzystujemy budżet, który ma być przeznaczony na ten wolumen wiatrowy.

Z drugiej strony, ze środowiskowego punktu widzenia, żeby fizycznie zapełnić moc o konkretnej wartości, musimy postawić de facto dwa razy więcej wiatraków, tylko nieco mniejszych, niż te duże, efektywniejsze, mocniejsze, które dają więcej energii i startują przy mniejszych prędkościach wiatru.

A.B.: Dlaczego nie możemy stawiać tych dużych turbin? Co jest przeszkodą?

M.K.: Ustawa o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych mówi o tym, że wiatrak nie może stać od zabudowań, powierzchniowych form ochrony przyrody oraz leśnych kompleksów promocyjnych w odległości mniejszej niż dziesięciokrotność jego wysokości łącznej.

Nowoczesne, mocne turbiny są po prostu wysokie, a stare pozwolenia na budowę i stare decyzje środowiskowe z projektów, które startowały w aukcji, to są dokumenty z roku 2011 czy 2012. Odpowiadają one ówczesnej technologii, część z nich obejmuje 3 MW. Natomiast dzisiaj 3 MW na lądzie na nikim nie robi wrażenia. Obecnie to nie są już najmocniejsze, najlepsze i najefektywniejsze turbiny.

A.B. Dlaczego powinniśmy stawiać na najlepsze na dzisiaj rozwiązania? Dlaczego jest to tak ważne?

M.K.: Dlatego, że te turbiny, które my teraz w tej aukcji wybudujemy, będą w Polsce stały 20, może 25 lat, w zależności, jak regulacyjnie będzie się sprzyjało tzw. repoweringowi, czyli wymianie starych mocy na nowe. Dlatego bardzo chcę podkreślić, że warto po prostu prowadzić te aukcje w sposób jak najbardziej efektywny.

Dla zakończonej aukcji sprawa ta wydaje się już zamknięta, natomiast cały czas są plany, dyskusje, deklaracje mniej lub bardziej śmiałe i oficjalne, że ma się w tym roku pojawić kolejna, duża aukcja dla dużego wiatru na lądzie. Stąd mój apel. Bo jest szansa, żeby kolejną aukcję móc zrealizować efektywniej, umożliwiając zmianę przyjętych turbin wiatrowych. Wymagałoby to nowelizacji ustawy odległościowej w zakresie tych felernych 10H, które ograniczają możliwość rewizji technologii.

A.B.: Czyli rozwiązaniem problemu są po prostu zmiany legislacyjne i zmiana podejścia do turbin wiatrowych. Mówił Pan o tym, że około połowa tych projektów, które są obecnie przygotowywane, będzie zrealizowana w tym roku. Ile to mniej więcej mocy, według Pana?

M.K.: Myślę, że mówimy o wartości w granicach 500 MW.

…Jest szansa, żeby kolejną aukcję móc zrealizować efektywniej, umożliwiając zmianę przyjętych turbin wiatrowych. Wymagałoby to nowelizacji ustawy odległościowej w zakresie tych felernych 10H, które ograniczają możliwość rewizji technologii.

A.B.: W porównaniu do ostatnich lat, to ta wartość robi wrażenie!

M.K.: Na tle wspomnianej stagnacji, to faktycznie robi wrażenie. Nie zapominajmy jednak, że jest to jedynie próba odrabiania zaległości i zasypywania dziury widocznej m.in. w problemie z realizacją unijnego celu udziału źródeł odnawialnych w krajowym zużyciu energii brutto. Mam też obawę, że tych mocy nie przybędzie w zakresie całego wolumenu aukcyjnego. U podstawy leży problem efektywności aukcji i wspomnianej starej technologii. To z kolei przekłada się na koszty, a to dalej na – najbardziej dzisiaj modny w temacie energetyki – temat cen energii elektrycznej.

Lepsze i tańsze wiatraki byłyby w stanie oferować produkcję systemowi za mniejsze pieniądze. Silna presja powoduje, że istnieje teoretyczne ryzyko underbiddingu, czyli oferowania cen energii poniżej kosztów jej wytworzenia. Część z tych projektów nie znajdzie po prostu finansowania.

Deweloperzy nie będą w stanie przekonać inwestorów albo instytucji finansujących – w postaci banków czy funduszy, żeby w dany projekt zainwestowali. Z drugiej strony, jest jeszcze jedna kategoria – nie wszystkie projekty korporacyjne uzyskają zgody na fizyczne zrealizowanie. Tak więc chciałbym, żeby to z pełną mocą wybrzmiało, że ustawa odległościowa to nie jest tylko problem zablokowania greenfieldów, czyli brak możliwości realizowania nowych projektów wiatrowych od zera.

…Silna presja powoduje, że istnieje teoretyczne ryzyko underbiddingu, czyli oferowania cen energii poniżej kosztów jej wytworzenia.

Ustawa odległościowa i te felerne 10 H uderza w branżę wiatrową w kilku miejscach, w sposób bardzo czuły, siejąc bardzo negatywne konsekwencje.


Cała rozmowa z Michałem Kaczerowskim w GLOBEnergia 1/2019


 

Michał Kaczerowski

Prezes zarządu Ambiens Sp. z o.o.