Marnujemy darmowy prąd, a moglibyśmy go przekształcić w ciepło

W zeszłym roku Polska zmarnowała aż 1,4 TWh energii z OZE, a więc dwa razy więcej niż w 2024 roku. Jednocześnie płacimy jedne z najwyższych cen za ciepło w Europie. Energia z OZE, której nie jesteśmy w stanie wykorzystać mogłaby je obniżyć, ale brakuje odpowiedniego prawa. 

W zeszłym roku Polska zmarnowała aż 1,4 TWh energii z OZE, a więc dwa razy więcej niż w 2024 roku. Jednocześnie płacimy jedne z najwyższych cen za ciepło w Europie. Energia z OZE, której nie jesteśmy w stanie wykorzystać mogłaby je obniżyć, ale brakuje odpowiedniego prawa. 

Zdjęcie autora: Joanna Kędzierska

Joanna Kędzierska

Dziennikarka, Redakcja Globenergia
W zeszłym roku Polska zmarnowała aż 1,4 TWh energii z OZE, a więc dwa razy więcej niż w 2024 roku. Jednocześnie płacimy jedne z najwyższych cen za ciepło w Europie. Energia z OZE, której nie jesteśmy w stanie wykorzystać mogłaby je obniżyć, ale brakuje odpowiedniego prawa. 
  • Polska ma jedne z najwyższych cen za ciepło w UE, a zamiast odciążać konsumentów, dekarbonizując źródła ciepła, oferuje im dopłaty.
  • Brak zmian legislacyjnych powstrzymuje niezbędną elektryfikację ciepłownictwa.
  • Jednym z rozwiązań jest znana technologia Power-to-Heat, której rozwojowi nie sprzyjają taryfy i opłaty dystrybucyjne. 

Polski system energetyczny nie umie zagospodarować nadwyżek OZE 

Wraz ze wzrostem mocy OZE w Krajowym Systemie Energetycznym, na rynku rośnie liczba godzin z ujemnymi cenami energii. Występują wtedy, kiedy podaż przewyższa popyt. Wówczas Polskie Sieci Energetyczne najczęściej decydują o odłączeniu części instalacji OZE od sieci. W ten sposób najszybciej można przywrócić parametry w KSE. 

Wynika to z faktu, że polski system energetyczny jest niezbilansowany na wiele sposobów. Brak jest przede wszystkim wielkoskalowych magazynów energii, gdzie można by zgromadzić nadwyżki z OZE, bo te dopiero budujemy wraz z sieciami niezbędnymi do ich podłączenia.

Nasza energetyka oparta jest na nieelastycznych, dużych blokach węglowych, których nie można od tak wyłączyć i włączyć, bo ich rozruch trwa kilka dobrych godzin. Łatwiej więc odłączyć od sieci instalacje wiatrowe czy PV. 

Ponadto nasz system ciepłowniczy i otoczenie legislacyjne regulujące jego działanie nie sprzyjają przekształcaniu energii elektrycznej w cieplną za pomocą technologii Power-to-Heat (P2H). A kilka zmian mogłoby wyjść na korzyść zarówno producentom OZE, ciepłowniom, jak i nam – odbiorcom ciepła i ciepłej wody użytkowej. 

Technologia P2H to nic innego jak dobrze znane nam urządzenia przekształcające energię elektryczną w cieplną. Przykładem są większe kotły elektrodowe, ale też pompy ciepła kojarzące się z sieciami ciepłowniczymi 5. generacji. Ta druga technologia mogłaby stać się standardową częścią miejskich ciepłowni i wytwarzać bardzo tanie, a niekiedy darmowe ciepło, jednak otoczenie rynkowe i prawo nie sprzyjają jej rozwojowi. 

Bez magazynów ciepła ani rusz 

Jednocześnie ciepłownictwo jest w Polsce o wiele bardziej zaniedbaną branżą, nawet w porównaniu do elektroenergetyki. Większość instalacji dalej pracuje na węglu, a więc jest obciążona wysokim ETS-em, gdzie zaledwie w 15% produkcję ciepła napędza energia z OZE. 

-Ciepłownictwo to sektor, którego logika przez dekady była budowana wokół spalania paliw i źródeł osadzonych w przewidywalnym modelu pracy — opartym na pogodzie, sezonowości i trwałych relacjach kosztowych niż na krótkookresowych sygnałach z rynku energii elektrycznej. Dlatego ta zmiana napotyka na inercję techniczną, finansową i instytucjonalną – mówi redakcji Globenergia, Piotr Kleinschmidt - Dyrektor Programu Ciepłownictwo w think-tanku Forum Energii.

mówi redakcji Globenergia, Piotr Kleinschmidt - Dyrektor Programu Ciepłownictwo w think-tanku Forum Energii.

