“Net-billing nie jest zły, tylko inny” – wywiad

Czy słusznie net-billing był owiany złym PR-em? Czy fotowoltaika nagle przestała się opłacać? Co może dzisiaj decydować o zasadności inwestycji w mikroinstalację fotowoltaiczną? Czy szybujące ceny surowców, wysokie ceny energii i inflacja przekonują Polaków do inwestycji w mikroinstalacje fotowoltaiczne? Na te tematy rozmawiamy z Żanetą Koźmińską – Dyrektor Zarządzającą Revolt Energy S.A..

Zdjęcie autora: Anna Będkowska

Anna Będkowska

Redaktor prowadzący GLOBEnergia
revolt wywiad, żaneta koźmińska

Anna Będkowska: Skąd pomysł, by producent pokryć dachowych zaczął świadczyć usługi w zakresie energetyki słonecznej?

Żaneta Koźmińska: Pomysł zrodził się w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku i sygnałów, które docierały do Blachotrapez. Bardzo dużo mówi się o czystym powietrzu – fotowoltaika to doskonałe antidotum na ten i inne problemy. Od dachu do fotowoltaiki jest naprawdę krótka droga. Dzięki doświadczeniu, które zdobyliśmy na dachach możemy klientom oferować atrakcyjne rozwiązania z szerokim pakietem usług tj. np. Dach kompletny, Rękojmia. Zadowolony klient Blachotrapez, który zdecyduje się na instalację fotowoltaiczną nie musi wybierać z tysięcy dostępnych ofert – wraca do zaufanego dostawcy.

A.B.: Macie Państwo doświadczenie z realizacji inwestycji w systemie opustów. Za Państwem już zapewne pierwsze inwestycje w nowym systemie net-bilingu - jakie są Państwa pierwsze obserwacje? Jak możecie Państwo podsumować pierwszy miesiąc nowego systemu? 

Ż.K.: Po systemie opustów musieliśmy się sami nauczyć nowych rozliczeń. Wielokrotnie podkreślałam, że nowe zasady zostały wprowadzone trochę za wcześnie, ale tego już nie zmienimy. Rynek zareagował bardzo gwałtownie na zmiany i chociaż, z jednej strony, rozumiem ten niepokój to z drugiej strony zmiany nie są niczym nowym – branża wiedziała, że muszą one nastąpić ponieważ wynika to z dyrektyw Unii Europejskiej.
Nie zauważyliśmy spadku zainteresowania fotowoltaiką – wręcz przeciwnie. Pierwsze rachunki za prąd i gaz zmusiły wielu klientów do czystej kalkulacji. Widzimy bardzo duże zainteresowanie w zakresie nie tylko fotowoltaiki, ale i pomp ciepła.

A.B.: Z jakimi pytaniami i dylematami wśród inwestorów spotykacie się Państwo dzisiaj? Czy są to raczej wątpliwości techniczne, czy dotyczące właśnie zmiany sposobu funkcjonowania systemów prosumenckich w sieci elektroenergetycznej?

Zdecydowanie to drugie. Więcej czasu spędzamy na spotkaniach pokazując klientom, że net-billing nie jest zły – jest inny. Wszystko co nowe budzi niepokój. Podczas rozmów, działając na kalkulatorze pokazujemy jak działa nowy system.
Kwestie techniczne pozostały bez zmian – nadal mamy na wysokim poziomie gwarancję i usługi posprzedażowe.
Od pewnego czasu zauważyliśmy natomiast duży wzrost zainteresowania wśród klientów biznesowych. Zarówno tych dużych decydujących się na budowę farm fotowoltaicznych jak i mniejszych przedsiębiorców. Inflacja, podwyżki na prąd i gaz – to niestety działa na korzyść fotowoltaiki.

A.B.: Dlaczego niestety?

Ż.K.:  Niestety, ponieważ wolelibyśmy, żeby motorem napędowym była przede wszystkim ekologia, a dopiero później finanse.

A.B.: A jak tłumaczycie Państwo klientom różnice w tych systemach?  

Ż.K.: Owiany złą sławą net-billing, z naszej perspektywy jest systemem o wiele uczciwszym. Właściciele mikroinstalacji sprzedają energię do sieci po cenach z giełdy energii Rynku Dnia Następnego. Podwyżki energii, które już nastąpiły działają na korzyść instalacji. Tak, cena energii po której prosument będzie ją kupował od dostawcy, też będzie rosnąć, ale jest ona ustalana raz do roku przez URE. W obecnym systemie, jeżeli odpowiednio dobierzemy instalację, nie tracimy 20 czy 30% jak miało to miejsce w net-meteringu. Dodatkowo nie musimy inwestować kilku czy kilkunastu tysięcy złotych w dodatkowe kilowatopiki.

Niezależność energetyczna, o której ostatnimi czasy jest naprawdę głośno, jest istotna sama w sobie. Dyskusje z jakimi spotykamy się na różnych forach czy portalach odnośnie czasu zwrotu z instalacji są trudne do zaakceptowania. Proszę spojrzeć na to w inny sposób. inwestuję w instalację, na którą mam 30 lat gwarancji. Przez 30 lat będzie ona wytwarzać dla mnie darmową energię. Czy to, czy zwróci się ona w 5 czy 8 lat w skali 30 lat naprawdę jest tak istotne? Obecna inflacja też jest argumentem za opłacalnością fotowoltaiki.

A.B.: Wiele ekspertów przewidywało problemy branży po zahamowaniu rozwoju rynku właśnie po wejściu w życie nowego systemu. Jak Państwa zdaniem zmienił się rynek fotowoltaiczny po 1 kwietnia 2022?

Ż.K.: Klienci stali się jeszcze bardziej wymagający, ale my lubimy rozmawiać i nie mamy się czego bać. Tłumaczymy zasady, edukujemy, cały czas działamy na liczbach. Stawiamy na marketing partnerski i to procentuje. To co z jednej strony nas niepokoi, a z drugiej cieszy to zmiany na rynku instalatorów. Niepokoi, ponieważ wiele mniejszych firm zniknęło z rynku, a wzrost bezrobocia nie jest dobry dla gospodarki. Cieszy – bo zgodnie z tym co deklarowaliśmy jeszcze przed 1 kwietnia – wielu wysokiej klasy specjalistów pracuje dla nas.

A.B.: Jak Revolt Energy przygotował się na zapowiadane zahamowanie rozwoju rynku? Zmodyfikowaliście Państwo ofertę? A może zmianom poddaliście Państwo politykę firmy? 

Ż.K.: Revolt wywodzi się z Blachotrapezu i nie ukrywam, że to ponad 50-letnie doświadczenie bardzo nam pomogło w budowaniu strategii. Uważnie śledzimy sytuację na światowych rynkach i zamiast straszyć klientów podeszliśmy do tematu profesjonalnie. Jako firma weryfikowaliśmy newsy, analizowaliśmy dane i odpowiednio podeszliśmy do tematu.

Mamy rozbudowany pakiet usług, jesteśmy dystrybutorem wielu rozpoznawalnych marek – to właśnie między innymi te czynniki spowodowały, że nie zauważyliśmy wyhamowania na rynku. Chcę podkreślić, że fotowoltaika – niezależnie od cen surowców, sytuacji geopolitycznej, inflacji – jest opłacalna i widzimy w niej przyszłość.

A.B.: Jakie komentarze płyną do Państwa od konkurentów, innych firm wykonawczych? Czy nowy system dzieli branżę czy raczej powoduje wspólną mobilizację, by przetrwać ten trudny czas?

Ż.K.: Przyznam, że z niedowierzaniem patrzyłam na to co działo się przed 1 kwietnia. Widząc informacje płynące z rynku miałam wrażenie, że czeka nas armagedon. A to była tylko zmiana przepisów. Tylko. I to nie zmiana płynąca z kosmosu, a z Unii Europejskiej. Myślę, że przed zmianą przepisów nastąpiła mobilizacja w kierunku straszenia klientów nowym systemem – teraz jej nie widzę. Każdy na swój sposób stara się wyjść z impasu i złego PR-u jakim został owiany net-billing.

Zobacz również