Niemcy wydają 3 mld euro na elektryki. Czy skorzystają na tym niemieckie marki?

Niemcy przeznaczają miliardy euro na dopłaty do samochodów elektrycznych, a sprzedaż EV wyraźnie przyspiesza. Problem w tym, że krajowi producenci tracą udział w rosnącym rynku na rzecz zagranicznej konkurencji. Kto więc naprawdę najbardziej korzysta na niemieckich dopłatach?

- Niemcy przeznaczą 3 mld euro na dopłaty do elektryków do 2029 roku. Wsparcie wynosi od 3000 do 6000 euro na auto.
- W lipcu zarejestrowano 78 609 BEV, o 61,7% więcej rok do roku. Udział niemieckich producentów spadł jednak z 63,1% do 53,9%.
- Dopłaty zwiększają popyt na EV, ale nie gwarantują korzyści krajowym markom. Mniej niż 15% pierwszych wniosków dotyczyło aut chińskich marek.
Niemcy wydają 3 mld euro na elektryki. Kto naprawdę korzysta z dopłat?
Niemcy dopłacają prywatnym kierowcom nawet 6000 euro do zakupu samochodu elektrycznego, a do 2029 roku na program przeznaczą 3 mld euro. Rynek w tym czasie mocno przyspiesza: tylko w lipcu zarejestrowano 78 609 nowych samochodów bateryjnych, o 61,7% więcej niż rok wcześniej. Jest jednak haczyk. Niemieckie koncerny również sprzedają więcej elektryków, ale konkurenci rosną jeszcze szybciej. Dopłata może więc skutecznie zwiększać popyt na EV, nie gwarantując jednocześnie, że największym beneficjentem będzie krajowy przemysł.
Nawet 6000 euro do samochodu
Nowy program działa dla samochodów zarejestrowanych od 1 stycznia 2026 roku, a wnioski można składać od 19 maja. W przypadku auta całkowicie elektrycznego podstawowa dopłata wynosi 3000 euro. Niższe dochody oraz dzieci w gospodarstwie domowym mogą zwiększyć ją maksymalnie do 6000 euro. Program obejmuje zakup i leasing nowych aut przez osoby prywatne.
Budżet wynosi 3 mld euro i według niemieckiego resortu powinien wystarczyć na około 800 tys. pojazdów do 2029 roku. Do początku sierpnia zatwierdzono już 26 875 wniosków, a dziewięć na dziesięć objętych wsparciem samochodów było całkowicie elektrycznych.
Sam rynek również bije kolejne poziomy. W lipcu BEV stanowiły 29,3% wszystkich nowych samochodów osobowych w Niemczech. Trudno jednak cały tegoroczny wzrost przypisać wyłącznie dopłatom – na sprzedaż wpływają również nowe modele, ceny czy regulacje.
Niemieckie marki sprzedają więcej. I tracą udział
Tu pojawia się ciekawy paradoks. Według analizy EY w II kwartale niemiecki rynek samochodów elektrycznych urósł o 54% rok do roku. Sprzedaż EV niemieckich koncernów także mocno wzrosła – o 31%. Mimo tego ich łączny udział w rynku spadł z 63,1 do 53,9%.
Powód jest prosty: konkurenci przyspieszyli jeszcze bardziej. Chińscy producenci zwiększyli sprzedaż o 64%, ale ich udział wzrósł stosunkowo nieznacznie – z 9,3 do 9,9%. Znacznie większy skok zanotowali pozostali zagraniczni producenci, w tym Tesla. Ich sprzedaż wzrosła o 101%, a udział w rynku z 27,6 do 36,2%. Nie jest więc prawdą, że niemieccy producenci sprzedają coraz mniej elektryków. Przegrywają na razie wyścig o tempo wzrostu.
Dopłata trafia tam, gdzie Niemcy mają słabszą ofertę
To szczególnie interesujące, bo konstrukcja programu premiuje gospodarstwa o niższych dochodach. A właśnie w tanim segmencie rodzime marki mają problem. EY zwraca uwagę, że w analizowanym okresie niemieccy producenci praktycznie nie byli obecni z BEV poniżej 25 tys. euro, podczas gdy zagraniczne marki miały w tej części rynku większą ofertę. Jednocześnie w maju prywatne rejestracje samochodów elektrycznych wzrosły aż o 106%, wobec 21% w przypadku rejestracji firmowych.
Powstaje więc dość logiczna sytuacja. Państwo daje największe wsparcie klientowi szczególnie wrażliwemu na cenę, ale ten klient nie ma obowiązku kupować samochodu niemieckiej marki. Wybierze model, który najlepiej pasuje do jego budżetu.
Czy pieniądze płyną więc do Chin? Niekoniecznie
Byłoby jednak dużym uproszczeniem stwierdzenie, że niemieckie dopłaty finansują przede wszystkim chińskich producentów. Ministerstwo Środowiska podaje, że mniej niż 15% pierwszych wniosków dotyczyło samochodów chińskich marek. Resort jednocześnie zastrzega, że liczba rozpatrzonych spraw była jeszcze zbyt mała, aby wyciągać ostateczne wnioski.
Do tego marka samochodu i miejsce jego produkcji to dwie różne rzeczy. Według resortu około 80% samochodów elektrycznych i PHEV zarejestrowanych w Niemczech w 2025 roku pochodziło z produkcji europejskiej.
Elektryfikacja czy ochrona przemysłu?
Obecne zasady nie wymagają, aby dotowany samochód powstał w Niemczech ani nawet w Unii Europejskiej. Berlin analizuje możliwość wprowadzenia w przyszłości preferencji dla produkcji europejskiej, ale zależy to również od dalszych prac nad unijnym Industrial Accelerator Act. Na razie takich kryteriów w programie nie ma.
I właśnie tutaj dochodzimy do sedna. Dopłata do samochodu elektrycznego i wsparcie krajowego przemysłu to niekoniecznie ten sam instrument. Jeżeli celem jest przede wszystkim szybkie zwiększenie liczby elektryków, klient powinien mieć szeroki wybór i możliwość kupienia możliwie atrakcyjnego auta. Jeżeli celem jest dodatkowo utrzymanie produkcji i miejsc pracy w Europie, pojawia się pytanie o pochodzenie samochodu, baterii i innych komponentów.
Niemiecki program nie działa więc „odwrotnie”. Pomaga zwiększać popyt na elektryki. Jednocześnie pokazuje jednak coś ważnego: większy rynek EV nie oznacza automatycznie większego udziału niemieckich producentów w tym rynku. To dwa różne cele i nie zawsze da się je osiągnąć za pomocą tej samej dopłaty.
Źródła: Bundesministerium für Umwelt, Klimaschutz, Naturschutz und nukleare Sicherheit, Kraftfahrt-Bundesamt, EY.











