Kuba dalej bez prądu, mieszkańcy wyszli na ulice

W ciągu ostatnich dni Kuba ponownie stała się areną masowych protestów przeciwko wielogodzinnym blackoutom, które sparaliżowały codzienne życie mieszkańców. To kolejny rozdział trwającego od miesięcy kryzysu energetycznego, o którym informowaliśmy ostatnio w październiku. Dziś widać wyraźnie, że problem nie tylko się nie rozwiązał, ale nabrał dramatycznych rozmiarów.

- Na Kubie narastają masowe protesty przeciwko wielogodzinnym przerwom w dostawach prądu.
- Kryzys energetyczny trwa od miesięcy i stale się pogłębia, mimo wcześniejszych ostrzeżeń.
- Blackouty sparaliżowały codzienne życie mieszkańców, wywołując falę społecznego sprzeciwu.
Tysiące ludzi na ulicach
Według niezależnych mediów od poniedziałku na Kubie odbyło się kilkanaście protestów w różnych częściach kraju, szczególnie w Hawanie, Guantanamo i Las Tunas. Manifestacje wybuchają zazwyczaj po zmroku – w momencie, gdy przerwy w dostawach prądu najbardziej paraliżują życie mieszkańców.
W tłumie słychać było dźwięk uderzających o siebie garnków i metalowych łyżek – to charakterystyczny znak społecznego sprzeciwu na Kubie. Najczęściej wykrzykiwane hasła brzmiały: „Szanujcie ludzi!”, „Chcemy energii!”, „Czas na prąd i wodę!”
W wielu miejscowościach doszło do blokad dróg i palenia ognisk na jezdniach, co stało się symbolem bezsilności wobec codziennych, wielogodzinnych, a niekiedy nawet kilkunastogodzinnych przerw w dostawach prądu. Co gorsze, wraz z blackoutami zanika również dostęp do internetu, przez co mieszkańcy są odcięci od informacji i kontaktu ze światem.
W październiku sygnalizowaliśmy skalę problemu
To, co dziś obserwujemy na ulicach, ma swoje źródło w długotrwałej niewydolności kubańskiego systemu elektroenergetycznego. Już w październiku alarmowaliśmy, że kraj mierzy się z jedną z największych awarii energetycznych od lat. Wówczas lokalne media informowały o:
- awariach siedmiu elektrowni,
- deficycie mocy sięgającym 1600 MW,
- jednostkach wyłączanych z powodu braków paliwa i części zamiennych,
- rekordowej liczbie ponad 2 tys. antyrządowych protestów w ciągu dwóch miesięcy.
Choć na wyspie powstają nowe farmy fotowoltaiczne, ich łączna moc (w październiku 497 MW) nie była w stanie zrównoważyć deficytu w systemie. Problemem pozostaje bowiem strukturalne niedoinwestowanie, przestarzała infrastruktura oraz chroniczny brak paliw kopalnych.
W wielu regionach kraju przerwy w dostawach prądu trwają po kilkanaście godzin dziennie. W Hawanie odnotowano nawet ponad 10 godzin nieprzerwanego blackout’u, a pełne przywrócenie zasilania nastąpiło dopiero nad ranem. Energetyczne niedobory natychmiast przekładają się na braki w dostępie do wody pitnej, bo systemy pompujące i uzdatniające nie są w stanie pracować bez zasilania. Codzienność Kubańczyków sprowadza się więc do walki o podstawowe zasoby.
Bezradność władz podsyca gniew
Minister energii Vicente de la O Levy otwarcie przyznał w październiku, że zapasów paliwa wystarczy jedynie na kilka dni. To dramatyczna diagnoza, która potwierdza, że kraj znajduje się na skraju energetycznej zapaści.
Dodatkowo opinia publiczna oburzyła się po wypowiedzi wicepremier Inés Maríi Chapman, która zasugerowała, by… wynosić telewizory na ulice i podłączać je do generatorów, aby móc oglądać newsy podczas blackoutów. W internecie lawinowo pojawiły się komentarze, że władze żyją w zupełnie innej rzeczywistości niż obywatele.
Co dalej z kubańską energetyką?
System elektroenergetyczny Kuby stoi na krawędzi trwałego załamania. Przy deficytach mocy sięgających od 550 do nawet 1600 MW, rosnącej liczbie awarii oraz chronicznym braku stabilnych dostaw paliw trudno mówić o jakiejkolwiek szybkiej poprawie sytuacji. Problemy mają charakter systemowy, ponieważ infrastruktura jest przestarzała i wymaga ogromnych nakładów finansowych, kraj pozostaje silnie uzależniony od importu paliw, brakuje części zamiennych i zaplecza technicznego, a nowe instalacje OZE, choć potrzebne i intensywnie rozwijane, nie mają wystarczającej mocy, by realnie odciążyć sieć. Dlatego protesty, jakie obserwujemy dziś, nie są wyłącznie spontaniczną reakcją na brak światła wieczorem. To coraz głośniejsze wołanie o stabilność, bezpieczeństwo i normalność, których Kubańczycy zostali pozbawieni od wielu miesięcy.
Źródła: CubaHeadlines, HavanaTimes, PAP.









