Zasada TPA, grupy zakupowe, negocjacje finansowe

Od czasu, kiedy zajmuję się audytami energetycznymi i efektywnością energetyczną, rynek zakupów energii w Polsce przeszedł wiele zmian. Pierwszą i najważniejszą, było właściwe zaistnienie tego rynku, kiedy w roku 2007 wprowadzono w Polsce tzw. zasadę TPA (Third Party Access), czyli zasadę dostępu do sieci dystrybucyjnej stron trzecich (konkurencji). Dopiero to umożliwiło kształtowanie się cen u odbiorców na zasadach w dużej mierze rynkowych. Do tego czasu ludzie wiedzieli, że energię elektryczną kupuje się od „zakładu energetycznego”, brali fakturę i grzecznie płacili (albo i nie).

Początki nie były łatwe, osłabienie państwowych monopolistów przychodziło bardzo powoli, w związku z obawami uczestników rynku o wiarygodność nowych podmiotów (często zresztą uzasadnionych). W wielu zakładach przemysłowych strata w wyniku np. przerwy w dostarczaniu energii byłaby większa, niż obiecywane oszczędności. Oczywiście, funkcjonowały znane do tej pory prawne mechanizmy ochronne, jak sprzedawca rezerwowy, jednak zmiana świadomości odbiorców jest jak wiadomo najwolniejsza i najkosztowniejsza. W polskich realiach dopiero od roku 2010 grono użytkowników zasady TPA znacząco się zwiększa.(toe.pl)

Od momentu uwolnienia rynku można powiedzieć, że zapanował w Polsce paradygmat obniżania cen energii przez rozmaite zabiegi handlowe, takie jak zakupy grupowe, konkursy ofert, przetargi, kupowanie energii w transzach czy na rynku SPOT. Wydaje mi się, i taka jest teza tego artykułu, że obecnie, co do zasady, efektywne kupowanie energii musi wyjść poza ten paradygmat. Obecnie tańsza energia bierze się przede wszystkim ze zmiany źródła jej generacji, zaś w mniejszym stopniu z obniżenia marży producenta (choć i o tym trzeba pamiętać w negocjacjach).

Zmiana, jak to nazywam, paradygmatu, przyszła wraz z szokiem cenowym z czerwca (żeby nie napisać 30 czerwca) 2018 roku, czyli jak powszechnie wiadomo, momentem zmaterializowania się wysokich opłat za emisję CO2 na rachunkach odbiorców końcowych. Opłaty te zmaterializowały się tylko na parę miesięcy, na skutek ustawy o zamrożeniu cen w roku 2019, niemniej jednak zwiastują one ową zmianę paradygmatu, o której chcę tutaj pisać. Polityka ekologiczna Unii Europejskiej, a właściwie jej cele i sposoby realizacji poprzez emitowanie pozwoleń na emisję CO2, są znane decydentom i komentatorom polityki od momentu, kiedy Polska przystąpiła do systemu EU ETS w 2015 roku. Z jakichś powodów dopiero w roku 2018 zrozumiano, że to na poważnie i Polskę będzie czekała wymuszona przez tę politykę zmiana miksu energetycznego.

Przechodząc do sedna, oprócz kryzysu cenowego w 2018 roku, mieliśmy również w tym samym roku bardzo interesujące wydarzenia, tj. aukcje do rynku mocy oraz aukcje OZE. Pokazały one, że przy wzrastających kosztach emisji CO2, technologie nieemisyjne (szczególnie farmy wiatrowe czy słoneczne) są w stanie konkurować z energetyką konwencjonalną, obciążaną kolejnymi daninami. Summa summarum zaczęliśmy się zbliżać do stanu tzw. grid parity, a na rynek weszły komercyjne produkty (bez dotacji!) sprzedaży energii tzw. zielonej.

Corporate Power Purchase Agreement (C-PPA)

Jednym z tych produktów, znaków czasu, są kontrakty wieloletnie (10-–15- letnie) oferowane przez operatorów farm wiatrowych odbiorcom końcowym po cenach niższych, niż oferowane w kontraktach terminowych 1-, 2- i 3 -letnich przez konwencjonalne spółki obrotu. Ceny te są niższe o kilka złotych na megawatogodzinie, co przy dużych wolumenach potrafi wygenerować sporą oszczędność. Dodatkowo, firma, która kupuje w ten sposób energię, polepsza swój PR jako firma dbająca o środowisko. Powstanie tych produktów jest możliwe poprzez połączenie funkcji producenta energii (farma wiatrowa) z funkcją spółki obrotu, co umożliwia sparowanie profilu produkcji farmy wiatrowej z profilem zużywania energii przez odbiorcę końcowego na zasadzie bilansowania poprzez TGE, czy dokupowania na bieżąco energii brakującej lub odsprzedaży energii nadwyżkowej.

Kontakty te oferuje obecnie w Polsce przynajmniej kilku graczy, co powoduje, że stają się one realną alternatywą dla tradycyjnych metod kupowania energii elektrycznej. Problemem jest tu świadomość uczestników rynku, którzy muszą się czuć na tyle kompetentni w ocenie długofalowych trendów na rynku energii, by zdecydować, czy tak długi kontrakt (np. na 10 lat) na pewno jest dla nich opłacalny. Uczestnicy tego rynku w Polsce, szczególnie duży przemysł energochłonny, nie jest do takich umów przyzwyczajony, gdyż dotychczasowa sytuacja (do roku 2018) skłaniała ich raczej do zawężania horyzontu czasowego zakupów (umowy roczne, umowy transzowe kwartalne, miesięczne, SPOT).


Jak wygląda sytuacja w przypadku instalacji fotowoltaicznych?Jakie są innowacyjne produkty pośrednie? Chcesz dowiedzieć się więcej? Zapraszamy do kompletnego artykułu w GLOBEnergia 3/2019 –TUTAJ 

dr Marek Przychodzeń

Prezes zarządu Eidos sp. z. o.o., doktor filozofii