Pellet przestaje być bezpieczną alternatywą dla węgla. W pewnym momencie go zabraknie

Pellet miał być stabilną i lokalną alternatywą dla węgla – dziś coraz wyraźniej traci ten wizerunek. Rosnący popyt, ograniczona podaż i zmiany geopolityczne zaczynają wpływać na jego dostępność i ceny. Ten sezon grzewczy pokazał, że wcale niewiele trzeba, aby pelletu mogło po prostu zabraknąć.

- Popyt wyprzedza podaż – liczba kotłów na pellet rośnie szybciej niż krajowa produkcja paliwa. Efekt? Coraz częstsze niedobory i presja na wzrost cen.
- Konkurencja o biomasę rośnie – o ten sam surowiec walczą już nie tylko gospodarstwa domowe, ale też energetyka i ciepłownictwo. To zmienia strukturę rynku i ogranicza dostępność pelletu dla użytkowników indywidualnych.
- Koniec „lokalnego” paliwa? – Polska przechodzi z eksportera na importera pelletu, co otwiera temat zależności od zagranicznych dostaw. To może oznaczać powrót ryzyk znanych z rynku gazu czy węgla.
Jeszcze niedawno pellet drzewny był przedstawiany jako jedno z najbardziej przewidywalnych paliw dla gospodarstw domowych. Miał być krajowy, relatywnie stabilny cenowo i mniej podatny na wahania niż węgiel. Dziś ten obraz zaczyna się wyraźnie zmieniać. Polska przestała być eksporterem netto pelletu i coraz częściej musi sięgać po surowiec z zewnątrz – a to zmienia zasady gry.
Popyt rośnie szybciej, niż rynek był gotowy przyjąć
Podczas marcowego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Ciepłownictwa padły liczby, które dobrze pokazują skalę zmiany. W Polsce zużywa się już około 2,2 mln ton pelletu drzewnego rocznie, z czego około 1,5 mln ton przypada na gospodarstwa domowe. Na rynku działa ponad 400 tys. kotłów na pellet, a prognozy mówią o nawet 800 tys. urządzeń do 2030 roku. W takim scenariuszu zapotrzebowanie może sięgnąć około 4 mln ton rocznie. To już nie jest niszowy segment, tylko pełnoprawna część systemu ogrzewania.
Programy wsparcia napędzają rynek, ale tylko z jednej strony
Dużą rolę odgrywa program Czyste Powietrze. Szacuje się, że odpowiada za około jedną trzecią wzrostu rynku pelletu, choć większość inwestycji i tak realizowana jest poza nim. Problem polega na czymś innym. Mechanizmy wsparcia koncentrują się głównie na zwiększaniu liczby kotłów, natomiast rozwój krajowej produkcji pelletu nie nadąża za tym tempem. W efekcie rośnie liczba użytkowników, ale niekoniecznie dostępność paliwa.
Coraz większa konkurencja o ten sam surowiec
Sytuację dodatkowo komplikuje rosnące zapotrzebowanie ze strony energetyki i ciepłownictwa. Biomasa ma odgrywać coraz większą rolę w transformacji, a rząd zakłada wzrost jej wykorzystania o ponad 50% do 2030 roku. A zatem w tym momencie pellet przestaje być paliwem „tylko dla domów”. O ten sam surowiec konkurują dziś duże instalacje przemysłowe. Przykładem jest elektrownia Enea Połaniec, której zapotrzebowanie na biomasę może sięgnąć około 2 mln ton rocznie – poziomu porównywalnego z niedawnym całkowitym zużyciem pelletu w Polsce.
Zimowy kryzys nie był przypadkiem
Kończąca się zima pokazała, jak napięty potrafi być ten rynek. Ceny pelletu wyraźnie wzrosły, a dostępność paliwa spadła. Złożyło się na to kilka czynników: niedobór surowca drzewnego, ograniczona dostępność trocin, wyższe koszty produkcji zimą czy niskie zapasy na starcie sezonu. Do tego doszło przekierowanie części produkcji do energetyki, co dodatkowo ograniczyło ofertę dla gospodarstw domowych. Wiosną ceny zaczynają spadać, ale mechanizm pozostaje ten sam – przy większym popycie napięcia wracają.
Import pelletu oznacza również geopolitykę
Najważniejsza zmiana dotyczy jednak bilansu handlowego. Polska, która jeszcze niedawno eksportowała pellet, zaczyna go importować. Przy obecnym tempie wzrostu rynku trudno zakładać, że to zjawisko będzie tylko przejściowe.
Tu pojawia się niewygodny kontekst. Najwięksi producenci pelletu w regionie to Rosja i Białoruś. Dziś rynek funkcjonuje w warunkach ograniczeń i napięć politycznych, ale scenariusz powrotu tych kierunków dostaw w przyszłości nie jest wykluczony. W takiej sytuacji rosnący popyt w Polsce mógłby zostać zaspokojony właśnie przez wschodnich producentów.
To oznacza, że pellet – paliwo postrzegane jako lokalne i „bezpieczne” – może zacząć podlegać tym samym zależnościom, które wcześniej dotyczyły gazu czy węgla. A to nie jest dobre dla osób, które realnie z niego korzystając, zważywszy na stosunki gospodarcze między Polską a wspomnianymi wschodnimi krajami. W przeszłości Polska importowała pellet w Białorusi czy Ukrainy, ale to było przed 2022 rokiem.
Pellet wciąż ma potencjał, ale rynek potrzebuje równowagi
Pellet pozostaje ważnym elementem transformacji ogrzewnictwa i realną alternatywą dla węgla, zwłaszcza tam, gdzie inne technologie nie są optymalne. Ale jeżeli nie będzie pomysłu na zapewnienie paliwa dla ogrzewnictwa i ciepłownictwa, to może powstać masa kłopotów. Główny problem nie wynika z samego paliwa, lecz właśnie z tempa rozwoju rynku. Dziś wyraźnie widać, że bez równoległego wsparcia produkcji i lepszego zarządzania podażą presja na ceny i dostępność będzie narastać. Rynek już wysyła sygnały ostrzegawcze – i coraz trudniej je ignorować.
Źródła: własne, wnp, gov.pl.










