Japonia już nie boi się atomu? Reaktory jądrowe wracają do pracy

Japonia konsekwentnie przywraca energetykę jądrową, ale ponowne uruchomienie 15 reaktorów to dopiero początek znacznie większego wyzwania. Aby zrealizować rządową wizję na 2040 rok, atom musi dostarczać ponad dwa razy więcej energii niż obecnie, mimo starzenia się części elektrowni. Jak Japonia chce osiągnąć ten cel?

Japonia konsekwentnie przywraca energetykę jądrową, ale ponowne uruchomienie 15 reaktorów to dopiero początek znacznie większego wyzwania. Aby zrealizować rządową wizję na 2040 rok, atom musi dostarczać ponad dwa razy więcej energii niż obecnie, mimo starzenia się części elektrowni. Jak Japonia chce osiągnąć ten cel?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Japonia konsekwentnie przywraca energetykę jądrową, ale ponowne uruchomienie 15 reaktorów to dopiero początek znacznie większego wyzwania. Aby zrealizować rządową wizję na 2040 rok, atom musi dostarczać ponad dwa razy więcej energii niż obecnie, mimo starzenia się części elektrowni. Jak Japonia chce osiągnąć ten cel?
  • Japonia uruchomiła ponownie 15 reaktorów po Fukushimie. W 2025 roku atom wyprodukował 97,2 TWh energii.
  • Plan na 2040 rok zakłada około 220–240 TWh energii jądrowej rocznie. To ponad dwa razy więcej niż obecnie.
  • Same restarty nie wystarczą – Japonia musi zwiększać wykorzystanie bloków i zastępować najstarsze reaktory. W latach 40. może być potrzebne około 5,5 GW nowych mocy.

Piętnaście japońskich reaktorów zostało już ponownie uruchomionych po katastrofie w Fukushimie. To jednak dopiero część zadania. W roku fiskalnym 2025 atom wyprodukował w Japonii 97,2 TWh energii, podczas gdy realizacja rządowej wizji na 2040 rok oznaczałaby około 220-240 TWh rocznie. Innymi słowy: Japonia musiałaby uzyskiwać z elektrowni jądrowych ponad dwa razy więcej energii niż obecnie.

Kryzys na rynku paliw przypomniał Japonii o jej słabym punkcie

W marcu 2026 roku sytuacja wokół Cieśniny Ormuz ponownie pokazała, jak mocno Japonia zależy od dostaw paliw z zagranicy. 93% importowanej ropy przechodziło przez Ormuz. W przypadku skroplonego gazu ziemnego LNG zależność była znacznie mniejsza – około 6%.

Sytuacja była na tyle poważna, że w marcu rząd zdecydował o uwolnieniu państwowych zapasów ropy odpowiadających około miesiącowi krajowego zużycia. Nie oznacza to oczywiście, że elektrownia jądrowa zastąpi ropę używaną w samochodach, samolotach czy części przemysłu. Atom może jednak ograniczać zapotrzebowanie elektroenergetyki na importowane paliwa i dlatego wraca w japońskiej polityce również jako element bezpieczeństwa energetycznego.

15 reaktorów jądrowych już wróciło

Przed katastrofą w Fukushimie Japonia miała 54 reaktory, które dostarczały około 30% krajowej energii elektrycznej. Po 2011 roku wszystkie zostały zatrzymane, a możliwość ponownego uruchomienia uzależniono od spełnienia nowych wymogów bezpieczeństwa.

Od tego czasu ponownie uruchomiono 15 bloków. Ostatnim ważnym krokiem był powrót Kashiwazaki-Kariwa 6, który 16 kwietnia 2026 roku rozpoczął pracę komercyjną. To pierwszy reaktor należący do Tokyo Electric Power Company, czyli operatora elektrowni Fukushima Daiichi, który wrócił do pracy po katastrofie z 2011 roku.

To jednak nie znaczy, że wszystkie 15 bloków pracuje jednocześnie. Elektrownie przechodzą postoje, remonty i przeglądy. Japoński regulator pokazywał pod koniec czerwca tylko 10 reaktorów faktycznie znajdujących się w ruchu.

Z 97 TWh trzeba zrobić ponad 200 TWh

Najnowszy japoński plan energetyczny przewiduje, że w 2040 roku kraj będzie produkował około 1,1-1,2 PWh energii elektrycznej rocznie. OZE mają odpowiadać za około 40-50%, energetyka cieplna za 30-40%, a atom za około 20%.

Prosty rachunek daje więc 220-240 TWh energii jądrowej rocznie. Dla porównania w roku fiskalnym 2025 było to 97,2 TWh. Co więcej, średni współczynnik wykorzystania mocy całej japońskiej floty jądrowej wyniósł wtedy zaledwie 33,6%. Japonii nie wystarczy więc utrzymanie tego, co działa dzisiaj. Musi z atomu uzyskiwać ponad dwa razy więcej energii.

Restarty to dopiero początek

Rządowa strategia zakłada dalsze uruchamianie istniejących bloków i zwiększanie ich wykorzystania, ale na tym plan się nie kończy. Japonia chce także umożliwiać zastępowanie wycofywanych jednostek reaktorami nowej generacji, jeśli inwestycja uzyska poparcie lokalnej społeczności.

Problemem jest wiek obecnej floty. Przy założeniu 60 lat eksploatacji część bloków zacznie znikać już w latach 30. i 40. Z wyliczeń przedstawianych w Japonii wynika, że tylko w latach 40. może być potrzebne zastąpienie około 5,5 GW mocy, jeżeli kraj ma utrzymać skalę atomu potrzebną do realizacji planu na 2040 rok.

Do tego dochodzą kwestie, których nie rozwiązuje samo uruchomienie reaktora: wypalone paliwo, docelowe składowisko odpadów, koszty przedłużania pracy starszych bloków oraz przede wszystkim uzyskanie akceptacji mieszkańców regionów, w których elektrownie mają działać przez kolejne dekady. Sama strategia rządowa wymienia te problemy obok restartów jako warunek dalszego rozwoju energetyki jądrowej.

Atom ma robić więcej niż prąd

Japonia sprawdza jednocześnie nowe zastosowania reaktorów. Eksperymentalny wysokotemperaturowy reaktor HTTR osiąga temperaturę chłodziwa dochodzącą do około 950°C i ma zostać połączony z instalacją do produkcji wodoru. Pierwsza demonstracja wykorzysta reforming parowy metanu, więc nie należy przedstawiać jej jako automatycznie “bezemisyjnej produkcji wodoru”.

To jednak na razie poboczny eksperyment wobec głównego zadania. Powrót japońskiego atomu już trwa, ale ponowne uruchomienie 15 reaktorów to dopiero początek. Największe wyzwanie brzmi dziś: jak z niespełna 100 TWh energii jądrowej zrobić ponad 200 TWh rocznie – i utrzymać taki poziom, kiedy najstarsze bloki zaczną znikać z systemu.

Źródła: japońskie Ministerstwo Gospodarki, Handlu i Przemysłu, japoński regulator energetyki jądrowej, Japan Atomic Industrial Forum, Tokyo Electric Power Company, Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia