W związku z tym, Polskie Towarzystwo Przesyłu i Rozdziału Energii Elektrycznej (PTPIREE), którego zadaniem jest merytoryczne opracowanie wymogów, uwzględniając informacje od uczestników rynku oraz biorąc pod uwagę czas niezbędny do uzyskania certyfikatów zgodności, w celu uniknięcia zakłóceń w procesie przyłączania instalacji wytwórczych, zdecydowało się na przedłużenie okresu przejściowego. W praktyce, certyfikat będzie obowiązywał od 1 maja 2022 roku.

O ile większość branży skupiła się na kwestii certyfikacji w kontekście mikroinstalacji fotowoltaicznych, bo to one stanowią ponad 80% polskiego rynku PV, o tyle warto zwrócić uwagę, że w kontekście dużych farm fotowoltaicznych proces certyfikacji jest jeszcze bardziej skomplikowany.

Moduły wytwarzania energii

Synchroniczny moduł wytwarzania energii oznacza niepodzielny zestaw instalacji, który może wytwarzać energię elektryczną w taki sposób, że częstotliwość generowanego
napięcia, prędkość wirowania generatora oraz częstotliwość napięcia sieciowego pozostają w stałej proporcji i są tym samym zsynchronizowane. Granice zakresów mocy modułów wytwarzania energii ustalane są na podstawie progów mocy, przy jednoczesnym uwzględnieniu poziomu napięcia ich punktu przyłączania. I tak mamy moduły wytwarzania A, B, C i D.

W przypadku grupy C (od 50 MW) i grupy D (od 75 MW) sam proces certyfikacji trwa zdecydowanie dłużej, ale to nie wszystko. Problem polega na tym, że sama certyfikacja nie rozwiąże w stu procentach problemu przyłączenia dużych instalacji, z falownikami o dużej mocy, do sieci. Dlaczego? Ponieważ, zgodnie z dokumentem PTPIREE, procedury wykorzystywania certyfikatów – oprócz przedstawienia certyfikatów dla dużych instalacji, czyli dla instalacji z grupy C i D, zakładają, że dodatkowo na tych obiektach trzeba będzie jeszcze przeprowadzić testy polowe. Samo posiadanie tych certyfikatów, nie rozwiąże do końca problemu.

Może się okazać, że wykonawca bez wsparcia producenta już na etapie odbioru farmy może mieć problem, aby poradzić sobie z procesem uzyskania certyfikatu polowego. Myślę, że szczególnie w pierwszym okresie po wejściu w życie nowych przepisów będzie to wymagało dodatkowej uwagi i wsparcia producentów. W perspektywie długoterminowej te procedury testowania na obiekcie będą już pewnie bardziej znane wykonawcom, natomiast w tej chwili konieczność przeprowadzania testów może się jeszcze wydawać problemem.

Warto jeszcze dodać, że kodeks sieciowy tak naprawdę jest zbiorem generalnych zasad, które zostały uspójnione dla całej Unii Europejskiej, ale każdy kraj ma prawo do tego, żeby sobie ten zbiór doprecyzować. To oznacza, że de facto certyfikat uzyskany w Polsce jest tak naprawdę certyfikatem, który obowiązuje tylko u nas w kraju. Myślę, że byłoby prościej, gdyby przepisy poszczególnych krajów były ujednolicone. Działamy na wspólnym rynku: energia wytworzona z polskiej farmy fotowoltaicznej może popłynąć do innego kraju i vice versa.

Jerzy Rudnicki

Sungrow