Mamy pierwszą stabilizację cen krzemu do PV po gwałtownym rajdzie

Jeszcze niedawno ceny polikrzemu w Chinach przypominały rozpędzony rollercoaster – w pięć tygodni podskoczyły aż o 31%. Teraz jednak rynek wreszcie złapał oddech. Od dwóch tygodni notowania stoją w miejscu, a producenci i inwestorzy z branży PV zerkają na wykresy z mieszaniną ulgi i niepewności.

- Po pięciu tygodniach wzrostów o 31% ceny polisilikonu w Chinach zatrzymały się i pozostają stabilne.
- Dla producentów PV to chwilowe wytchnienie po dynamicznych zmianach cenowych.
- Inwestorzy i analitycy z niepewnością obserwują, czy to początek dłuższego trendu.
Granica opłacalności zatrzymała wzrosty
Dlaczego ten szalony rajd nagle się zatrzymał? Odpowiedź jest prosta – ceny doszły do poziomu, przy którym produkcja wreszcie zaczęła się opłacać większości graczy. Wytwórcy wafli krzemowych, zamiast rzucać się w wir zakupów, stawiają teraz na ostrożny model „kupujemy, kiedy trzeba”. Do tego dochodzą prognozy wzrostu produkcji. Lipiec przyniósł ponad 107 tys. ton polikrzemu, w sierpniu ma być 125 tys., a wrzesień może wyśrubować rekord aż do 140 tys. ton produkcji.
W czasie kiedy globalne wskaźniki cenowe złapały dłuższy moment stabilizacji po okresie spadku, chiński rynek zdążył zanurkować cenowo, wybić się i stanąć. Dobrze to widać na poniższym wykresie.

Tymczasem na rynkach zagranicznych cisza. Global Polysilicon Marker od tygodni tkwi na poziomie $0.039/W, a handel odbywa się głównie na podstawie kontraktów długoterminowych. W tle słychać jednak echa dochodzeń antydumpingowych wobec produktów PV z Indonezji, Laosu i Indii. Choć na razie ich wpływ na rynek polisilikonu jest marginalny, nikt nie lekceważy faktu, że globalna układanka potrafi szybko się zmienić.
Jedno jest pewne – stabilizacja nie potrwa wiecznie. Już na horyzoncie majaczą nowe moce produkcyjne: w Omanie jeszcze w tym roku ruszy świeży zakład, a w USA powstaje fabryka Highland Materials z planowaną zdolnością 16 tys. ton rocznie. Jeśli dołożymy do tego chińskie rekordy produkcji, przyszłość rynku może przypominać sinusoidę – okresy wzrostów przeplatane ostrymi korektami.
Magazyny puchną – groźba nadpodaży
Za rogiem czai się jednak inne wyzwanie: przepełnione magazyny. Jeden z gigantów rynku trzyma już zapasy rzędu 130 tys. ton, a cała branża zgromadziła ilości odpowiadające dwóm miesiącom produkcji. To nic innego jak tykająca bomba nadpodaży. Jeśli nie pojawi się impuls ze strony popytu, ceny mogą wkrótce obrać kurs w dół – tym razem równie gwałtownie, jak wcześniej rosły.
W tle trwa dyskusja o tym, jak ujarzmić rynek. Chińskie władze rozważają powołanie specjalnej platformy, która przejmowałaby nadwyżki mocy produkcyjnych i pilnowała, by fabryki nie kręciły na pełnych obrotach bez opamiętania. Brzmi ambitnie, ale w praktyce nie jest to proste – każdy zakup to nie tylko nowe linie, ale też przejęcie długu. Najwięksi gracze podchodzą więc do sprawy z rezerwą.
Źródło: Analiza OPIS










