„Ostrzegaliśmy, że ten program się wywróci. I dokładnie to się stało”. Rozmowa z Pawłem Lachmanem, prezesem zarządu PORT PC

lachman wywaid

W programie Czyste Powietrze od miesięcy narastały napięcia, o których branża alarmowała coraz głośniej. Teraz temat wybuchł z pełną mocą: pojawiają się informacje o poważnych problemach z certyfikacją wydatków przez Komisję Europejską, a to może oznaczać realne konsekwencje dla budżetu państwa, beneficjentów i tysięcy firm wykonawczych.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

lachman wywaid

Czy obecny kryzys to zaskoczenie, czy raczej finał procesu, który był do przewidzenia? O kulisach sytuacji, błędach konstrukcyjnych programu, patologicznych mechanizmach dotacji oraz skutkach chaosu regulacyjnego rozmawiamy z Pawłem Lachmanem, prezesem zarządu PORT PC.

Globenergia: Od wczoraj mówi się o poważnych problemach z certyfikacją wydatków w programie „Czyste Powietrze” przez Komisję Europejską. Czy to Pana zaskoczyło?

Paweł Lachman: Mówiąc wprost - nie. Mówię to z dużym smutkiem i bez żadnej satysfakcji. Od początku 2024 roku ostrzegaliśmy – ja osobiście i wielu innych ekspertów – że program w obecnej formule niesie bardzo wysokie ryzyko destabilizacji. Są osoby, które mówiły o tym jeszcze wcześniej. Szczególnie mechanizm 100-procentowych dotacji oraz prefinansowania na poziomie 50% istotnie osłabiał bodźce kontrolne po stronie beneficjentów. Skoro często nie ponosili żadnego wkładu własnego, często byli jeszcze mamieni telewizorem czy lodówką, nie weryfikowali rzetelności firm ani realnych kosztów urządzeń.

Globenergia: Czy to jednak na pewno oni powinni być takim weryfikatorem? Może zawiodło państwo?

Paweł Lachman: Państwo zawiodło na pewno. Trzeba jednoznacznie podkreślić, że ci beneficjenci to ludzie ubodzy, którzy często sami potrzebują pomocy – formułowane przez organa państwowe oczekiwanie, że na poziomie programu będą „bezpiecznikiem” to absurd. Zwłaszcza, że nie wprowadzono żadnego narzędzia kontrolnego, które by im to ułatwiło, jak proponowana przez Bank Światowy baza cen referencyjnych. To, co dziś obserwujemy, jest efektem narastających przez lata problemów systemowych, a nie nagłego kryzysu.

Globenergia: Co było tym głównym sygnałem alarmowym?

Paweł Lachman: Skala i charakter zgłoszeń z terenu. Wojewódzkie fundusze, gminy, ale też renomowani wykonawcy sygnalizowali te same zjawiska: znaczne zawyżanie kosztów, pobieranie zaliczek przez nieuczciwe firmy i znikanie, fikcyjne dokumenty, „termomodernizację za darmo” oferowaną przez domokrążców – często z ograniczeniem realnej decyzyjności beneficjentów – a przede wszystkim brak skutecznej kontroli jakości inwestycji. To – mimo ograniczonej skali - był problem o charakterze systemowym, który wymagał szybkiej, skoordynowanej i przemyślanej reakcji. Przez długi czas sygnały te nie przekładały się jednak na adekwatne zmiany w konstrukcji programu, a dziś cierpią beneficjenci i uczciwi wykonawcy, których była większość.

Globenergia: Administracja twierdzi, że reagowała na bieżąco i „uszczelniała” program.

Paweł Lachman: To nieprawda. Z tekstu wynika, że problem z certyfikacją jest związany na przykład z bazą EPREL, a raczej braku wpisu do niej przez niektóre urządzenia. Odniosę się akurat do tego, bo zgłosiliśmy to my, jako PORT PC. Opinia prawna wyszła od nas do resortu jeszcze w sierpniu 2024 roku, na pierwszą odpowiedź ministra Bolesty czekaliśmy pół roku, a „czyszczenie” listy ZUM z urządzeń bez wpisu do EPREL nastąpiło dopiero na koniec 2025 roku! Przez ponad rok – mając wiedzę i pełną świadomość – dofinansowywano urządzenia, które nie są dopuszczone do obrotu w UE. Nie dziwię się, że w KE to się nie spodobało.

Globenergia: Czyli mamy do czynienia z klasycznym „Damage control”?

Paweł Lachman: Problem polega na tym, że działania naprawcze koncentrowały się głównie na skutkach, a nie na źródłach ryzyka. Zamiast skorygować konstrukcję programu i mechanizmy kontroli, część ciężaru została przeniesiona na wykonawców, beneficjentów oraz wybrane technologie – w tym pompy ciepła, które są kluczowe dla realizacji celów transformacji energetycznej. Dziś wojewódzkie fundusze obniżają dotacje, które same zatwierdziły, zmieniają regulamin wstecz, wzywają beneficjentów do zwrotu środków. Do tego dochodzi brak wypłat. To zabija jeszcze te resztki zaufania do programu, które – mam nadzieję – gdzieś jeszcze pozostały.

Globenergia: Wygląda na to, jakby resort bronił się przed samym sobą.

Paweł Lachman: Efektem tego miotania się był chaos regulacyjny, uderzenie w legalne i sprawdzone urządzenia spełniające wszystkie kryteria unijne, a także uczciwych wykonawców, przy jednoczesnym braku wystarczająco skutecznych narzędzi eliminujących realne patologie. Do tego doszły opóźnienia w płatnościach, sięgające w wielu przypadkach ponad roku. Trzeba uczciwie dodać, że część działań naprawczych została podjęta w 2025 roku – m.in. zmiany zasad funkcjonowania listy ZUM czy zawieszanie niektórych urządzeń – jednak przyszły one zdecydowanie zbyt późno i miały charakter fragmentaryczny, by zapobiec eskalacji problemu. Nie dotyczą też niecertyfikowanych środków, o których mowa w tekście.

Globenergia: Dużo mówi się dziś o braku certyfikacji wydatków przez Komisję Europejską. Co to w praktyce oznacza?

Paweł Lachman: Oznacza to, że państwo wydało ponad 4 mld zł z własnego budżetu i – jak dotąd – nie uzyskało refundacji z UE w zakładanej skali. Co gorsza, Ministerstwo Finansów wstrzymało dalsze wypłaty do momentu, aż znacząca część tych wydatków zostanie skutecznie scertyfikowana, co może nie nastąpić nigdy. W praktyce doprowadziło to do poważnych problemów z płynnością finansową programu. Zarówno beneficjenci, jak i wykonawcy będą w jeszcze głębszym stanie zawieszenia. Należy tu podkreślić, że nieudana certyfikacja dotyczy wniosków z poprzednich edycji programu, tam gdzie jest najwięcej problemów, czyli sprzed 31 marca 2025.

Globenergia: Dlaczego Komisja Europejska nie certyfikuje tych wydatków?

Paweł Lachman: Mamy do czynienia z trzema zasadniczymi problemami. Po pierwsze – wadliwa konstrukcją programu po zmianach ze stycznia 2023 roku, która zwiększyła jego podatność na nadużycia – chodzi tu o zniesienie limitów kosztowych na stolarkę okienną i drzwiową oraz termomodernizacje. Nałożyło się na to dodatkowo przejście przez okres zmiany rządu i reorganizacji instytucjonalnej na przełomie 2023 i 2024 roku, co utrudniło szybkie i spójne reagowanie.

Globenergia: Czy zmiana rządu tłumaczy obecną sytuację?

Paweł Lachman: Te ryzyka były sygnalizowane przez branżę już w 2024 roku – zanim ktokolwiek skierował formalną skargę, a niektórzy mówili o tym dużo, dużo wcześniej. Gdyby udało się wtedy zareagować szybciej i systemowo, skala dzisiejszych problemów z certyfikacją byłaby znacznie mniejsza. Po drugie – finansowaniem urządzeń, które w praktyce umożliwiały obejście definicji „kopciucha”. Po trzecie – finansowaniem urządzeń niewpisanych do bazy EPREL, co z punktu widzenia prawa unijnego oznacza, że nie powinny być ani wprowadzane do obrotu, ani dotowane ze środków publicznych. Skala była bardzo duża – w pewnym momencie około trzech czwartych kotłów na biomasę nie figurowało w bazie EPREL. Z perspektywy Komisji Europejskiej mogło to zostać uznane za poważne naruszenie zasad wydatkowania środków UE.

Globenergia: Czy PORT PC zgłaszało te problemy oficjalnie?

Paweł Lachman: Tak, wielokrotnie. W sierpniu 2024 roku przekazaliśmy do Ministerstwa Klimatu i Środowiska obszerną opinię prawną, sporządzoną przez niezależną kancelarię, wskazującą realne ryzyka naruszenia prawa unijnego przy realizacji programu „Czyste Powietrze”. Apelowaliśmy o pilną korektę zasad. Problemy z EPREL, rusztami awaryjnymi i masowymi patologiami istniały wcześniej i były zgłaszane przez wiele podmiotów – my jedynie zwróciliśmy na nie uwagę na poziomie unijnym, ponieważ dotyczyły zasad wydatkowania środków europejskich. Naszym celem od początku było uratowanie programu przed większym załamaniem, a nie jego torpedowanie.

W lutym 2025 roku, wspólnie ze SPIUG i APPLiA, przekazaliśmy kolejną opinię prawną. Reakcja administracji nastąpiła, ale była opóźniona i fragmentaryczna, co oznaczało dalsze funkcjonowanie programu w warunkach błędów, które dzisiaj skutkują brakiem certyfikacji wydatków.

Globenergia: Wspominaliście też o kotłach pelletowych i tzw. rusztach awaryjnych.

Paweł Lachman: Tak, to bardzo istotny wątek. Zwracaliśmy uwagę, że możliwość stosowania rusztów awaryjnych tworzyła lukę pozwalającą w praktyce obejść zakaz „kopciuchów”. Urządzenie formalnie spełniało kryteria, ale po niewielkiej modyfikacji umożliwiało spalanie paliw niskiej jakości. Zjawisko miało charakter masowy i z tego co wiemy, było jednym z elementów, które ostatecznie wzbudziły poważne zastrzeżenia Komisji Europejskiej.

Globenergia: Czyli to, co często widzimy w telewizji to nie problem pomp ciepła?

Paweł Lachman: Absolutnie nie. To jest kryzys zarządzania publicznego, a nie technologii. Pompy ciepła działają, beneficjenci chcą inwestować, rynek był przygotowany. Problemem okazała się zdolność państwa do zarządzania programem o takiej skali i złożoności. Badania przeprowadzone na próbie 1000 użytkowników pomp ciepła pokazują około 80% zadowolenia oraz jedynie 5% niezadowolenia, niezależnie od typu zastosowanego urządzenia.

Globenergia: To gdzie w takim razie problem?

Paweł Lachman: Analiza przypadków niezadowolenia wskazuje na wyraźną korelację z inwestycjami realizowanymi w modelu 100-procentowych dotacji z prefinansowaniem na poziomie 50%. Widać, że państwo nie zapanowało nad tym, kto bierze się za sprzedaż i montaż, a także nad samą jakością urządzeń. Mówiliśmy od samego początku, że to się tak skończy. Tych przypadków niezadowolenia nie jest dziś może bardzo dużo, ale są one bardzo głośne i niestety skandaliczne – przykładowo jeden z programów interwencyjnych pokazywał przypadek realizacji montażu pompy, ale bez jakiejkolwiek termomodernizacji! To psuje potem wizerunek technologii. Z kolei jak ktoś jest zadowolony z urządzenia, to o tym nie mówi, choć widzę, że w mediach społecznościowych zadowoleni właściciele pomp często chwalą się swoimi urządzeniami i rozumieją, w jaki sposób działają, tłumaczą innym błędy instalacyjne.

Globenergia: Jakie są dziś największe zagrożenia?

Paweł Lachman: Pogłębienie tego, co już się dzieje. Pierwszym jest ryzyko istotnego zwiększenia się – już i tak bardzo długich – opóźnień. Drugim fakt, że brak certyfikacji części środków unijnych może oznaczać konieczność pokrycia zobowiązań z budżetu państwa, a tym samym zwiększenie deficytu budżetowego. Trzecim – ostateczna utrata zaufania beneficjentów, rynku i wykonawców. A to odbudowuje się latami. W zawieszeniu znalazły się przede wszystkim tysiące rzetelnych, polskich firm instalacyjnych, które kredytowały te inwestycje i dziś znajdują się pod silną presją finansową. One ciągną za sobą hurtowników i producentów. To domino.

Globenergia: Co należało zrobić inaczej?

Paweł Lachman: Przede wszystkim nie wprowadzać zmian w styczniu 2023, które zniosły limity na okna, drzwi i termomodernizacje. Ale jeśli już się to zrobiło, to wcześniej reagować na sygnały z rynku. Korygować mechanizmy, a nie wyłącznie skutki. Gdyby ostrzeżenia z początku 2024 roku zostały potraktowane poważnie przez obecną ekipę, skala obecnych problemów byłaby nieporównywalnie mniejsza, a może nie byłoby jej wcale. Jednak, jeśli się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B – wnioski były zgodne z ówczesnym regulaminem i należy je wypłacić w takiej kwocie, jak ta w kosztorysie, a nie obcinać dotacje, powołując się na jakieś księgi procedur i „ceny rynkowe”. Ratowanie teraz budżetu państwa i programu kosztem ubogich staruszek jest karygodne.

Globenergia: A co dalej?

Paweł Lachman: Teraz trzeba uporządkować program w pełnej zgodności z prawem UE, jasno zakomunikować sytuację beneficjentom i wdrożyć spójne, systemowe rozwiązania. Obecne konsultacje zmian w programie oraz przygotowywany projekt specustawy dla poszkodowanych beneficjentów to krok w dobrą stronę, ale kluczowe będzie to, czy pójdzie za nimi trwała odbudowa zaufania i jasne reguły na przyszłość. Nie zaadresowano jednak w żaden sposób problemu rzetelnych wykonawców, którzy czekają na swoje pieniądze i bankrutują. Oni są dla resortu niewidzialni, a co gorsza są też powodem, dla którego nie ma dzisiaj mocy przerobowych do realizacji programu. Dzisiejsze bardzo niskie zainteresowanie „Czystym Powietrze” i ogromne napięcia po stronie wykonawców i beneficjentów, a także skandaliczne działania administracji, pokazują, jak głęboko to zaufanie zostało nadwyrężone jak trudna będzie jego odbudowa.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia