Koniec net-meteringu za 6 lat – co dalej z najstarszymi prosumentami?

Rok 2031 – to właśnie wtedy pierwsi uczestnicy systemu opustów, czyli dobrze znanego net meteringu, przestaną być objęci gwarancjami prawnymi obowiązującymi od 2016 roku. Temat ten, choć kluczowy nie tylko dla branży, ale także dla całego systemu elektroenergetycznego, nie jest jeszcze dostatecznie dobrze omówiony. W ostatnich dniach odbyła się debata organizowana przez redakcję GLOBENERGIA, w której udział wziął cały zarząd Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej i Magazynowania Energii (SBFiME). Przedmiotem rozmów ekspertów był m. in. rok 2031 – dlaczego jest on szczególny?

- Już za sześć lat skończą się umowy pierwszych prosumentów korzystających z net meteringu – czy będzie to oznaczało zakaz wprowadzania energii do sieci?
- Brak regulacji prawnych dotyczących przedłużania umów prosumenckich to nie tylko problem indywidualnych klientów, ale także ryzyko dla samej sieci.
- Procesy legislacyjne mogą trwać latami – nie jest jest jeszcze zbyt późno na wszczęcie rozmów, ale to ostatnia chwila.
Net metering – umowa bez możliwości przedłużenia
W lipcu 2016 roku w życie wszedł ustalony ustawą o odnawialnych źródłach energii z 20 lutego 2015 roku system net-meteringu. System ten pozwalał prosumentom, czyli wytwórcom energii elektrycznej z OZE, na rozliczanie się z nadwyżek energii wytworzonej i dostarczonej do sieci energetycznej z ilością energii pobranej z sieci. Założenie było więc bardzo proste – odliczaliśmy energię, którą wprowadzaliśmy do sieci, od energii, którą z tej sieci pobieraliśmy. Dzięki temu rachunki prosumentów były niższe o ilość odliczonej energii, co przekładało się na spore oszczędności. System opustów został jednak przewidziany tylko na 15 lat, a więc na okres zamykający się w 2031 roku. Oznacza to, że już za 6 lat pierwsze gospodarstwa domowe mogą zostać formalnie pozbawione statusu prosumenta. Co więcej, brakuje obecnie jakichkolwiek regulacji prawnych określających, co stanie się z tymi użytkownikami po wygaśnięciu dotychczasowych zasad. Maciej Borowiak, prezes SBFIME, podczas debaty zauważył, że nie ma obecnie żadnych mechanizmów przejściowych, a przeciętny użytkownik może mylnie zakładać, że przejdzie automatycznie do nowego systemu net-billingu.
Tymczasem nawet dziś taka zmiana wiąże się z koniecznością ponownego przystąpienia do umowy na nowych warunkach, przy czym okres obowiązywania systemu jest liczony łącznie, a nie od nowa. Oznacza to, że przejście na nowy system nie wydłuża okresu, w którym możliwym będzie rozliczanie się z energii wprowadzanej do sieci.
Eksperci wskazują, że na chwilę obecną obserwujemy sytuację przeciwną do tego, co możemy obserwować w przypadku innych usług, jak na przykład dostęp do internetu czy telewizji. W ich przypadku po zakończeniu umowy często następuje automatyczne przedłużenie. Wielu użytkowników może spodziewać się podobnej logiki również w przypadku fotowoltaiki. Niestety, prawo energetyczne nie przewiduje obecnie takiej ścieżki.
Brak ciągłości – ryzyko dla rynku i sieci
System net-meteringu obowiązuje przez 15 lat od momentu podłączenia instalacji. Po jego zakończeniu brakuje obecnie jakichkolwiek formalnych wytycznych, co do dalszego statusu prawnego i rozliczeń energetycznych. W związku z tym istnieje realne ryzyko, że użytkownicy otrzymają jedynie informację od operatora o wygaśnięciu uprawnień, bez alternatywnego systemu rozliczeń. Bogdan Szymański - wiceprezes zarządu SBFiME, zaznaczył podczas rozmowy, że jest to sytuacja nieakceptowalna z punktu widzenia rynku i zaufania inwestorów indywidualnych.
Warto zwrócić jednocześnie uwagę na niebezpieczny precedens – z jednej strony Polska zachęca do inwestowania w mikroinstalacje i wspiera rozwój energetyki obywatelskiej, a z drugiej nie planuje długofalowego utrzymania uczestników rynku w systemie energetycznym. Eksperci podkreślają, że jeśli sytuacja się nie zmieni, najwcześniej w 2031 roku operatorzy mogą formalnie zakazać wprowadzania energii do sieci gospodarstwom, których uprawnienia wygasły. W takiej sytuacji można przypuszczać, że pierwsze przypadki wygaśnięcia umowy i odłączenia od systemu będą zapewne marginalne liczbowo i mogą „przejść bez echa”, jednak z biegiem lat może to dotyczyć milionów gospodarstw. To potencjalna luka systemowa, która wymaga uwagi już teraz!
Odcinanie od sieci tysięcy, a następnie milionów instalacji prosumenckich to dla systemu strata kilku terawatogodzin energii rocznie. Obecnie fotowoltaika, głównie prosumencka, zaspokaja 9% zapotrzebowania sieci na energię. Stopniowe odłączanie instalacji PV będzie wiązało się ze spadkiem tego udziału, a więc z koniecznością zapełnienia luki przez inne źródła, w szczególności latem. Problem w tym, że energetyka wiatrowa osiąga znacznie lepsze liczby zimą niż latem, a hydroenergetyka, biogaz i biomasa mogą nie posiadać wystarczającej mocy, aby skutecznie zastąpić fotowoltaikę. Czy w uzupełnianiu braków musiałby więc pomagać węgiel?
Sześć lat? To za chwilę
Choć pozornie może się wydawać, że 2031 r. to odległy termin, to w realiach długofalowych procesów legislacyjnych i inwestycyjnych jest to „niemal jutro”. Choć eksperci stwierdzają, że wciąż mamy wystarczająco dużo czasu, tak obecny moment to ostatni realny dzwonek, by uniknąć prawnej próżni dla ponad 1,5 miliona prosumentów oraz skutecznie przygotować rynek, użytkowników i system energetyczny na tę zmianę. Specjaliści wskazują, że prace legislacyjne powinny zostać podjęte już teraz, ponieważ mogę one trwać nie miesiące, a lata. Na szczęście branża wskazuje na możliwe proste rozwiązania prawne, które mogłyby zostać wdrożone z dużym wyprzedzeniem. Jedną z propozycji jest ustawa gwarantująca, że po zakończeniu 15-letniego okresu prosument nadal będzie mógł wprowadzać energię do sieci i rozliczać ją po rynkowej cenie — bez konieczności szczegółowego określania zasad w samym akcie prawnym. Taki zapis zapewniłby minimum pewności prawnej, unikając tzw. „czarnej dziury legislacyjnej”.
Warto podkreślić tutaj rolę stowarzyszeń branżowych, nie tylko SBFiME, ale także innych organizacji, które powinny inicjować dialog z decydentami oraz monitorować sytuację regulacyjną. Rozmowy trzeba rozpocząć już dziś, ponieważ od tego zależy stabilność rynku prosumenckiego i zaufanie inwestorów indywidualnych, które jest jednym z filarów rozwoju OZE w Polsce.
Jak dostosować się do sytuacji, której nikt nie przewidział?
Niezrozumiałym może się wydawać, w jaki sposób mogło dojść do tego typu problemu, ale warto pamiętać, że skala rozwoju fotowoltaiki w Polsce zaskoczyła nawet optymistów. Prezes Borowiak podczas debaty zauważył, że nikt nie przewidział 1,5 miliona prosumentów, a tak duża liczba zmieniła całą filozofię podejścia do tego segmentu rynku.
Eksperci zauważają, że dla porównania, wcześniej planowano milion samochodów elektrycznych. Liczba ta wciąż pozostaje jednak daleko w tyle za rzeczywistością fotowoltaiczną. Rozwój technologii, spadające koszty komponentów i liczne programy wsparcia spowodowały prawdziwy boom, który nałożył się na lukę regulacyjną dotyczącą długofalowego rozliczania energii. Co więcej, kolejne 5–6 lat może przynieść radykalne zmiany technologiczne. Rozwój magazynów energii, ich upowszechnienie i spadek cen może całkowicie zmienić sposób, w jaki gospodarstwa domowe zarządzają nadwyżkami energii. Obecnie brak możliwości pełnej autokonsumpcji powoduje konieczność oddawania energii do sieci. W przyszłości może się to zmienić. Musimy się więc uczyć, jak na bieżąco dostosowywać się do panującej sytuacji i reagować na nagłe zmiany rynkowe. Ideą prosumenta jest lokalna produkcja i lokalna konsumpcja, co pozwala sieci pełnić jedynie rolę wsparcia, a nie głównego narzędzia rozliczeniowego. Osiągnięcie tego stanu może jeszcze sporo potrwać, a więc do tego czasu trzeba dostosowywać system do aktualnych realiów.
Rozważając możliwe sposoby na poradzenie sobie z obecnym problemem, warto spojrzeć na praktyki stosowane w Niemczech, gdzie – jak przypomniano w trakcie debaty – wprowadzanie energii z mikroinstalacji bywa ograniczone procentowo, np. do 70% mocy przyłączeniowej. Ograniczenia te mają na celu stabilizację sieci i przeciwdziałanie jej przeciążeniom. W polskim kontekście może to być kierunek wart rozważenia, zwłaszcza jeśli udział źródeł rozproszonych będzie dalej dynamicznie rosnąć. Jednocześnie, wprowadzenie takich limitów bez zapewnienia alternatywnych mechanizmów, takich jak magazyny energii, mogłoby zostać odebrane jako uderzenie w podstawy energetyki obywatelskiej.