Aby rozwijać technologię P2H potrzeba nam kilku rzeczy. Po pierwsze trzeba zacząć budować magazyny ciepła.

-Bez nich trudno jest oddzielić moment produkcji ciepła od momentu dostawy do odbiorcy – podkreśla Piotr Kleinschmidt. 

Nieelastyczne taryfy duszą rozwój P2H 

Dlaczego nie ma w Polsce magazynów ciepła? Jak tłumaczy ekspert – ich rozwojowi nie sprzyja obecny system taryfowy, który nie wynagradza ich wdrożenia. Dlatego producentom ciepła bardziej opłaca się trwanie przy istniejącym modelu, a więc takim gdzie z góry wiemy, jakie dany producent ciepła osiągnie przychody. Pewność daje mu ustalana na rok taryfa ciepła, pozwalająca zawczasu zakontraktować odpowiednią ilość paliwa na długi okres, zna zatem swoje koszty. 

Ten system jest jednak jednocześnie przeszkodą do rozwoju magazynów ciepła i P2H, ponieważ nie premiuje elastyczności. Aby to zmienić potrzebne są więc zmiany legislacyjne. Piotr Kleinschmidt nakreśla, w jaką stronę mogłyby one podążać: 

-Można by wprowadzić ceny benchmarkowe, odnosząc je na przykład do cen gazu ziemnego. Przy cenie ciepła powyżej określonego poziomu obowiązywałyby większe restrykcje taryfowe, natomiast przy sprzedaży ciepła poniżej tego poziomu – mniejsze – proponuje ekspert. 

Oczywiście to nie wszystko – konieczna byłaby również zasadnicza zmiana filozofii działania ciepłowni oraz reorganizacja jej pracy. Musiałyby się w niej pojawić osoby odpowiedzialne za obserwację i analizę kształtowania się cen energii elektrycznej, a na tej podstawie podejmujące decyzje dotyczące wyboru źródła wytwarzania ciepła – czy uruchomić kocioł na paliwo stałe, czy kocioł elektrodowy. A może zmodernizować sieć do niższych parametrów i zainwestować w pompę ciepła? Mowa więc o integracji elektroenergetyki i ciepłownictwa.

Polskie sieci traktują czyste ciepło jak balast, a nie wsparcie 

Pojawia się jednak pytanie czy gdyby nowe urządzenia pojawiły się w polskich ciepłowniach, to czy udźwigną to nasze sieci. 

-Nie widzimy problemu z przejściem elektrociepłowni na tryb pracy P2H, ale prawdopodobnie w sieciach OSD takie problemy mogą wystąpić – przekazał redakcji, Grzegorz Onichimowski, prezes PSE.

Problemy te są kolejną przeszkodą do rozwoju P2H, ale nie tyle wynikają z przeszkód technologicznych, co znowu - legislacyjnych. Jak mówi Piotr Kleinschmidt, technologii P2H nie sprzyja logika przyłączeń do systemu elektroenergetycznego właśnie po stronie sieci dystrybucyjnych. 

-Kocioł elektrodowy, czyli urządzenie, które może zagospodarowywać nadwyżki energii z OZE, jest dziś traktowany jak zwykły duży odbiorca i w pełni obciążany kosztami sieciowymi – mówi Kleinschmidt. 

Może się opłacać, ale nie w Polsce 

Oznacza to więc, że trzeba w sieci zarezerwować moc na takim poziomie, jaką generuje urządzenie i oczywiście jego właściciele będą musieli ponieść pełne opłaty dystrybucyjne. To oczywiście zniechęca do wdrażania P2H, bo technologia, która powinna się opłacać, niestety się nie opłaca.  

Dodatkowo producent ciepła musi ponosić stałe opłaty przez cały rok, podczas gdy dane urządzenie nie pracuje przecież stale, ale tylko wówczas gdy pojawia się nadpodaż zielonej energii. 

Teoretycznie więc przy niskiej lub ujemnej cenie energii, ciepłownia wykorzystująca technologię Power-to-Heat mogłaby wytwarzać ciepło za darmo, zarabiając na przykład na inwestycje, a jednocześnie znacząco obniżać opłaty swoim odbiorcom, nie mówiąc już o braku opłat w ramach ETS. Do tego trzeba jednak zmian w prawie jak i zmiany myślenia. 

Zdjęcie autora: Joanna Kędzierska

Joanna Kędzierska

Dziennikarka, Redakcja Globenergia