Miliardy na węgiel z zagranicy. Teraz sprawą zajmuje się prokuratura

Jesienią 2022 r. priorytetem było jedno – żeby Polacy nie zostali bez opału na zimę. Dziś interwencyjny import węgla za ponad miliard złotych stał się przedmiotem śledztwa i politycznego sporu. Czy była to konieczna asekuracja w czasie kryzysu, czy kosztowny błąd obciążający budżet państwa?

- RARS złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie zakupów ok. 750 tys. ton węgla z kierunków takich jak Kazachstan, Kolumbia czy Australia. Łączny koszt przekroczył 1,3 mld zł. Część surowca – według obecnych władz – nie spełniała norm jakościowych.
- Szacunki wskazują, że odzyskać można jedynie ok. 300 mln zł, a magazynowanie generuje kolejne miliony kosztów miesięcznie. Wątpliwości budzą także procedury zakupowe i rola pośredników w łańcuchu dostaw.
- Były premier broni decyzji, argumentując, że były one podejmowane w warunkach nadzwyczajnego kryzysu i realnego ryzyka niedoborów. Ostateczna ocena, czy była to niegospodarność czy kosztowna, ale uzasadniona asekuracja, zależy teraz od ustaleń prokuratury.
Pamiętacie, jak w środku kryzysu energetycznego polski rząd w trybie pilnym zamawiał węgiel z drugiego końca świata, by uchronić kraj przed zimowym paraliżem? Dziś tamta decyzja wraca jak bumerang – tyle że już nie w kontekście walki z niedoborami, lecz w ramach postępowania prowadzonego przez prokuraturę. Interwencyjny import surowca, który miał być gwarancją bezpieczeństwa energetycznego, stał się przedmiotem śledztwa i politycznego sporu o miliardy złotych oraz odpowiedzialność za podjęte wówczas decyzje.
Import węgla pod lupą prokuratury
Sprawa interwencyjnego importu węgla z lat 2022–2023 wraca na pierwsze strony. Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych złożyła zawiadomienie do prokuratury w związku z podejrzeniem niegospodarności przy zakupach surowca. Według obecnego kierownictwa MSWiA chodzi o decyzje, które mogły narazić Skarb Państwa na wielomiliardowe straty. W centrum uwagi znalazło się ok. 750 tys. ton węgla sprowadzonego m.in. z Kazachstanu, Kolumbii i Australii. Łączny koszt zakupów przekroczył 1,3 mld zł.
Węgiel niespełniający norm i miliardowe straty
Problem polega na tym, że znaczna część surowca – jak twierdzi resort – nie spełniała norm jakościowych dla odbiorców indywidualnych. Analizy przeprowadzone pod koniec 2025 r. wykazały, że niemal 40% zalegającego w magazynach węgla to miał niespełniający wymaganych parametrów.
Szacuje się, że z całej wydanej kwoty uda się odzyskać jedynie około 300 mln zł, a pozostała część może oznaczać trwałą stratę budżetową. Dodatkowe koszty generuje samo przechowywanie surowca – obecnie to ponad 5 mln zł miesięcznie.
Obecne władze wskazują również na wątpliwości wokół procedur zakupowych – od wyboru pośredników, przez system zaliczek, po sposób składowania. Według przedstawicieli rządu decyzje z 2022 r. miały być podejmowane chaotycznie, bez odpowiedniego nadzoru i z pominięciem części ostrzeżeń płynących z resortu klimatu.
Kryzys 2022 roku – decyzje pod presją
Tło całej sprawy jest jednak bardziej złożone. W 2022 r., po rosyjskiej agresji na Ukrainę i wprowadzeniu embarga na rosyjski węgiel, Polska stanęła przed realnym ryzykiem niedoborów paliwa przed sezonem grzewczym. Ceny surowca gwałtownie rosły, a obawy o dostępność opału wywołały społeczną panikę.
Rząd zdecydował się wówczas na szybki i szeroki import z różnych kierunków świata, przyjmując strategię “lepiej mieć nadwyżkę niż deficyt”. W sytuacji niepewności co do przebiegu zimy 2022/23 oraz dostępności dostaw z alternatywnych rynków nadmiarowy zakup był traktowany jako forma zabezpieczenia.
- Zobacz również: Rozbudowujesz instalację PV w net-meteringu? Sprawdź, co zmieni się w Twoich rozliczeniach
Obrona byłego premiera
Były premier Mateusz Morawiecki broni tamtych decyzji. Podkreśla, że w sezonie 2022/23 nikt w Polsce nie marzł, a działania rządu były odpowiedzią na nadzwyczajny kryzys energetyczny. W jego ocenie obecne zarzuty mają charakter polityczny i służą przerzuceniu odpowiedzialności.
Również część przedstawicieli poprzedniego rządu zwraca uwagę, że decyzje podejmowano w warunkach presji czasu i realnego zagrożenia niedoborem paliwa. Alternatywą mógł być deficyt węgla i poważne konsekwencje społeczne.
Gospodarność czy kosztowna asekuracja?
Spór ma więc dwa wymiary. Z jednej strony – pytanie o jakość sprowadzanego surowca, zasadność wydatków i sposób prowadzenia procedur zakupowych. Z drugiej – ocenę decyzji podejmowanych w sytuacji kryzysowej, gdy priorytetem było zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego.
Czy mieliśmy do czynienia z nieudolnością, błędną kalkulacją czy działaniem na szkodę państwa – to rozstrzygnie postępowanie prokuratury. Jedno jest pewne: rachunek za kryzys węglowy z 2022 r. wciąż nie został ostatecznie zamknięty.
Źródła: PAP.










