Majówka z rekordowo ujemnymi cenami energii. Fotowoltaika bez magazynu coraz częściej pracuje za darmo

Majówka brutalnie pokazała, że fotowoltaika bez magazynu energii coraz częściej będzie pracować za darmo. Ceny energii spadały nawet do -1454 zł/MWh, a prosumenci oddający prąd do sieci w takich godzinach nie zarabiali na nim nic. Sprawdzamy szczegóły ujemnych cen energii. Czy można się przed nimi uchronić?

- 1 maja cena energii spadła do rekordowych -1454 zł/MWh. Ujemne ceny utrzymywały się godzinami, głównie przez niskie zapotrzebowanie i wysoką produkcję z fotowoltaiki.
- Prosumenci rozliczani według RCE nie dopłacają przy ujemnych cenach, ale ich depozyt nie rośnie. Energia oddana do sieci w takich godzinach jest więc rozliczana po 0 zł.
- Największe znaczenie zyskują magazyny energii, auta elektryczne i inteligentne sterowanie zużyciem. Kto potrafi wykorzystać prąd w południe, ten lepiej odnajdzie się w nowej rzeczywistości rynku energii.
Majówka bardzo mocno pokazała, jak działa dziś polski rynek energii przy dużej produkcji z fotowoltaiki. W dzień wolny od pracy zapotrzebowanie na prąd spada, a przy słonecznej pogodzie instalacje PV produkują najwięcej energii właśnie w środku dnia. Efekt? Ceny energii potrafią spaść głęboko poniżej zera.
Najmocniej widać to było 1 maja. Ujemne ceny utrzymywały się od 9:00 do 16:45, a około 13:00 padł rekord: -1454 zł/MWh. Następnego dnia okres ujemnych cen trwał podobnie, od 9:15 do 17:00, a minimum wyniosło około -991 zł/MWh. Trzeciego maja ujemne ceny pojawiły się od 8:30 do 9:00 i ponownie od 9:15 do 16:45. Najniższa stawka sięgnęła wtedy około -509 zł/MWh.

Źródło: PSE.
Tak głębokie spadki cen nie są już wyłącznie ciekawostką dla analityków rynku. Coraz częściej przekładają się na realne decyzje gospodarstw domowych, prosumentów, właścicieli magazynów energii i użytkowników samochodów elektrycznych. Dobrym przykładem była sieć Ekoen, gdzie przy korzystnych warunkach cenowych można było ładować się na szybkich ładowarkach za symboliczny 1 grosz za 1 kWh.
Prosumenci oddawali energię za darmo
Dla prosumentów w net-billingu rozliczanych według RCE sytuacja jest mniej przyjemna. Jeżeli instalacja fotowoltaiczna oddaje energię do sieci w okresie ujemnych cen, depozyt nie rośnie. Indywidualny prosument nie dopłaca do energii oddanej przy ujemnej cenie, ale otrzymuje za nią 0 zł.
To ważne, bo godziny ujemnych cen pokrywają się z najlepszą produkcją fotowoltaiki. Właśnie wtedy wiele domowych instalacji ma największe nadwyżki. Bez magazynu energii, samochodu elektrycznego, pompy ciepła, bojlera lub innego elastycznego odbiornika prosument nie ma jak przesunąć zużycia na bardziej opłacalny moment.
Właśnie dlatego sam montaż PV przestaje wystarczać. Coraz ważniejsze staje się sterowanie energią. Dom powinien zużywać prąd wtedy, gdy produkuje go najwięcej, albo magazynować nadwyżki na wieczór.
Magazyny i ceny dynamiczne zyskują sens
Najwięcej możliwości mieli właściciele magazynów energii. Mogli ładować baterię w południe, zamiast oddawać prąd do sieci za zero. Wieczorem, gdy ceny wracały na dodatnie poziomy, energia mogła zasilać dom albo zostać wprowadzona do sieci na korzystniejszych warunkach.
Na podobnej zasadzie zyskiwali odbiorcy rozliczani według cen dynamicznych. Jeżeli ich umowa przenosiła niskie lub ujemne ceny na klienta, opłacało się uruchamiać ładowanie auta, grzanie wody, klimatyzację albo ładowanie magazynu. Oczywiście końcowy efekt zależy od opłat dodatkowych, cennika sprzedawcy i zasad danej oferty.
Majówka była więc nie tylko rekordem cenowym, ale też lekcją dla rynku. Fotowoltaika nadal ma sens, ale jej opłacalność coraz mocniej zależy od autokonsumpcji. Kto potrafi zużyć albo przechować energię w godzinach nadpodaży, zyskuje przewagę. Kto oddaje wszystko do sieci w południe, coraz częściej trafia na zerowe wynagrodzenie.
Źródło: raporty.pse.pl










