Jeśli Polak kupuje auto elektryczne, to przede wszystkim nowe

Liczba pierwszych rejestracji elektrycznych samochodów osobowych w Polsce, powoli, ale jednak systematycznie rośnie. Od stycznie do końca października wydziały komunikacji dopuściły do ruchu prawie 36 tysięcy nowych i używanych, pochodzących z importu, elektryków, a do końca roku tych rejestracji z pewnością będzie znacznie powyżej 40 tysięcy. W swoich wyborach zakupowych, Polacy preferują pojazdy nowe.

- Szansą na utrzymanie w miarę wysokiej sprzedaży, jest oferowanie w Polsce coraz większej ilości elektryków w tych najtańszych segmentach.
- Barierą dla rozwoju rynku aut elektrycznych, jest niskie zaufanie do używanych pojazdów zasilanych prądem.
- W październiku najwięcej samochodów elektrycznych sprzedało w Polsce Audi.
Auto elektryczne tylko nowe i z polskiego salonu
Tegoroczne pierwsze rejestracje samochodów elektrycznych napędzane są przede wszystkim programem NaszEauto. Możliwość uzyskania dofinansowania na poziomie nawet 40 tysięcy złotych spowodowała, że często na takie pojazdy decydują się osoby, które bez dotacji nawet nie pomyślałyby o takim zakupie.
Do końca października złożono 19 588 wniosków, a w tym samym czasie zarejestrowano w Polsce 30 644 nowe elektryki. To zestawienie pokazuje naprawdę duży wpływ programu NaszEauto na polską elektromobilność, która wraz z jego zakończeniem może to boleśnie odczuć. Załamania rynku nie będzie, ale spowolnienie jak najbardziej wszyscy poczują. Szansą na utrzymanie w miarę wysokiej sprzedaży, jest oferowanie coraz większej ilości elektryków w tych najtańszych segmentach, które tak naprawdę powinny zbudować naszą elektromobilność.

Regulamin programu NaszEauto dopuszcza dotowanie jedynie aut nowych, zatem nie dziwi, że w tegorocznych rejestracjach dominują samochody z polskiej dystrybucji. Oczywiście w statystykach pojawiają się nowe auta sprowadzone w ramach importu prywatnego, ale stanowią tak niewielki procent, że w naszych rozważaniach można je pominąć i założyć, że wszystkie elektryki wyjechały z polskich salonów.
Począwszy od 1 stycznia, aż do końca października, krajowi dealerzy sprzedali 30 644 nowych osobowych samochodów elektrycznych. W tym samym czasie nasi rodacy sprowadzili, głównie z Niemiec, i po raz pierwszy zarejestrowali nad Wisłą 5330 aut zasilanych energią elektryczną, co stanowi nieco ponad 17 procent tegorocznych rejestracji.
Z powyższego widać, że Polacy zdecydowanie preferują nowe samochody elektryczne, co też pokazują ubiegłoroczne statystyki. W 2024 roku pierwszych rejestracji używanych elektryków sprowadzonych w ramach prywatnego importu mieliśmy dokładnie 5326, przy sprzedaży nowych aut na poziomie 16 578 sztuk.
Używany elektryk? Dziękuję, wolę nowy
Ewidentną barierą dla rozwoju rynku aut elektrycznych, jest niskie zaufanie do używanych pojazdów zasilanych prądem. W narodzie wciąż pokutuje przekonanie, że każdy używany elektryk – bez względu na wiek – po zakupie od razu kwalifikuje się do wymiany akumulatora trakcyjnego. Jest to najdroższy element takiego samochodu, a jego koszt nierzadko oscyluje w granicach 100 tysięcy złotych.
Ten mit niestety mocno ciąży na całej branży, a prawda jest taka, że dzisiejsze akumulatory wytrzymują bardzo długie dystanse, czego najlepszym przykładem jest nasz redakcyjny samochód: po dwóch latach eksploatacji, przejechaniu ponad 30 tysięcy kilometrów, Kia EV6 wykazuje zużycie baterii na poziomie 0 procent (słownie: ZERO procent). Artykuł opisujący proces kontroli akumulatora w trakcie przeglądu, znajdziecie TUTAJ.
Inna sprawa to łatwopalność elektryków, czyli kolejny mit nie mający pokrycia w faktach. Liczby nie kłamią: liczba pożarów aut elektrycznych nie odbiega od normy, a nawet jest zdecydowana niższa niż w przypadku pojazdów spalinowych. Ciekawą informację w temacie obrotu używanymi autami elektrycznymi przynosi raport platformy Otomoto, w którym wyczytać można, iż w październiku w zasobach serwisu było 4277 ogłoszeń dotyczących pojazdów elektrycznych z drugiej ręki.
Czy to dużo? Był to ledwie procent wszystkich ogłoszeń samochodów używanych, więc rynek wtórny, porównując do ogólnej liczby osobowych elektryków zarejestrowanych nad Wisłą (stan na koniec października 107 931 egzemplarzy), dzisiaj jest dość mały.
Elektromobilność klasy premium w październiku miała wzięcie
Ubocznym skutkiem popularności programu NaszEauto jest praktycznie wyczyszczenie rynku z tanich elektryków. Osoby, które dzisiaj chciałyby jeszcze kupić takie auto, muszą brać to, co jest na placu, żeby zdążyć z rejestracją oraz z wnioskiem do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Z oferty zniknęła nawet Dacia Spring, której całkiem spore ilości stały jeszcze niedawno u dealerów, a nowa odmiana jeszcze do Polski nie dotarła. Zaskoczeniem października był fakt, że najwięcej samochodów elektrycznych sprzedało w Polsce… Audi. Taki rezultat wyniknął z dwóch kwestii: u dealerów było całkiem sporo samochodów na placach, a poza tym niemiecka marka wdrożyła program dużego rabatowania.
W jednym z komentarzy pod programem Motoenergia, nasz widz poinformował o zakupie modelu Audi A6 e-tron, którego cena została obniżona z 390 tysięcy, do kwoty 276 tysięcy złotych, a więc do maksymalnego poziomu ustalonego regulaminem programu NaszEauto.
Najpopularniejszym elektrycznym modelem Audi w październiku był SUV Q4 e-tron, kosztujący w podstawowej konfiguracji 213 500 złotych. Takich pojazdów sprzedano i zarejestrowano w ilości 252 egzemplarzy. Drugim w kolejności modelem, który w październiku miał wzięcie był Q6 e-tron (209 pojazdów), a trzecim najnowsza limuzyna A6 e-tron (124 egzemplarze).
Łącznie w październiku niemiecka marka ulokowała nad Wisłą 602 elektryki, co przy sprzedaży na poziomie 4811 pojazdów, stanowi 12,5 procent ubiegłomiesięcznej sprzedaży pojazdów zeroemisyjnych.

Źródła: własne, Audi, PSNM










