Minister Energii reaguje po medialnej burzy. Prosumenci wygrali ważną bitwę! 

Dzięki medialnej burzy (wywołanej głównie przez naszą redakcję) prawdopodobnie udało się zatrzymać przepisy godzące w prosumentów. Minister Energii zadeklarował, że najbardziej kontrowersyjne zapisy projektu rozporządzenia dotyczącego funkcjonowania systemu elektroenergetycznego nie trafią do obowiązującego prawa. Cieszy nas fakt, że liczne apele zostały dostrzeżone, a głos prosumentów wreszcie wybrzmiał tam, gdzie powinien.

Dzięki medialnej burzy (wywołanej głównie przez naszą redakcję) prawdopodobnie udało się zatrzymać przepisy godzące w prosumentów. Minister Energii zadeklarował, że najbardziej kontrowersyjne zapisy projektu rozporządzenia dotyczącego funkcjonowania systemu elektroenergetycznego nie trafią do obowiązującego prawa. Cieszy nas fakt, że liczne apele zostały dostrzeżone, a głos prosumentów wreszcie wybrzmiał tam, gdzie powinien.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Dzięki medialnej burzy (wywołanej głównie przez naszą redakcję) prawdopodobnie udało się zatrzymać przepisy godzące w prosumentów. Minister Energii zadeklarował, że najbardziej kontrowersyjne zapisy projektu rozporządzenia dotyczącego funkcjonowania systemu elektroenergetycznego nie trafią do obowiązującego prawa. Cieszy nas fakt, że liczne apele zostały dostrzeżone, a głos prosumentów wreszcie wybrzmiał tam, gdzie powinien.

„Tych zapisów nie będzie”

Ledwo udało się nam nagłośnić sprawę projektu nowych Warunków Technicznych, który zatrzyma rozwój PV i magazynów energii w Polsce, a już pojawił się projekt kolejnej legislacji godzący w prosumentów. Chodzi oczywiście o projekt nowego rozporządzenia sieciowego od Ministerstwa Energii. Zapisy w tym rozporządzeniu są równie kontrowersyjne, co w WT2026. Dlatego postanowiliśmy nagłośnić i tę sprawę. I chyba odnieśliśmy mały sukces. W rozmowie na antenie RMF FM minister energii Miłosz Motyka jednoznacznie odniósł się do obaw związanych z projektem rozporządzenia:

„Nie, tych zapisów nie będzie. Od razu mówię, ani takiej interpretacji, ani takich zapisów związanych z wyłączeniem fotowoltaiki nie będzie. (...) Nie ma też momentu, ani nie ma takiej chwili, w której ktokolwiek by chciał wykorzystać to rozporządzenie do przepchnięcia jakichkolwiek przepisów godzących w interes obywateli” – podkreślił minister.

Szef resortu przyznał również, że proponowane rozwiązania poszły zbyt daleko.

„Ta ingerencja, która zresztą była (...) intencją związaną z bezpieczeństwem tych instalacji i ich wpływu na system, ewentualną jego stabilizację, po stronie spółek, po stronie zajmujących się energetyką firm, była zbyt daleko idąca” – stwierdził Motyka.

To właśnie ten fragment wypowiedzi należy uznać za najważniejszy. Minister publicznie przyznał, że projekt rozporządzenia w proponowanym kształcie dawał zbyt szerokie możliwości ingerencji w instalacje należące do obywateli.

Medialna presja zadziałała

Nie ukrywamy satysfakcji. Od momentu opublikowania projektu rozporządzenia alarmowaliśmy, że proponowane przepisy mogą uderzyć w fundament polskiej energetyki prosumenckiej.

Na łamach naszego portalu oraz kanału YT nasi redaktorzy szczegółowo analizowali zagrożenia wynikające z nowych regulacji. Temat szybko podchwyciły kolejne media, a sprawa przestała być jedynie techniczną dyskusją prowadzoną w gronie specjalistów.

To właśnie dzięki nagłośnieniu problemu opinia publiczna dowiedziała się, że pod pozornie technicznym dokumentem mogą kryć się przepisy dające operatorom bardzo szerokie uprawnienia wobec prywatnych instalacji fotowoltaicznych. Sprawa musiała dotrzeć do większego grona, bo przecież prosumentów mamy w Polsce ponad 1,6 mln.

O co właściwie chodziło?

Projekt rozporządzenia uderza w instalacje PV już od 0,8 kW do 50 kW mocy. W praktyce oznacza to objęcie niemal całego rynku prosumenckiego, w tym typowych domowych instalacji PV.

Największe kontrowersje nie dotyczyły jednak samej możliwości ograniczania oddawania energii do sieci. Takie rozwiązania funkcjonują w wielu krajach i mogą być uzasadnione względami bezpieczeństwa systemu elektroenergetycznego.

Problem polegał na tym, że projekt otwierał drogę do znacznie dalej idącej ingerencji, a wręcz inwigilacji. Eksperci zwracali uwagę na możliwość wpływania nie tylko na eksport energii do sieci, ale także na samą pracę instalacji prosumenta. To fundamentalna różnica.

Jeżeli właściciel instalacji produkuje energię na potrzeby własnego domu, ładuje samochód elektryczny, zasila pompę ciepła lub magazyn energii, operator nie powinien ingerować w tę część funkcjonowania systemu. Autokonsumpcja nie stanowi problemu dla sieci. Wręcz przeciwnie, pomaga ją odciążać.

Ryzyko kosztownych modernizacji i wyłączeń

Wątpliwości budziły również wymagania dotyczące komunikacji i współpracy instalacji z urządzeniami operatorów.

W praktyce mogło to oznaczać konieczność dostosowania starszych falowników, montaż dodatkowych urządzeń czy wprowadzenie nowych obowiązków technicznych po stronie właścicieli instalacji.

Przy ponad 1,6 mln działających mikroinstalacji w Polsce konsekwencje mogły być ogromne. Pojawiały się pytania o koszty modernizacji, odpowiedzialność za urządzenia montowane przez operatorów oraz ryzyko wyłączenia instalacji niespełniających nowych wymagań.

Nic dziwnego, że w branży pojawiły się głosy określające projekt jako jeden z najbardziej niepokojących dokumentów dotyczących prosumentów od wielu lat.

Minister stanął po stronie prosumentów

Warto podkreślić jedną rzecz. Nie sądzimy, aby autorem najbardziej kontrowersyjnych zapisów był sam minister energii. Wystarczy spojrzeć na język projektu. To dokument napisany typowo technicznym, branżowym językiem, charakterystycznym dla departamentów, ekspertów systemowych i środowisk lobbystycznych związanych z sektorem elektroenergetycznym.

Tym bardziej należy docenić fakt, że Miłosz Motyka zdecydował się zatrzymać ten proces legislacyjny i publicznie odciąć od najbardziej niebezpiecznych propozycji.

Można odnieść wrażenie, że ktoś po prostu „wpuścił ministra na minę”, przedstawiając mu rozwiązania, których skutki dla prosumentów nie zostały odpowiednio ocenione. Na szczęście reakcja nastąpiła, zanim przepisy weszły w życie.

Konsultacje trwają, ale branża nie odpuszcza

Minister zapewnił, że projekt znajduje się obecnie na etapie bardzo szerokich, otwartych konsultacji społecznych, które potrwają do 24 czerwca. Podkreślił również, że cały proces odbywa się w sposób jawny i transparentny.

Zapowiedział także, że nie będzie żadnego uderzenia w prosumentów, a ewentualne dodatkowe wymagania nie mają generować kosztów po stronie obywateli.

To ważne deklaracje. Jednak doświadczenie ostatnich tygodni pokazuje również coś innego. Gdyby nie zdecydowana reakcja branży, ekspertów i mediów, problem prawdopodobnie nie przebiłby się do opinii publicznej.

Dlatego temat nie jest zamknięty. Nadal będziemy analizować kolejne wersje projektu i monitorować odpowiedzialność za przygotowanie przepisów, które mogły zagrozić milionom prosumentów w Polsce.

Źródła: własne, RMF FM

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia