Zasada 10H wymusiła konieczność lokalizowania turbin wiatrowych w odległości nie mniejszej od zabudowań niż 10-krotność ich całkowitej wysokości. Regulacja okazała się ciosem w rozwój zielonej energetyki, w szczególności dla inwestorów oraz gmin i społeczności. W założeniu ustanowienie minimalnej odległości miało chronić lokalne społeczności. Te ostatnie, ale jednak nie wszystkie, wiążą duże nadzieje z rozwojem na ich terytorium instalacji oraz korzyściami płynącymi z wybudowaniem elektrowni wiatrowych. Powiew optymizmu wywołała była minister rozwoju oraz wicepremier, Jadwiga Emilewicz, której ówczesny resort analizował warianty liberalizacji ustawy odległościowej, bo na jej całkowite zniesienie nie ma co liczyć. Przemysław Hofman, zastępca dyrektora departamentu gospodarki niskoemisyjnej ministerstwa rozwoju zapowiedział podczas XII Europejskiego Kongresu Gospodarczego, że prace wewnątrzresortowe miały zakończyć się we wrześniu, a znowelizowana ustawa powinna wejść w życie na początku 2021 r. Można się domyśleć, że jesienna rekonstrukcja rządu raczej nie przyspieszy tych działań. Transformacja w energetyczna jest realizowana od wielu lat, a polityka klimatyczno-energetyczna UE jest podyktowana celami redukcji emisji CO2, jak i w zakresie udziału 15 proc. energii ze źródeł odnawialnych w ogólnym zużyciu energii brutto w 2020 r. Eksperci już dziś mówią głośno, że w przypadku Polski jest on nierealny. Przyszłość sektora onshore oraz luka inwestycyjna ma być jednym z tematów poruszanych podczas  Trendy Energetyczne 2020.

Dotkliwa luka inwestycyjna. PSEW odpowiada

Sama liberalizacja ustawy odległościowej nie doprowadzi do nagłego przypływu inwestycji w energetyce wiatrowej, na nie będzie trzeba poczekać kilka lat, gdyż projekty budowy lądowych elektrowni wiatrowych trwają ok. 5-7 lat. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW) wraz ze Związkiem Gmin Wiejskich Rzeczpospolitej Polskiej (ZGW RP) i Stowarzyszeniem Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej (SGPEO) przedstawiły wspólne stanowisko, w którym wskazano, że lądowa energetyka ma dalej potencjał wprowadzenia mocy z OZE do systemu, szacowany w scenariuszu maksymalnym nawet na 22 GW w perspektywie do 2030 r. Jak duża jest faktycznie luka, o której często się dziś mówi w przestrzeni medialnej? O szacunki dotyczące luki inwestycyjnej spytaliśmy PSEW, który w odpowiedzi na pytania GLOBEnergia.pl podkreśla, że obecnie w naszym kraju cały czas trwa realizacja farm wiatrowych po aukcjach z 2018 i 2019 r. Kolejne projekty czekają na aukcję przewidzianą w 2020 r.. Z szacunków PSEW wynika, że obecnie na rynku jest ok. 2 tys. MW projektów z ważnymi pozwoleniami na budowę, czyli gotowych do udziału w aukcjach. Kolejne 4,1 tys. MW zostało zablokowanych na różnych etapach inwestycji. W tej puli jest aż 3,3-3,4 tys. MW mocy w projektach posiadających umowę przyłączeniową, które w momencie nowelizacji ustawy odległościowej stosunkowo łatwo mogą być na bazie przepisów przejściowych przywrócone do obrotu. To oznacza, że luka z 2017 roku do 2020 roku została zamknięta – tłumaczy PSEW.

Potencjał energetyki wiatrowej na lądzie w Polsce sięga 22-24 GW

Czy zapowiadana liberalizacja tzw. ustawy odległościowej faktycznie przyspieszy rozwój sektora onshore w Polsce? Janusz Gajowiecki, prezes PSEW tłumaczy w odpowiedzi dla GLOBEnergia, że ustawa odległościowa odblokuje możliwość rozważania, a potem planowania farm wiatrowych na lądzie w zupełnie nowych lokalizacjach. Przy czym inwestorzy będą mogli realizować projekty przy użyciu turbin najnowszych generacji, dzięki czemu mogą rozważać także miejsca, które wcześniej wydawały się nieoptymalne pod względem ekonomicznym.

Dewelopowanie takiego projektu zupełnie od zera w najlepszym przypadku zajmuje średnio 5-7 lat od planowania do momentu wbicia pierwszej łopaty. Potencjał energetyki wiatrowej na lądzie w Polsce sięga 22-24 GW. Oznacza to, że po oddaniu do eksploatacji obecnie realizowanych farm, do zagospodarowania będzie jeszcze 12-14 GW. Przy czym nie należy zapominać, że liberalizacja ustawy odległościowej pozwoli także w przyszłości na kompleksową modernizację działających już farm, czyli tzw. repowering – tłumaczy Gajowiecki.

Na ratunek wydłużenie systemu wsparcia i rozporządzenie wolumenowe

Czy obok aukcji OZE są w Polsce inne instrumenty, które mogłyby pomóc w rozwoju onshore w Polsce i nadrobić zaległości na lądzie? Janusz Gajowiecki tłumaczy GLOBEnergia, że podstawą do dalszego prowadzenia aukcji jest wydłużenie systemu wsparcia, na bazie którego rozwija się dzisiaj rynek “zielonej energetyki” w Polsce. Przypomniał, że już wiosną 2020 r. PSEW rekomendowało Ministrowi Klimatu jego wydłużenie o co najmniej 5 lat, czyli do końca czerwca 2026 r. Jak się okazało, spotkało się to z aprobatą Ministerstwa i znalazło odzwierciedlenie w najnowszym projekcie nowelizacji ustawy o OZE. Przedstawiciel podkreślił, że bardzo dobrym krokiem jest także pomysł uchwalenia rozporządzenia wolumenowego, które pokaże inwestorom jasną ścieżkę rozwoju OZE, a także ułatwi pracę Urzędowi Regulacji Energetyki, które aukcje organizuje:

Jeśli chodzi o inne instrumenty wspierające OZE w Polsce, to ułatwieniem dla ich rozwoju w ramach mechanizmów rynkowych byłyby gwarancje państwowe dla kontraktów dwustronnych między producentem zielonej energii a jej bezpośrednim odbiorcą. Duży niewykorzystany potencjał rozwoju OZE mają także odbiorcy przemysłowi, w tym zakłady zużywające dużo energii, którzy w ramach własnych sieci mogliby zbudować około 1,2 GW mocy wiatrowych, zdolnych do wyprodukowania rocznie 4,9 TWh energii elektrycznej, oraz 1,9 GW mocy zainstalowanych w panelach fotowoltaicznych, których roczna produkcja sięga 1,9 TWh. Tacy odbiorcy potrzebują jednak możliwości budowy linii bezpośrednich łączących ich zakłady z elektrowniami – tłumaczy Gajowiecki.

Lądowa energetyka sposobem na odbudowę gospodarki

Energetyka wiatrowa jest ważnym zasobem europejskiej gospodarki. Sektor jest odporny na kryzys związany z pandemią koronawirusa i dlatego w przekonaniu branży jak i samej Komisji Europejskiej może odegrać znaczącą rolę w środowiskowej odbudowie gospodarczej. Wiatr stwarza dodatkowe korzyści poza miejscami pracy i jest wartością dla gospodarki. Według szacunków PSEW obecnie funkcjonujące farmy wiatrowe na lądzie (ok. 6 GW) zasilają budżety gmin i państwa środkami pieniężnymi w kwocie 380 mln zł rocznie i dostarczają ok. 2 mld zł do krajowego PKB. Branża wiatrowa stale poszukuje rąk do pracy.

W związku z budową ponad 3,2 GW po aukcjach w 2018 r. i 2019 r., zatrudnienie w podmiotach związanych bezpośrednio z sektorem znajduje dziś 8-10 tys. osób, a łącznie – 13-17 tys. osób. Przedstawiony w październiku br. raport WindEurope pt. „Wind energy and economic recovery in Europe” wskazuje, że w 2019 r. energetyka wiatrowa zapewniła 300 000 miejsc pracy w samej UE – 75 proc. z nich obejmowała lądową energetykę, a 25 proc. sektor morskiej energetyki wiatrowej. Europejski przemysł wiatrowy osiąga roczne obroty na poziomie 60 mld euro. 65 proc. z tego stanowi wartość dodaną dla gospodarki UE.

Patrycja Rapacka

Analityk i redaktor w GLOBEnergia. Transformacja energetyczna, OZE, offshore wind, atom