Magazyny energii: w Polsce wciąż musimy walczyć o oczywiste ułatwienia, a Niemcy po prostu przyspieszają

W Polsce każdy krok w kierunku ułatwień dla magazynów energii wydaje się małą rewolucją, poprzedzoną batalią branży, konsultacjami kryzysowymi i walką z pomysłami, które potrafią zablokować rozwój całego sektora na lata. Wrażenie jest jedno: jeśli chcemy cokolwiek uprościć, państwo robi najpierw dwa kroki wstecz, a dopiero później jeden do przodu. Tymczasem po drugiej stronie Odry widać zupełnie inne podejście.

- Pierwotny projekt nowelizacji Prawa budowlanego zakładał pozwolenie na budowę już dla magazynów powyżej 20 kWh, co groziło paraliżem rynku prosumenckiego.
- Po interwencji branży zmieniono progi, ale nadal wymagają one kosztownych procedur, które najmniejszym inwestorom utrudniają rozwój.
- Niemcy tymczasem przyjmują proste, szybkie i rozwojowe podejście, które wspiera inwestorów zamiast ich blokować.
Polska rzeczywistość:
Gdy w lipcu 2025 r. ujawniono projekt nowelizacji Prawa budowlanego, wiele osób przecierało oczy ze zdumienia. Zapis, który zakładał obowiązek uzyskania pozwolenia na budowę dla magazynów powyżej 20 kWh, był niczym legislacyjna petarda rzucona w centrum rynku prosumenckiego. To poziom pojemności całkowicie typowy dla instalacji domowych, a ustawodawca próbował obciążyć je procedurą zarezerwowaną dotąd dla obiektów przemysłowych. W praktyce mogłoby to doprowadzić do paraliżu sektora: długie tygodnie czekania, kosztowne projekty, uzgodnienia ppoż. i ryzyko, że inwestorzy — zniechęceni wymogami — po prostu przestaną montować magazyny.
Dopiero szybka i konsekwentna reakcja organizacji branżowych, wielogodzinne spotkania z ministerstwem i wspólne stanowisko rynku doprowadziły do złagodzenia najbardziej drastycznych zapisów. Finalnie ustanowiono gradację obowiązków, a próg dla tych najmniejszych magazynów udało się wynegocjować o 10 kWh wyższy. Jednak to wciąż nie jest nawet kompromis.
Zgodnie z procedowaniem nowelizacją Prawa budowlanego dla urządzeń montowanych w budynkach: magazyny do 30 kWh są zwolnione z formalności, urządzenia od 30 do 300 kWh wymagają zgłoszenia i pełnej dokumentacji, a instalacje powyżej 300 kWh — pozwolenia na budowę. Podobnie uregulowano magazyny wolnostojące, z jeszcze wyższymi progami dla dużych obiektów.
Formalnie to krok naprzód, ale mały, ostrożny i, co tu dużo mówić, niewystarczający. Prosumenci i MŚP, czyli ci, którzy najbardziej napędzali rozwój OZE w Polsce, wciąż muszą udźwignąć ciężar procedur, które często są nieproporcjonalne do skali inwestycji. Dokumentacja techniczna, opinie rzeczoznawców, dodatkowe koszty i wydłużony czas montażu sprawiają, że dla wielu inwestorów magazyn energii staje się zbyt skomplikowanym przedsięwzięciem, a szara strefa zaczyna wyglądać jak tańsza alternatywa.
Najwięksi gracze mogą mówić o przewidywalności, bo ich projekty faktycznie zyskały bardziej klarowne ramy prawne. Najmniejsi natomiast, ci, którzy od lat tworzą polską energetyczną rewolucję oddolnie, nadal mają pod górkę.
Pojawia się jeszcze inny problem. Ustanowienie 30 kWh jako pierwszego progu jest liczbą całkowicie oderwaną od rynku i standardów na nim panujących. Inwestorzy, chcący większej pojemności magazynowej, przykładowo muszą kupić dwa moduły po kilkanaście kWh pojemności. Końcowa pojemność systemu nie jest zatem wielkości dokładnie 30 kWh, lecz prędzej 32 kWh. Tym samym nie łapie w ustalonym progu.
Przypomnijmy również spostrzeżenie naszej redakcji jeszcze z okresu publikacji pierwszego projektu nowelizacji, kiedy legislator ustalił limit 20 kWh. Wówczas zwróciliśmy uwagę, że baterie w samochodach elektrycznych mają pojemności kilkukrotnie większe, a można nimi parkować w garażu i nie potrzeba pozwolenia na budowę. Taki samochód równie dobrze może działać jak czynny magazyn energii, dzięki technologii V2Home.

Przyspieszenie u sąsiadów
Na tle polskich zawirowań niemieckie podejście wygląda zgoła odmiennie. Tamtejszy parlament przyjął właśnie zmianę ustawy, która uznaje magazyny energii — elektrycznej, cieplnej i wodorowe — za inwestycje uprzywilejowane w terenach niezurbanizowanych. Wprowadzono wyraźne, jednoznaczne przyśpieszenie procedur. Zamiast pytać, czy magazyn powinien być traktowany jak potencjalne zagrożenie, niemiecki ustawodawca stwierdził: potrzebujemy dużych magazynów, więc uprośćmy ich budowę.
Uprzywilejowany status sprawia, że inwestorzy nie muszą przebijać się przez gąszcz lokalnych planów i długotrwałych uzgodnień. Otwiera to drogę do szybszego stawiania magazynów tam, gdzie mają sens — przy stacjach transformatorowych, na terenach przeznaczonych pod OZE, w miejscach, w których elastyczność sieci jest po prostu potrzebna. Branża w Niemczech nie tylko przyjęła te zmiany z zadowoleniem, ale określiła je jako „usunięcie jednego z największych hamulców transformacji energetycznej”.
Co równie ważne, Niemcy wprowadzają kolejną rewolucyjną zmianę: kończą z dyskryminacją magazynów wielofunkcyjnych. Dotąd z ulg mogły korzystać tylko magazyny ładowane wyłącznie z sieci, co było zupełnym anachronizmem w erze PV.
Źródła: własne. gov, BSW-Solar.
Polecane
Fotowoltaika podrożeje w tym roku. Chiny kończą z tanim eksportem

Magazyny energii vs. ujemne temperatury – co dzieje się z bateriami zimą?








