Koniec blackoutu w Berlinie, nasilają się pytania o rosyjski trop

Koniec blackoutu w Berlinie, nasilają się pytania o rosyjski trop Berlin doświadczył awarii, która na kilka dni zatrzymała miasto. Okres okrzyknięty największym blackoutem od zakończenia II wojny światowej, sparaliżował południowo-zachodnią część stolicy Niemiec, pozbawiając prądu dziesiątki tysięcy mieszkańców i uruchamiając lawinę geopolitycznych spekulacji. Sprawdźmy fakty. Największy blackout w Berlinie od II wojny światowej pozbawił prądu ok. 45 tys. gospodarstw domowych i sparaliżował południowo-zachodnią część miasta. Do sabotażu przyznała się ekstremistyczna grupa Vulkangruppe, jednak sposób ataku i jego skutki, dotykające głównie zwykłych mieszkańców, podważają spójność deklarowanych przez nią motywów. Spekulacje o rosyjskim tropie narastają, lecz niemieckie służby i media studzą emocje, wskazując, że językowe nieprawidłowości w manifeście nie stanowią jednoznacznego dowodu ingerencji zewnętrznej.

Berlin doświadczył awarii, która na kilka dni zatrzymała miasto. Okres okrzyknięty największym blackoutem od zakończenia II wojny światowej, sparaliżował południowo-zachodnią część stolicy Niemiec, pozbawiając prądu dziesiątki tysięcy mieszkańców i uruchamiając lawinę geopolitycznych spekulacji. Sprawdźmy fakty.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Koniec blackoutu w Berlinie, nasilają się pytania o rosyjski trop Berlin doświadczył awarii, która na kilka dni zatrzymała miasto. Okres okrzyknięty największym blackoutem od zakończenia II wojny światowej, sparaliżował południowo-zachodnią część stolicy Niemiec, pozbawiając prądu dziesiątki tysięcy mieszkańców i uruchamiając lawinę geopolitycznych spekulacji. Sprawdźmy fakty. Największy blackout w Berlinie od II wojny światowej pozbawił prądu ok. 45 tys. gospodarstw domowych i sparaliżował południowo-zachodnią część miasta. Do sabotażu przyznała się ekstremistyczna grupa Vulkangruppe, jednak sposób ataku i jego skutki, dotykające głównie zwykłych mieszkańców, podważają spójność deklarowanych przez nią motywów. Spekulacje o rosyjskim tropie narastają, lecz niemieckie służby i media studzą emocje, wskazując, że językowe nieprawidłowości w manifeście nie stanowią jednoznacznego dowodu ingerencji zewnętrznej.
  • Największy blackout w Berlinie od II wojny światowej pozbawił prądu ok. 45 tys. gospodarstw domowych i sparaliżował południowo-zachodnią część miasta.
  • Do sabotażu przyznała się ekstremistyczna grupa Vulkangruppe, jednak sposób ataku i jego skutki, dotykające głównie zwykłych mieszkańców, podważają spójność deklarowanych przez nią motywów.
  • Spekulacje o rosyjskim tropie narastają, lecz niemieckie służby i media studzą emocje, wskazując, że językowe nieprawidłowości w manifeście nie stanowią jednoznacznego dowodu ingerencji zewnętrznej.

Awaria, jakiej nie było od dekad

Rozległa przerwa w dostawach energii elektrycznej dotknęła dzielnicę Steglitz-Zehlendorf w sobotę. Wówczas bez prądu znalazło się około 45 tysięcy gospodarstw domowych, a działalność musiało zawiesić ponad dwa tysiące firm. Zamknięto szkoły, przedszkola i żłobki, a miasto zaczęło funkcjonować w trybie kryzysowym. Jak donoszą światowe media, miniony blackout można uważać za najdłuższą masową przerwę w dostawach prądu w Berlinie od zakończenia II wojny światowej. Prace naprawcze utrudniały mrozy, a pełne przywrócenie zasilania wymagało położenia nowych, tymczasowych kabli.

Oficjalnie do zakończenia blackoutu udało się doprowadzić już w środę (7 stycznia), choć wcześniejsze szacunki mówiły o przełomie czwartku i piątku. Kluczowe połączenie kablowe zostało uruchomione i przetestowane. Dlatego awarię udało się usunąć wcześniej, niż pierwotnie zapowiadano. Jednocześnie mieszkańców poproszono o rozwagę. Władze apelowały, aby nie uruchamiać od razu urządzeń o dużym poborze mocy, takich jak pralki, suszarki, czajniki elektryczne czy stacje ładowania samochodów elektrycznych, by nie przeciążyć sieci. 

Kto stoi za atakiem?

Szybko okazało się, że nie była to zwykła awaria techniczna. Do ataku przyznała się ekstremistyczna organizacja Vulkangruppe. Jak wcześniej informowaliśmy, sabotaż polegał na podpaleniu kabli energetycznych na jednym z berlińskich mostów.

Grupa twierdzi, że jej celem było odcięcie od dostępu do elektryczności klasy rządzącej oraz uderzenie w przemysł paliw kopalnych i centrów AI. Organizacja była już wcześniej łączona z atakami na infrastrukturę krytyczną i znajduje się w kręgu zainteresowania federalnej prokuratury pod kątem terroryzmu. Jednak pojawia się coraz więcej problemów z wiarygodnością tego scenariusza. 

Po pierwsze, jak wiemy blackout zemścił się przede wszystkim w klasie średniej. To właśnie zwykli mieszkańcy zostali pozbawieni dostępu do prądu, ogrzewania, możliwości przygotowania posiłków, a nawet komunikowania się za pośrednictwem telefonów. Sytuacja okazała się tym bardziej groźna dla osób starszych i chorych, gdyż szpitale i placówki specjalistyczne też nie miały dostępu do prądu. Jak zatem wyjaśnić próbę zwrócenia uwagi przez Vulkangruppe na kryzys klimatyczny i zaniedbania rządzących w taki sposób? W międzyczasie pojawił się także inny, niepokojący trop.     

Językowe wątpliwości

Wkrótce po publikacji manifestu Vulkangruppe pojawiły się spekulacje o możliwym rosyjskim tle ataku. Niemieckie media zwróciły uwagę na nietypową formę oświadczenia oraz błędy językowe, które odbiegają od wcześniejszych komunikatów Grupy.

Dziennik Tagesspiegel poinformował, że autentyczność dokumentu bada niemiecki kontrwywiad. Już teraz eksperci wskazują na fragmenty, które mogły być pierwotnie napisane w innym języku niż niemiecki, a następnie przetłumaczone automatycznie. Zwrócono uwagę m.in. na błędną pisownię nazwisk znanych polityków oraz nienaturalną strukturę tekstu.

Ostrożność służb i studzenie emocji

Mimo medialnej burzy, władze federalne zachowują daleko idącą wstrzemięźliwość. W kręgach bezpieczeństwa rosyjski udział uznawany jest za możliwy, ale mało prawdopodobny. Alternatywne scenariusze zakładają udział tzw. inspirowanych aktywistów. Niemieckie dzienniki również również podkreślają, że błędy językowe nie są wystarczającym dowodem na rosyjski pierwowzór oświadczenia, a część argumentów krążących w mediach społecznościowych ma charakter spekulacyjny. Na oficjalne wyniki śledztwa trzeba będzie poczekać. 

Źródła: Reuters, der Tagesspiegel 

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia