Mamy najwięcej gazu w Unii i najwięcej za niego płacimy

Unia Europejska zrobiła historyczny krok: państwa członkowskie i Parlament Europejski porozumiały się w sprawie wygaszenia importu rosyjskiego gazu. Zakaz obejmie LNG od końca 2026 r. i surowiec przesyłany gazociągami od jesieni 2027 r. To polityczny ruch, który może na nowo ułożyć energetyczną mapę Europy. A na środku tej mapy coraz wyraźniej pojawia się Polska. Warszawa wzmacnia swoją pozycję jako regionalne centrum przesyłu i dystrybucji gazu, stając się wręcz bramą do europejskiej infrastruktury LNG. Problem w tym, że równocześnie Polacy płacą dziś najwyższe rachunki za gaz w całej Unii.

- UE podjęła historyczną decyzję o całkowitym wygaszeniu importu rosyjskiego gazu – LNG od 2026 r., a gazociągowego od 2027 r.
- Udział Rosji w europejskim rynku gazu spadł z 45% przed wojną do 12% obecnie, co znacząco ogranicza wpływy Kremla.
- Polska odegrała kluczową rolę w politycznym nacisku na sankcje i wyrasta na jednego z głównych beneficjentów nowej architektury energetycznej.
- Mimo to mamy obecnie najwyższe ceny gazu w UE, ponad 190 euro/MWh, znacznie powyżej krajów Europy Zachodniej.
Europa próbuje skończyć z rosyjskim gazem
„Presja ma sens!” – napisał w mediach społecznościowych minister energii Miłosz Motyka po ogłoszeniu kompromisu między Radą UE a Europarlamentem. Polska od miesięcy zabiegała o odejście Europy od rosyjskiego gazu i dziś może mówić o sukcesie: Unia przyjęła wiążące przepisy o wygaszeniu importu surowca z Rosji. Jeszcze przed agresją na Ukrainę w 2022 roku aż 45% gazu trafiającego do Europy pochodziło z Rosji. Dziś to 12%. Europa chce odciąć Kreml od energetycznego wpływu, a Polska odegrała w tej zmianie jedną z kluczowych ról. Jednocześnie przeobrażenie europejskiego rynku gazu otwiera zupełnie nowy etap rywalizacji o pozycję dostawcy i pośrednika. I tu Polska staje się jednym z największych zwycięzców.
Polska stała się regionalnym hubem gazowym
W tej układance Polska wyrasta na prawdziwy gazowy węzeł Europy Środkowo-Wschodniej. Gaz-System już dziś notuje rekordy przesyłu. W tym roku dostarczy około 20 mld m³ surowca, najwięcej w historii. Szczególnie istotny jest szybki wzrost reeksportu: po niespełna roku eksport przekroczył 1,7 mld m³, a do końca grudnia może osiągnąć 1,9–2,0 mld m³. To kilkukrotnie więcej niż jeszcze kilka lat temu, kiedy roczne wartości oscylowały wokół kilkuset milionów metrów sześciennych.
Za tym boomem stoją inwestycje, które dziś tworzą kręgosłup polskiego bezpieczeństwa energetycznego. LNG z gazoportu w Świnoujściu, gaz bałtycki z Baltic Pipe oraz sieć interkonektorów z Niemcami, Czechami, Słowacją, Litwą i Ukrainą powodują, że polski system staje się kanałem przepływu gazu na cały region. A po uruchomieniu pływającego terminalu LNG FSRU w Zatoce Gdańskiej, a ta rola tylko wzrośnie.
Towar przesyłany z Polski płynie dziś przede wszystkim na Zachód oraz na Ukrainę, której rosyjski agresor zniszczył dużą część infrastruktury gazowej. W 2026 r. reeksport może sięgnąć nawet 3 mld m³, jeżeli kontrakty na to pozwolą.
Gaz zostanie z nami jeszcze długo, ale jest dla nas drogi
W teorii Europa przyspiesza odchodzenie od paliw kopalnych, ale w praktyce gaz ziemny pozostaje nie tylko surowcem przejściowym, lecz wręcz nową podstawą systemu. To wciąż paliwo strategiczne, dwukrotnie mniej emisyjne niż węgiel i może pracować elastycznie w systemie, w którym rośnie udział niestabilnych OZE. Gazowe bloki mogą zostać uruchomione natychmiast. Dlatego zapotrzebowanie na gaz, mimo dekarbonizacyjnych deklaracji, wciąż pozostaje wysokie.
I tu zaczyna się polski paradoks. W momencie, gdy stajemy się jednym z filarów europejskiej infrastruktury gazowej i kluczowym punktem dalszej jego redystrybucji, jednocześnie ponosimy najwyższe koszty. Cena 1 MWh gazu w Polsce wynosi dziś 198 euro, co czyni nas najdroższym krajem w całej UE. Na tle kontynentu wypadamy dramatycznie. Przykładowo w Hiszpanii i Portugali to paliwo wypada nawet 75% taniej. W Francji koszt MWh to około 80 euro.
Dlaczego mamy najdroższy gaz w Europie? Powodów jest wiele: odcięcie od rosyjskiego surowca, koszty infrastruktury, niska konkurencyjność rynku detalicznego, duża rola giełdowych cen i wrażliwość na geopolitykę. A sytuacja może się pogorszyć, jeśli rząd zgodnie z zapowiedziami zniesie tarcze ochronne, co od nowego roku może przełożyć się na skok rachunków dla gospodarstw.
Sukces czy pułapka?
Europa przechodzi przyspieszoną przebudowę rynku gazowego. I niezależnie od tego, jakie będą dalsze decyzje Brukseli, jedno jest pewne; to, co dzieje się z gazem w Europie, coraz częściej będzie przechodzić przez Polskę. I to my będziemy musieli znaleźć sposób, by rosnącą rolę połączyć z rozsądnymi cenami. Polska stoi więc przed trudnym zadaniem: wykorzystać geopolityczną szansę, nie przygniatając przy tym własnych obywateli kosztami energetycznych przewrotów.
Źródła: PAP, gaz-system, X










