Kuba kolejny miesiąc walczy z blackoutem

Saga zmierzchu na Kubie trwa dalej, to już kolejny miesiąc z rzędu. Wschodnia Kuba dosłownie zgasła. W środę cztery prowincje zostały odcięte od prądu po nagłym wyłączeniu dwóch elektrowni, co doprowadziło do pełnego blackoutu. Kubański system energetyczny działa na granicy wytrzymałości.

- Wschodnia Kuba pogrążyła się w całkowitym blackoutcie, gdy po odłączeniu dwóch elektrowni prąd zniknął w prowincjach Holguin, Granma, Santiago de Cuba i Guantanamo.
- Kryzys energetyczny na wyspie napędzają braki paliwa i fatalny stan infrastruktury, przez co mieszkańcy bywają pozbawieni energii nawet przez 20 godzin na dobę.
- Sytuację pogłębia presja USA i ograniczenia dostaw ropy z zagranicy, co zwiększa ryzyko kryzysu humanitarnego i kolejnych długotrwałych przerw w zasilaniu.
Blackout na Kubie: które regiony zostały odcięte od prądu?
Według doniesień portalu Cibercuba, cytowanych przez PAP, całkowity brak energii elektrycznej objął prowincje Holguin, Granma, Santiago de Cuba oraz Guantanamo. Powodem miało być odłączenie dwóch elektrowni, co natychmiast sparaliżowało wschodnią część wyspy. Państwowa firma energetyczna UNE potwierdziła przerwy w dostawach energii, ale nie podała ani przyczyny awarii, ani przewidywanego terminu przywrócenia zasilania. A to, w realiach kryzysu, tylko dolewa oliwy do ognia.
- Po raz pierwszy o serii blackoutów na Kubie donosiliśmy jeszcze w październiku: Kuba pogrążona w ciemności – nie widać końca serii blackoutów
Kuba bez prądu nawet 20 godzin dziennie
Choć blackout brzmi jak nagła katastrofa, w praktyce mieszkańcy Kuby od dawna żyją w rzeczywistości, gdzie prąd jest luksusem. W ostatnich tygodniach niedobory paliwa powodowały, że dostawy energii były przerywane nawet na 20 godzin na dobę. To oznacza paraliż codzienności: nie działają lodówki, klimatyzacja, windy, transport, a często także sieci telekomunikacyjne. W kraju o wysokich temperaturach i ograniczonym dostępie do zasobów każdy dzień bez prądu staje się próbą przetrwania.
Główna przyczyna kryzysu: uzależnienie od importu paliw
Kuba od lat opiera swoją energetykę na paliwach kopalnych sprowadzanych z zagranicy. Import ropy pokrywa około 2/3 zapotrzebowania energetycznego kraju. To sprawia, że każda blokada logistyczna, polityczna lub ekonomiczna natychmiast odbija się na stabilności dostaw prądu. Gdy ropa przestaje docierać na wyspę, elektrownie nie mają czym pracować. Sieć energetyczna traci margines bezpieczeństwa, a kolejne awarie zaczynają działać jak domino.
Sankcje USA i odcięcie ropy z Wenezueli
Kryzys pogłębił się po decyzjach administracji USA, która odcięła Kubę od dostaw ropy z Wenezueli. Dodatkowo Waszyngton zapowiedział możliwość nałożenia tzw. ceł wtórnych na państwa, które dostarczają paliwo na wyspę.
Taka groźba wystarczyła, by wywołać efekt mrożący. Meksyk, który po wydarzeniach w Wenezueli stał się kluczowym dostawcą ropy dla Kuby, w połowie stycznia wstrzymał transporty pod presją amerykańską. W praktyce oznacza to, że Kuba znalazła się w sytuacji, w której energetyka jest zakładnikiem polityki międzynarodowej.
Meksyk między presją USA a wsparciem dla Hawany
Prezydent Meksyku Claudia Sheinbaum otwarcie ostrzega, że nakładanie ceł na kraje dostarczające ropę Kubie może doprowadzić do katastrofy humanitarnej. Podkreślała, że brak paliwa uderzy bezpośrednio w szpitale, dostawy żywności oraz podstawowe usługi.
Według Reutersa, rozmowy z USA trwają niemal codziennie i pojawia się nadzieja na kompromis. W przypadku porozumienia Meksyk mógłby w ciągu kilku dni wysłać tankowiec z benzyną oraz pomoc humanitarną. Ale do tego czasu kubański system energetyczny przypomina instalację na prowizorycznych kablach: działa, dopóki nie nastąpi kolejny wstrząs.
Energetyczna ruina zamiast modernizacji
Problem Kuby nie kończy się na paliwie. Nawet jeśli ropa dociera, infrastruktura elektroenergetyczna pozostaje w fatalnym stanie. Elektrownie i sieci przesyłowe są przestarzałe, niedofinansowane i podatne na awarie.
W wielu źródłach wskazuje się na złe zarządzanie oraz chroniczne niedoinwestowanie sektora, który pozostaje pod kontrolą komunistycznych władz w Hawanie. Rząd Kuby natomiast konsekwentnie obarcza winą sankcje amerykańskie. Efekt jest taki, że zamiast długofalowej modernizacji kraj funkcjonuje w trybie awaryjnym, łatając dziury, które wracają przy każdej większej awarii.
Blackout na Kubie a ryzyko kryzysu humanitarnego
Brak prądu to nie tylko problem komfortu życia. To ryzyko poważnego kryzysu humanitarnego. ONZ ostrzega, że dalsze ograniczenia dostaw ropy mogą doprowadzić do katastrofy, szczególnie jeśli blackouty obejmą szpitale i systemy zaopatrzenia w wodę. Departament Stanu USA ogłosił przekazanie Kubie pomocy humanitarnej o wartości 6 mln dolarów, przekazywanej przez Caritas. W pakietach mają znaleźć się m.in. żywność (ryż, makaron, tuńczyk), środki higieniczne oraz niewielkie lampy solarne pozwalające także ładować telefon. To symboliczne, ale wymowne: kiedy państwo nie jest w stanie zapewnić energii, ratunkiem stają się latarki solarne.
Co dalej?
Obecny blackout na wschodzie kraju nie wygląda jak incydent, ale jak zapowiedź kolejnych przerw w dostawach prądu. Bez stabilnych dostaw ropy i modernizacji infrastruktury energetycznej Kuba będzie nadal dryfować od awarii do awarii. W tej układance paliwo jest zapalnikiem, a infrastruktura beczką prochu. Jeśli zabraknie jednego lub drugiego, ciemność wróci, i to szybciej, niż zdąży zgasnąć ostatnia świeca w oknie mieszkańców Holguin czy Santiago de Cuba.
Dziś problemem jest prąd. Jutro może być woda, szpitale i żywność. A wtedy nie będzie to już tylko kryzys energetyczny, lecz pełnowymiarowy test odporności państwa.
Źródła: PAP, UNE, Reuters, ONZ










