Nikt nie chce samochodów elektrycznych? Sprawdźmy, co mówią statystyki

Elektryki miały się nie przyjąć, a jednak dane z Wielkiej Brytanii pokazują coś zupełnie innego. Po słabszych miesiącach łatwo ogłosić koniec trendu, ale dłuższa perspektywa coraz mocniej psuje tę narrację. Czy opowieść o załamaniu rynku EV nie stała się wygodnym mitem?

Elektryki miały się nie przyjąć, a jednak dane z Wielkiej Brytanii pokazują coś zupełnie innego. Po słabszych miesiącach łatwo ogłosić koniec trendu, ale dłuższa perspektywa coraz mocniej psuje tę narrację. Czy opowieść o załamaniu rynku EV nie stała się wygodnym mitem?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Elektryki miały się nie przyjąć, a jednak dane z Wielkiej Brytanii pokazują coś zupełnie innego. Po słabszych miesiącach łatwo ogłosić koniec trendu, ale dłuższa perspektywa coraz mocniej psuje tę narrację. Czy opowieść o załamaniu rynku EV nie stała się wygodnym mitem?
  • Teza o końcu popytu na auta elektryczne nie pasuje do danych z Wielkiej Brytanii. W czerwcu 2026 roku BEV miały tam 30% udziału w nowych rejestracjach, a trend długoterminowy nadal rośnie.
  • Miesięczne wahania sprzedaży elektryków mogą mylić. Na wyniki wpływają sezonowość, dopłaty, zakupy flotowe i przesunięcia dostaw, dlatego ważniejsza jest dłuższa perspektywa.
  • Rynek EV dojrzewa, ale nie oznacza to braku problemów. Wyzwania nadal dotyczą cen, infrastruktury ładowania i realizacji celów regulacyjnych.

Nikt już nie chce samochodów elektrycznych – ta teza wraca regularnie po słabszych miesiącach sprzedaży, zmianach dopłat albo kolejnych politycznych sporach o zakaz rejestracji aut spalinowych. Problem polega na tym, że dane coraz trudniej dopasować do tej narracji. W Wielkiej Brytanii auta bateryjne w czerwcu 2026 r. miały 30% udziału w nowych rejestracjach. Brytyjskie źródła podają 63 950 zarejestrowanych BEV, czyli o 35% więcej niż rok wcześniej.

To nie znaczy, że rynek elektryków rośnie idealnie liniowo. Nie rośnie. Ale jeżeli średnia z kolejnych miesięcy idzie w górę przez lata, a udział BEV przekracza jedną czwartą rynku, trudno mówić o trwałym załamaniu. Bardziej uczciwe jest inne zdanie: transformacja transportu dojrzewa, a wraz z nią kończy się etap łatwych wzrostów i prostych nagłówków.

Wykres, który psuje opowieść o końcu samochodów elektrycznych

Najciekawsze w brytyjskich danych nie są pojedyncze rekordowe miesiące, tylko trend. Na wykresie, który krąży w branżowej dyskusji, miesięczne udziały BEV skaczą w górę i w dół, ale 12-miesięczna średnia krocząca konsekwentnie rośnie. To właśnie ona najlepiej punktuje narrację o rzekomym końcu popytu.

W czerwcu wynik był wyjątkowo mocny, ale nie spadł z nieba. Dd stycznia do czerwca 2026 r. w Wielkiej Brytanii zarejestrowano 284 579 samochodów bateryjnych, co dało 25,01% rynku nowych aut. Rok wcześniej było to 21,57%.

Dlaczego miesięczne dane potrafią mylić

Brytyjski rynek samochodowy ma własną sezonowość. Nowe serie tablic rejestracyjnych są wydawane dwa razy w roku – w marcu i we wrześniu – co zwykle powoduje skoki liczby rejestracji. Dlatego jeden miesiąc może wyglądać jak przełom, a kolejny jak korekta. To nie jest dowód na upadek technologii, tylko cecha rynku, który pracuje w swoim rytmie.

Właśnie dlatego warto patrzeć na dłuższy okres. Dane pokazują, że w Wielkiej Brytanii zarejestrowano po raz pierwszy 382 tys. zeroemisyjnych samochodów, o 22% więcej niż w 2023 r. Ich udział w nowych rejestracjach wzrósł z 16% do 19%.

Mandat ZEV podbija tempo, ale też oczekiwania

Brytyjski rynek EV nie rozwija się w próżni. Działa tam mandat ZEV, czyli system wymagający od producentów rosnącego udziału pojazdów zeroemisyjnych w rejestracjach nowych aut i vanów. Rządowe zestawienie wskazuje cel 33% dla samochodów osobowych w 2026 r., 38% w 2027 r. i 80% w 2030 r.

To dobrze tłumaczy napięcie. Z jednej strony 25-30% udziału BEV to duży sukces rynkowy. Z drugiej – wobec regulacyjnych celów to wciąż za mało. Dlatego część producentów mówi o zbyt niskim popycie, a zwolennicy elektryfikacji odpowiadają, że problemem nie jest brak zainteresowania, tylko ceny, oferta modeli i tempo rozbudowy infrastruktury.

Polska jest wcześniej na tej samej drodze

Dla Polski brytyjski przykład jest ciekawy, bo pokazuje mechanizm narracyjny. U nas rynek BEV jest znacznie młodszy, więc każdy słabszy miesiąc łatwo sprzedać jako dowód, że elektryki się nie przyjęły. Tymczasem PZPM podaje, że w czerwcu 2026 r. w Polsce zarejestrowano 3050 elektrycznych samochodów osobowych, a ich udział w rynku wyniósł 5,2%. To mniej niż rok wcześniej, ale organizacja wskazuje też na wysoką bazę porównawczą związaną z programem NaszEauto.

To ważna lekcja: miesięczny spadek nie zawsze oznacza zmianę trendu. Czasem oznacza koniec dopłat, inną strukturę zakupów flotowych albo przesunięcie dostaw.

Sprzedaż samochodów elektrycznych w Wielkiej Brytanii załamuje się regularnie – przynajmniej w nagłówkach. W danych wygląda to inaczej. BEV przeszły drogę od niszy do jednej czwartej rynku w ujęciu rocznym i 30% w mocnym miesiącu. To nie rozwiązuje problemów z ceną, ładowaniem i celami regulacyjnymi. Oznacza jednak, że opowieść o końcu elektryków coraz częściej zderza się z wykresem, który uparcie idzie w górę.

Źródła: X, SMMT, Department for Transport, GOV.UK, Carbon Brief, PZPM.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia