Osiem miesięcy za kratkami za kradzież kabli do ładowania elektryków

Zapadł wyrok w sprawie kradzieży kabli do ładowania samochodów elektrycznych ze stacji należącej do sieci Powerdot. Sprawca został skazany na osiem miesięcy ograniczenia wolności, 240 godzin prac społecznych oraz zwrot niemal 15,5 tys. zł wartości skradzionego mienia. To ważne rozstrzygnięcie, bo kradzieże kabli ładujących stają się coraz popularniejszym sposobem na szybki, nielegalny zarobek na miedzi.

- Kradzież kabli do ładowania samochodów elektrycznych może wydawać się szybkim sposobem na zarobek na miedzi.
- Wyrok Sądu Rejonowego w Głogowie pokazuje jednak, że kilka kilogramów surowca może kosztować sprawcę znacznie więcej niż chwilowy zysk ze złomu.
- Złodziej oprócz zwrotu wartości skradzionego mienia, będzie musiał odbyć prace społeczne.
Jest wyrok za kradzież kabli do ładowania
Zapadł wyrok w sprawie kradzieży dwóch kabli ładujących ze stacji należącej do sieci Powerdot. Do zdarzenia doszło w Przemkowie w województwie dolnośląskim. Sąd Rejonowy w Głogowie uznał sprawcę za winnego i wymierzył mu karę ośmiu miesięcy ograniczenia wolności, z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne, łącznie przez 240 godzin.
Dodatkowo, przez czas odbywania kary, nie może bez zgody sądu zmieniać stałego miejsca zamieszkania i ma obowiązek udzielania kuratorowi wyjaśnień dotyczących przebiegu kary. To jednak nie koniec konsekwencji. Sąd orzekł również obowiązek naprawienia szkody, czyli zwrot pełnej wartości skradzionego mienia na rzecz operatora stacji. Mowa o kwocie bliskiej 15,5 tys. zł.
Kilkaset złotych zysku, kilkanaście tysięcy złotych strat
Dlaczego kable ze stacji ładowania pojazdów elektrycznych stają się celem kradzieży? Powód jest dość prozaiczny: miedź. Kable ładujące zawierają jej stosunkowo dużo, a ceny w skupach złomu wynoszą około 40 zł za kilogram.

Jeden kabel może zawierać od 1,5 kg do 7 kg miedzi. Dla złodzieja oznacza to potencjalny zysk liczony najwyżej w kilkuset złotych. Problem w tym, że realna wartość skradzionego elementu infrastruktury jest wielokrotnie wyższa. W opisywanym przypadku dwa kable wyceniono łącznie na niemal 15,5 tys. zł.
Ten rachunek jest więc wyjątkowo niekorzystny dla sprawcy. Za chwilowy zarobek ze sprzedaży surowca trzeba odpowiedzieć nie tylko karnie, ale również finansowo. Co więcej, sprzedaż i kupowanie miedzi z nieudokumentowanego źródła także jest nielegalne.
Powerdot: to sygnał dla rynku i złodziei
Wyrok ma znaczenie nie tylko dla samego operatora, ale także dla całego rynku elektromobilności. Infrastruktura ładowania staje się coraz ważniejszym elementem transportowej układanki, a jej uszkodzenia uderzają bezpośrednio w kierowców samochodów elektrycznych.
– To ważny sygnał dla wszystkich – rynku, użytkowników pojazdów elektrycznych i złodziei – że przestępstwa wymierzone w infrastrukturę ładowania są traktowane poważnie przez organy ścigania i wymiar sprawiedliwości – zaznacza Grigoriy Grigoriev z Powerdot Polska.
Jak podkreśla przedstawiciel operatora, takie zdarzenia powodują czasowe wyłączenia stacji z użytkowania, obniżają komfort kierowców aut elektrycznych i generują koszty dla firm rozwijających sieć ładowania. W efekcie poszkodowany nie jest wyłącznie właściciel kabla, ale cały system, który ma umożliwiać sprawne podróżowanie samochodem elektrycznym.
Kradzież infrastruktury ładowania to problem dla kierowców
Stacja ładowania bez sprawnego kabla przestaje pełnić swoją funkcję. Dla kierowcy samochodu elektrycznego może to oznaczać konieczność szukania innego punktu ładowania, zmianę trasy albo wydłużenie podróży. W elektromobilności niezawodność infrastruktury jest równie ważna jak sama liczba ładowarek.
Dlatego kradzieże kabli należy traktować nie jako drobny incydent, lecz jako atak na element infrastruktury transportowej. Szczególnie że szybkie ładowarki są instalacjami kosztownymi, a ich naprawa wymaga czasu, logistyki i dostępności odpowiednich części.
Wyrok może działać odstraszająco
Sprawa z Głogowa pokazuje, że kradzież kabli ze stacji ładowania pojazdów elektrycznych nie kończy się wyłącznie na interwencji technicznej i wymianie uszkodzonego elementu. Może skończyć się wyrokiem, pracami społecznymi, dozorem kuratora i koniecznością zwrotu pełnej wartości szkody.
To istotny komunikat w czasie, gdy w Polsce rośnie liczba samochodów elektrycznych i punktów ładowania. Im większa sieć, tym większa potrzeba jej ochrony. A im wyraźniejsze konsekwencje dla sprawców, tym większa szansa, że infrastruktura elektromobilności przestanie być traktowana jak łatwy magazyn miedzi pod gołym niebem.
Źródło: Powerdot Polska
Polecane
Nikt nie chce samochodów elektrycznych? Sprawdźmy, co mówią statystyki

Jedziesz elektrykiem do Chorwacji? Tyle zapłacisz za ładowanie po drodze









