Największa elektrownia jądrowa wraca, ale w cieniu starych błędów

Po ponad dekadzie od katastrofy w Fukushimie Japonia ponownie uruchamia reaktor w największej elektrowni jądrowej świata Kashiwazaki-Kariwa. Choć restart ma znaczenie strategiczne dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, towarzyszą mu kontrowersje, opóźnienia i odkrycie usterki, która przez lata pozostawała niezauważona.

- Japonia po ponad dekadzie od katastrofy w Fukushimie ponownie uruchamia reaktor w elektrowni Kashiwazaki-Kariwa, kluczowej dla bezpieczeństwa energetycznego kraju.
- Restartowi towarzyszą kontrowersje związane z opóźnieniami i wykrytą po latach usterką systemową.
- Podczas testów alarm nie zadziałał przy wysuwaniu niesparowanych prętów, co jest kluczowe dla bezpieczeństwa reaktora.
Restart po latach: Kashiwazaki-Kariwa znów produkuje energię
W środę 21 stycznia Japonia uruchomiła jeden z reaktorów elektrowni jądrowej Kashiwazaki-Kariwa, położonej około 220 km od Tokio, w prefekturze Niigata. To największa elektrownia jądrowa na świecie, o łącznej mocy sięgającej ok. 8,4 GW, co wystarczyłoby do zasilenia kilku milionów gospodarstw domowych.
Zakład pozostawał wyłączony od 2012 roku, czyli od następstw katastrofy w elektrowni Fukushima Daiichi. Wówczas trzęsienie ziemi i tsunami doprowadziły do wstrzymania pracy wszystkich 54 reaktorów jądrowych w Japonii i radykalnej zmiany podejścia społeczeństwa do atomu.
Opóźniony restart reaktora
Choć wznowienie pracy miało być symbolicznym krokiem w stronę stabilizacji energetycznej, rzeczywistość szybko zweryfikowała plany. Koncern Tokyo Electric Power Company (TEPCO) poinformował o przesunięciu planowanego restartu reaktora nr 6 po wykryciu awarii systemu alarmowego prętów kontrolnych. Podczas rutynowych testów alarm nie zadziałał prawidłowo w sytuacji wysuwania niesparowanych prętów kontrolnych. To element kluczowy dla bezpieczeństwa reaktora, ponieważ odpowiada za kontrolę reakcji rozszczepienia w rdzeniu.

Błąd z 1996 roku wykryty… przypadkiem
Największe poruszenie wywołał jednak fakt, że usterka istniała od momentu uruchomienia bloku w 1996 roku. Dochodzenie wykazało, że problem dotyczył błędnej konfiguracji ustawień systemowych i obejmował 88 kombinacji parowań prętów kontrolnych spośród około 20 tysięcy możliwych. Dlaczego nikt wcześniej tego nie zauważył? Jak przyznało TEPCO, testy systemu alarmowego były prowadzone wyrywkowo, co sprawiło, że błąd przez niemal 30 lat pozostawał niewidoczny.
Dodatkowe kontrole i pytania o bezpieczeństwo atomu
Choć TEPCO poinformowało, że ustawienia systemu zostały już skorygowane, zarządzono dodatkowe kontrole wszystkich prętów kontrolnych oraz szczegółowe badanie reakcji rozszczepienia. Nowa data ponownego uruchomienia reaktora nr 6 zostanie ustalona dopiero po konsultacjach z japońskimi służbami nadzorczymi. Sprawa ponownie rozpaliła debatę o bezpieczeństwie energetyki jądrowej w Japonii, zwłaszcza w kontekście zaufania do operatorów i procedur kontrolnych.
Japonia wraca do atomu, ale ostrożnie
Od katastrofy w Fukushimie w 2011 roku Japonia stopniowo przywraca do pracy wybrane reaktory jądrowe. Z 54 jednostek działających przed katastrofą, obecnie 33 uznano za technicznie zdolne do eksploatacji, a 14 z nich wznowiło już pracę. Powrót atomu jest dla Japonii kwestią nie tylko klimatyczną, ale i strategiczną. Kraj importuje większość surowców energetycznych, a niestabilna sytuacja geopolityczna sprawia, że własne, niskoemisyjne źródła energii stają się coraz cenniejsze.
Źródło: TEPCO.










