Nagłe zamknięcie programu Moja Elektrownia Wiatrowa – branża apeluje do NFOŚiGW

Nagłe zmiany w programie Moja Elektrownia Wiatrowa wywołały sprzeciw branży, która alarmuje, że skrócenie naboru i ograniczenie środków uderza w inwestorów w trakcie realizacji projektów. Producenci i instalatorzy ostrzegają, że decyzje podjęte bez okresu przejściowego mogą zahamować rozwój mikroenergetyki wiatrowej i podważyć zaufanie do systemu dotacji.

- Małe turbiny wiatrowe wymagają czasu. Analizy wietrzności, procedury administracyjne i pozwolenia budowlane trwają miesiącami, a skrócony nabór uniemożliwia legalną i rzetelną realizację inwestycji.
- Zmiana zasad w trakcie gry generuje realne straty. Firmy i inwestorzy ponieśli koszty projektów, zaliczek i przygotowań w oparciu o pierwotne warunki programu, które nagle przestały obowiązywać.
- Pośpiech grozi spadkiem jakości rynku. Krótkie terminy sprzyjają prowizorycznym instalacjom. To może negatywnie wpłynąć na bezpieczeństwo, efektywność i wizerunek całej branży małej energetyki wiatrowej.
2 lutego Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej poinformował o zmianie terminu naboru wniosków w programie Moja Elektrownia Wiatrowa. Program, który według wcześniejszych zapowiedzi miał być realizowany w trybie ciągłym do 2028 roku, został ograniczony czasowo, a możliwość składania wniosków zakończy się z końcem lutego 2026 roku.
Przedstawiciele branży małych turbin wiatrowych, obejmującej producentów, instalatorów oraz inwestorów prywatnych, wystosowali apel w związku z nagłymi zmianami w programie Moja Elektrownia Wiatrowa. Dotyczy on skrócenia terminu naboru wniosków oraz ograniczenia dostępnych środków, ogłoszonych w trakcie trwania programu. Zdaniem sygnatariuszy decyzje te mogą mieć istotne konsekwencje dla rozwijającego się w Polsce rynku mikroinstalacji wiatrowych.
Specyfika inwestycji w przydomową energetykę wiatrową
Jednym z głównych argumentów podnoszonych w apelu jest specyfika procesu inwestycyjnego w przypadku przydomowych elektrowni wiatrowych. W przeciwieństwie do instalacji fotowoltaicznych czy pomp ciepła, montaż wolnostojących turbin wiatrowych wiąże się z koniecznością przeprowadzenia analizy lokalnych warunków wiatrowych, oceny opłacalności inwestycji, a w niektórych przypadkach także wykonania rzeczywistych pomiarów wietrzności. Choć sam program Moja Elektrownia Wiatrowa tego nie wymagał… Aż chce się powiedzieć niestety.
Istotnym elementem są również procedury administracyjne, takie jak uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy oraz pozwolenia na budowę, które często trwają kilka miesięcy. W ocenie branży skrócenie terminu naboru do kilku tygodni nie uwzględnia tych uwarunkowań i znacząco ogranicza możliwość realizacji projektów zgodnie z obowiązującymi przepisami.
- Zobacz również: “Zabawkowe” turbiny wiatrowe na rynku – powód klęski programu Moja Elektrownia Wiatrowa?
Koszty poniesione w oparciu o pierwotne założenia
Autorzy apelu zwracają również uwagę na konsekwencje ekonomiczne wprowadzonych zmian. Zarówno firmy produkcyjne, jak i instalacyjne podejmowały decyzje inwestycyjne w oparciu o pierwotne warunki programu. Dotyczy to m.in. nakładów na rozwój produktów, zakup turbin oraz specjalistycznego osprzętu. Inwestorzy indywidualni ponieśli natomiast koszty związane z audytami, projektami oraz zaliczkami. Zmiana zasad w trakcie realizacji inwestycji, jak wskazują przedstawiciele branży, może wpływać na opłacalność przedsięwzięć oraz podważać zaufanie do systemów wsparcia publicznego.
Ryzyko niepożądanych praktyk rynkowych
W apelu podniesiono także kwestię jakości realizowanych inwestycji. Krótkie terminy sprzyjają projektom prowadzonym w pośpiechu, często bez pełnej analizy technicznej i formalnej. Rzetelnie przygotowane instalacje, realizowane zgodnie z prawem budowlanym i zasadami bezpieczeństwa, wymagają czasu, którego w obecnych warunkach może zabraknąć. Zdaniem sygnatariuszy taka sytuacja może prowadzić do rozpowszechniania rozwiązań o ograniczonej efektywności i w dłuższej perspektywie negatywnie wpływać na postrzeganie całego sektora małej energetyki wiatrowej.
Znaczenie programu dla rynku pracy
Przedstawiciele branży wskazują również na znaczenie programu Moja Elektrownia Wiatrowa dla stabilności zatrudnienia. W warunkach dużego nasycenia rynku fotowoltaiki program ten stanowił dla wielu firm możliwość dywersyfikacji działalności i utrzymania miejsc pracy. Jego destabilizacja może skutkować koniecznością ograniczenia zatrudnienia w przedsiębiorstwach wyspecjalizowanych w tym segmencie odnawialnych źródeł energii.
Postulaty branży – apel o stabilność i dialog
W treści apelu zawarto postulaty przywrócenia pierwotnych terminów naboru lub wprowadzenia odpowiednio długiego okresu przejściowego, który umożliwiłby sfinalizowanie rozpoczętych inwestycji. Podkreślono także potrzebę konsultowania istotnych zmian w programach wsparcia z przedstawicielami branży przed ich ogłoszeniem. Zdaniem autorów apelu stabilność regulacyjna pozostaje jednym z kluczowych warunków dalszego rozwoju sektora OZE i skutecznej transformacji energetycznej.
Apel został skierowany do Doroty Zawadzkiej-Stępniak, Prezes Zarządu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a do wiadomości Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Pod dokumentem podpisali się przedstawiciele branży: WNES P.S.A., Alana Steel Sp. z o.o., Chestermatic, Consor Energia Jarosław Wielgus, Eko Instal Mazury, Electro Instal Łukasz Patrzyk, Elektros Energetyka Sp. z o.o., Elstach Maciej Wiatrowski, FloSun Sp. z o.o., Isato Polska Sp. z o.o., SD Ekoinstal, Silent Wind Sp. z o.o. oraz Voltes Sp. z o.o.
Źródło: WNES.
Polecane
Zabrakło pieniędzy dla prosumentów – co się stało z budżetem programu Moja Elektrownia Wiatrowa?

Koniec dotacji, początek problemów? Jakość małych turbin wiatrowych pod lupą









