Oto pierwsze elektryczne Ferrari! Skąd tyle kontrowersji?

Ferrari pokazało swój pierwszy w pełni elektryczny samochód i zrobiło dokładnie to, czego można było się spodziewać po marce z Maranello: wywołało burzę. Model Ferrari Luce ma ponad 1000 KM, cztery silniki elektryczne, zasięg przekraczający 530 km i cenę, która zaczyna się w okolicach 550 tys. euro, czyli około 2,3 mln zł. Problem w tym, że największe emocje wzbudziły nie osiągi, ale wygląd auta.

Ferrari pokazało swój pierwszy w pełni elektryczny samochód i zrobiło dokładnie to, czego można było się spodziewać po marce z Maranello: wywołało burzę. Model Ferrari Luce ma ponad 1000 KM, cztery silniki elektryczne, zasięg przekraczający 530 km i cenę, która zaczyna się w okolicach 550 tys. euro, czyli około 2,3 mln zł. Problem w tym, że największe emocje wzbudziły nie osiągi, ale wygląd auta.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Ferrari pokazało swój pierwszy w pełni elektryczny samochód i zrobiło dokładnie to, czego można było się spodziewać po marce z Maranello: wywołało burzę. Model Ferrari Luce ma ponad 1000 KM, cztery silniki elektryczne, zasięg przekraczający 530 km i cenę, która zaczyna się w okolicach 550 tys. euro, czyli około 2,3 mln zł. Problem w tym, że największe emocje wzbudziły nie osiągi, ale wygląd auta.
  • Ferrari pokazało swój pierwszy w pełni elektryczny model Luce, który ma ponad 1000 KM, cztery silniki elektryczne, akumulator 122 kWh, zasięg przekraczający 530 km i cenę około 2,3 mln zł.
  • Największe kontrowersje wzbudził wygląd auta, który część internautów porównała do projektu AI lub „Ferrari z AliExpress”. Jednocześnie wnętrze, współtworzone przez studio LoveFrom Jony’ego Ive’a, zebrało znacznie lepsze opinie.
  • Luce debiutuje w trudnym momencie dla elektrycznych supersamochodów, gdy Lamborghini i Porsche ograniczają swoje plany EV, a Ferrari traktuje model raczej jako technologiczną deklarację niż przyszły hit sprzedaży.

Ferrari Luce, czyli pierwszy elektryczny model Ferrari

Ferrari Luce to historyczny model dla włoskiej marki. Po latach zapowiedzi, spekulacji i ostrożnego wchodzenia w elektromobilność producent ze stajni w Maranello zaprezentował samochód, który ma otworzyć zupełnie nowy rozdział w historii firmy.

Nazwa „Luce” po włosku oznacza światło. Brzmi poetycko, niemal filmowo, ale w świecie motoryzacji trudno dziś o bardziej ryzykowną metaforę. Dla jednych to światło przyszłości, dla innych reflektor oślepiający tradycję Ferrari.

Nowy elektryczny model ma być czymś więcej niż kolejnym supersamochodem. To deklaracja: Ferrari chce pokazać, że potrafi przenieść swoje DNA do świata baterii, algorytmów, ekranów OLED i bezemisyjnego napędu. Tyle że ta deklaracja już na starcie podzieliła fanów marki.

Design Ferrari Luce pod ostrzałem. „Ferrari z AliExpress”?

Najwięcej komentarzy po premierze Ferrari Luce dotyczy stylistyki auta. Internet szybko wydał swój wyrok, a nie był to wyrok łagodny. W komentarzach pojawiły się porównania do samochodu zaprojektowanego przez sztuczną inteligencję, a nawet określenie, że Luce wygląda jak „Ferrari z AliExpress”.

To mocne słowa, szczególnie wobec marki, która przez dekady budowała swoją pozycję nie tylko osiągami, ale również wzornictwem. Ferrari kojarzy się z muskularną elegancją, agresywną linią nadwozia i charakterystycznym temperamentem zapisanym w karoserii. Luce idzie w inną stronę.

Model ma oczywiście kilka nawiązań do historii marki. Tylne światła przywodzą na myśl kultowe Ferrari F40 i F50, a charakterystycznie zakrzywiona maska może kojarzyć się choćby z 488 Pistą. Mimo to całość wygląda bardziej futurystycznie, bardziej eksperymentalnie i mniej klasycznie niż samochody, do których Ferrari przyzwyczaiło swoich fanów.

Ferrari pokazało swój pierwszy w pełni elektryczny model Luce, który ma ponad 1000 KM, cztery silniki elektryczne, akumulator 122 kWh, zasięg przekraczający 530 km i cenę około 2,3 mln zł.Największe kontrowersje wzbudził wygląd auta, który część internautów porównała do projektu AI lub „Ferrari z AliExpress”. Jednocześnie wnętrze, współtworzone przez studio LoveFrom Jony’ego Ive’a, zebrało znacznie lepsze opinie.Luce debiutuje w trudnym momencie dla elektrycznych supersamochodów, gdy Lamborghini i Porsche ograniczają swoje plany EV, a Ferrari traktuje model raczej jako technologiczną deklarację niż przyszły hit sprzedaży.
Ferrari Luce. Źródło: Ferrari.

Można powiedzieć, że Luce próbuje mówić językiem przyszłości, ale część odbiorców uznała, że mówi z obcym akcentem.

Wnętrze z ręką byłego projektanta Apple

Choć zewnętrzny wygląd Ferrari Luce wywołał kontrowersje, wnętrze zebrało znacznie cieplejsze opinie. Nie jest to przypadek. Przy projekcie pracowało studio LoveFrom, założone przez Marka Newsona i Jony’ego Ive’a, byłego szefa designu Apple.

To właśnie Ive współodpowiadał za wygląd pierwszych iPodów i iPhone’ów, czyli urządzeń, które zmieniły sposób myślenia o technologii użytkowej. W Ferrari Luce jego wpływ widać przede wszystkim w ascetycznej, uporządkowanej desce rozdzielczej i nowoczesnym podejściu do ergonomii.

Ferrari zleciło projekt wnętrza na zewnątrz, co samo w sobie jest ciekawym ruchem. Efekt? Kabina ma być minimalistyczna, cyfrowa i dopracowana, ale bez przesadnego technologicznego hałasu. Pojawiają się ekrany OLED, nowoczesne materiały i układ, który bardziej przypomina dobrze zaprojektowany produkt premium niż klasyczne sportowe wnętrze pełne przełączników, wskaźników i teatralnej mechaniki.

To może być najmocniejsza część Luce. Tam, gdzie nadwozie prowokuje, wnętrze próbuje przekonać.

Ferrari Luce: osiągi, bateria i dane techniczne

Pod względem technicznym Ferrari Luce nie jest ostrożnym eksperymentem. To pełnoprawny super-elektryk, który ma udowodnić, że brak silnika spalinowego nie musi oznaczać braku emocji.

Samochód otrzymał cztery silniki elektryczne, po jednym na każde koło. Łączna moc wynosi 1050 KM. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje około 2,5 sekundy, a sprint do 200 km/h trwa 6,8 sekundy. Prędkość maksymalna przekracza 310 km/h.

Ferrari Luce wyposażono w akumulator o pojemności 122 kWh i architekturę 800 V. Oczekiwany zasięg przekracza 530 km, natomiast według amerykańskich szacunków EPA ma wynosić około 280 mil. Maksymalna moc ładowania to 350 kW.

Na papierze wygląda to imponująco. Luce ma długość około 197,6 cala, czyli jest zbliżony rozmiarami do Tesli Model S. Waży 4982 funty, a mimo sportowego charakteru oferuje największą przestrzeń bagażową w historii Ferrari: 21,1 stopy sześciennej.

Co ciekawe, samochód ma być czterodrzwiowy i czteromiejscowy, choć w przekazach wokół premiery pojawiał się też wątek pierwszego Ferrari z pięcioma siedzeniami. Niezależnie od konfiguracji, jedno jest jasne: Luce ma być bardziej praktyczne niż typowe Ferrari. To nadal auto dla bardzo wąskiej grupy klientów, ale już niekoniecznie tylko do weekendowej ucieczki po serpentynach.

Elektryczny dźwięk Ferrari. Algorytm zamiast ryku silnika

Najtrudniejsze pytanie brzmi: jak ma brzmieć elektryczne Ferrari? Dla wielu fanów marki dźwięk silnika jest częścią mitu. Ferrari bez charakterystycznego ryku może wydawać się czymś niepełnym, jak opera bez orkiestry. Producent postanowił więc stworzyć własną odpowiedź na ten problem.

Luce wykorzystuje akcelerometr do przechwytywania rzeczywistych wibracji z silników elektrycznych i tylnego podwozia. Następnie algorytm filtruje nieprzyjemne częstotliwości i wzmacnia te bardziej „muzyczne”. Efekt ma być słyszalny zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz auta.

To bardzo współczesne rozwiązanie. Nie udaje tradycyjnego silnika spalinowego, ale próbuje zbudować nowy język emocji. Ferrari najwyraźniej wie, że elektryczne supersamochody nie mogą być tylko szybkie. Muszą jeszcze coś opowiadać kierowcy.

W tym samym duchu działa manetka przy kierownicy, która pozwala zmieniać sposób dostarczania momentu obrotowego. Do wyboru jest pięć poziomów agresywności. To próba zastąpienia mechanicznego dramatu silnika spalinowego czymś, co w świecie elektryków może dawać podobne poczucie kontroli.

Ferrari pokazało swój pierwszy w pełni elektryczny model Luce, który ma ponad 1000 KM, cztery silniki elektryczne, akumulator 122 kWh, zasięg przekraczający 530 km i cenę około 2,3 mln zł.Największe kontrowersje wzbudził wygląd auta, który część internautów porównała do projektu AI lub „Ferrari z AliExpress”. Jednocześnie wnętrze, współtworzone przez studio LoveFrom Jony’ego Ive’a, zebrało znacznie lepsze opinie.Luce debiutuje w trudnym momencie dla elektrycznych supersamochodów, gdy Lamborghini i Porsche ograniczają swoje plany EV, a Ferrari traktuje model raczej jako technologiczną deklarację niż przyszły hit sprzedaży.
Wnętrze Ferrari Luce. Źródło: Ferrari.

Cena Ferrari Luce i terminy dostaw

Ferrari Luce nie będzie samochodem masowym, ale nikt rozsądny nie oczekiwał tego po pierwszym elektryku z Maranello. Cena modelu ma wynosić około 550 tys. euro, czyli około 2,3 mln zł. W amerykańskich przekazach pojawia się także kwota startowa 640 tys. dolarów.

Przedsprzedaż ma ruszyć już w tygodniu premiery, a pierwsi nabywcy mają otrzymać samochody pod koniec 2026 roku. Dostawy w USA zaplanowano na drugi kwartał 2027 roku.

Benedetto Vigna, prezes Ferrari, podkreślił, że prace nad modelem trwały pięć lat. To ważne, bo Luce nie jest jedynie elektryczną ciekawostką sklejoną pod presją rynku. To projekt rozwijany długo, ostrożnie i najwyraźniej z ambicją stworzenia nowego punktu odniesienia w segmencie luksusowych samochodów elektrycznych.

Luca di Montezemolo krytykuje Luce. „Ryzykujemy zniszczenie mitu”

Premiera Ferrari Luce wywołała emocje nie tylko wśród internautów. Głos zabrał także Luca Cordero di Montezemolo, były prezes Ferrari. Jego reakcja była wyjątkowo mocna. Według medialnych relacji Montezemolo niemal się wzruszył, krytykując nowy elektryczny model. Miał powiedzieć: „Jeśli powiedziałbym całą prawdę, zaszkodziłbym Ferrari. Ryzykujemy zniszczenie mitu. Jest mi bardzo przykro. Liczę, że chociaż usuną Konia z tego samochodu”.

To zdanie pokazuje skalę napięcia wokół Luce. Nie chodzi tylko o stylistykę, parametry czy cenę. Chodzi o pytanie, czym właściwie jest Ferrari. Czy marka może być elektryczna i nadal pozostać Ferrari? Czy koń z Maranello może galopować bez benzyny w żyłach? Dla jednych odpowiedź brzmi: tak, bo Ferrari zawsze było technologiczną awangardą. Dla innych: nie, bo elektryfikacja odbiera marce część jej duszy.

Trudny moment dla elektrycznych supersamochodów

Ferrari Luce debiutuje w niełatwym momencie. Rynek samochodów elektrycznych nie jest już krainą bezgranicznego entuzjazmu. Po latach dynamicznego wzrostu pojawiły się sygnały spowolnienia, szczególnie w segmencie drogich, sportowych elektryków.

Lamborghini ograniczyło swoje plany dotyczące w pełni elektrycznego modelu, wskazując na niewystarczające zainteresowanie klientów. Porsche również ostrożniej podchodzi do elektryfikacji, obserwując popyt i rosnącą presję ze strony chińskich producentów.

A Chiny nie są już tylko producentem tańszych aut elektrycznych. Coraz częściej to właśnie chińskie marki wyznaczają tempo w projektowaniu efektownych, zaawansowanych technologicznie pojazdów elektrycznych. W takim świecie Ferrari Luce jest nie tylko samochodem, ale też komunikatem: Europa luksusowej motoryzacji nadal chce mieć głos.

Felipe Munoz z Car Industry Analysis zwrócił uwagę, że Ferrari prawdopodobnie nie oczekuje, iż Luce stanie się sprzedażowym przebojem. To raczej deklaracja siły i technologicznej gotowości niż model, który ma zapełnić parkingi.

Ferrari nie rezygnuje ze spalin i hybryd

Warto podkreślić, że Luce nie oznacza końca spalinowego Ferrari. Marka zapowiada, że obok elektryków nadal będzie oferować modele spalinowe i hybrydowe. To strategia znacznie ostrożniejsza niż całkowite przejście na elektromobilność.

I trudno się dziwić. Klienci Ferrari kupują nie tylko środek transportu, lecz także emocje, historię i rytuał. Dla wielu z nich silnik spalinowy jest częścią tej opowieści. Elektryczne Luce ma więc nie tyle zastąpić dotychczasowe Ferrari, ile poszerzyć granice marki.

John Elkann z Ferrari powiedział przy okazji premiery, że firma „na nowo definiuje granice tego, co możliwe”. Dodał też, że nie chodzi wyłącznie o nowy samochód, ale o otwarcie rozdziału, który ma realizować wizję przyszłości i wzmacniać tradycję Ferrari w jej przewidywaniu oraz kształtowaniu. Brzmi ambitnie. Ale ambicja w przypadku Ferrari nigdy nie była problemem. Problemem jest to, czy fani zechcą pójść za marką w tę stronę.

Ferrari Luce a polski samochód elektryczny

Historia Ferrari Luce ciekawie kontrastuje z polskimi planami budowy samochodu elektrycznego. W Polsce od dekady mówi się o krajowym elektryku, ale mimo zapowiedzi projekt wciąż nie doprowadził do powstania seryjnego auta. Teraz rząd zapowiada nowe otwarcie.

Tymczasem Ferrari, marka kojarzona z niszową, luksusową motoryzacją, przez pięć lat opracowało elektryczny supersamochód z własnymi kluczowymi komponentami. Oczywiście skala, budżety i cel są zupełnie inne. Ale zestawienie jest wymowne.

Ferrari nie próbuje stworzyć auta dla mas. Tworzy symbol. Polska od lat próbuje stworzyć projekt, który miałby być przemysłową kotwicą elektromobilności. W obu przypadkach stawką jest coś więcej niż samochód: prestiż, technologia i miejsce w motoryzacyjnej przyszłości.

Czy Ferrari Luce obroni się mimo krytyki?

Ferrari Luce to samochód, który łatwo wyśmiać i trudno zignorować. Można spierać się o wygląd, można kręcić nosem na elektryczne brzmienie generowane przez algorytm, można pytać, czy auto za ponad 2 mln zł rzeczywiście potrzebuje bagażnika większego niż kiedykolwiek w historii marki.

Ale jedno jest pewne: Ferrari Luce już spełniło część swojego zadania. Stało się tematem rozmowy. W świecie, w którym nawet supersamochody konkurują o uwagę z technologicznymi gigantami, chińskimi start-upami i memami z Internetu, to wcale nie jest mało.

Czy Luce będzie światełkiem na końcu tunelu dla elektrycznych aut sportowych? A może ostrzeżeniem, że nawet najpotężniejsze marki mogą potknąć się o własną legendę? Na odpowiedź trzeba będzie poczekać do pierwszych dostaw. Na razie Ferrari zrobiło coś bardzo ferrarystycznego: odpaliło emocje. Tylko tym razem bez benzyny.

Źródła: Ferrari, X

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia