GLOBEnergia.p: Jak oceniają Państwo obecny system opustów w Polsce? Czy net metering 1:1 jest już dziś niezbędny?

Tomasz Pijarczyk: Uczestniczyliśmy czynnie przy procedowaniu obecnych przepisów dotyczących funkcjonowania systemu opustów w Polsce. Mało kto pamięta, że przez moment mieliśmy w naszym kraju ustawę z taryfami gwarantowanymi, które jeszcze przed wejściem w życie zostały zastąpione obecną formą polskiego net-meteringu. Już w 2016 r. proponowaliśmy wariant rozliczeń 1:1, utrzymując argumentację, że 1 kWh energii ze słońca nie jest w niczym gorsza od 1 kWh energii wytworzonej z węgla. Niestety silne lobby operatorów sieci dystrybucyjnych pod pretekstem kosztów utrzymania sieci ograniczyło bilansowanie do niższych wartości. Jak się szybko okazało samo bilansowanie nie nadało rynkowi wystarczającej dynamiki rozwoju, stąd rząd wprowadził program Mój Prąd, który obniżył okresy zwrotu z inwestycji dla osób fizycznych o kilka lat, poprawiając atrakcyjność domowej fotowoltaiki.

Obecnie rynek, jak i sama technologia są w znacznie innymi miejscu. Energetyka prosumencka zakorzeniła się już w naszym społeczeństwie. Z punktu widzenia dalszego funkcjonowania prosumentów – odejście od programów wsparcia oraz zmiana systemu opustów na 1:1, na pewno ustabilizowałaby rynek długoterminowo. Jako branża nie jesteśmy jednak przekonani, czy taki jest cel rządu. Operatorzy sieci dystrybucyjnej sygnalizują coraz mocniej, że nie radzą sobie z rozwojem mikroinstalacji, długoletnie zaniedbania w modernizacji sieci uderzają teraz w nich ze zdwojoną siłą. Z jednej strony chcąc wyjść naprzeciw oczekiwaniom celu OZE, rynek prosumencki powinien być dalej wspierany do rozwoju, z drugiej strony zaś za tym rozwojem musi iść inteligentne i nowoczesne zarządzanie całą siecią dystrybucyjną. Polska na pewno będzie musiała wyłożyć duże środki na oba te kierunki. A nasz rząd musi podjąć teraz decyzję, jakimi kanałami te środki będą przekazywane, czy bezpośrednio od obywateli – tu wymagane są lepsze przepisy, jak bilansowanie 1:1, czy pośrednio przez takie jednostki jak Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – tu wymagane są kolejne programy wsparcia typu Mój Prąd.

Na rynku pojawiają się oferty firm dot. zwrotu 100 proc. nadwyżki energii. Czy rozważają Państwo podobną ofertę?

To było tylko kwestią czasu, aż któraś z firm opracuje mechanizm dający poczucie bilansowania 1:1. Niestety, jak się temu dokładniej przyjrzeć, jest to nadal bardzo dobrze opracowany „marketing”, który niesie za sobą ryzyko wyższego kosztu inwestycji lub kosztów ukrytych w innych usługach. Jeżeli operator bilansuje energię 1,0 do 0,8; to pośrednik energii bilansujący energię 1,0 do 1,0 musi te 0,2 odpracować w innym miejscu. W innym przypadku działałby na swoją niekorzyść, a mówiąc wprost – dopłacałby do tego interesu. Na dziś nie planujemy wprowadzać podobnej oferty do naszego portfolio usług.

Czy odczuwają Państwo spadek zainteresowania mikroinstalacjami PV w związku z oczekiwaniem na program Mój Prąd?

Nie jest w branży żadną tajemnicą, że rynek domowych instalacji ostro przyhamował pod koniec grudnia ubiegłego roku i nie było to tylko spowodowane opadami śniegu. Brak nowego naboru wniosków do programu Mój Prąd, a zapowiedź ministerstwa o planowanej kontynuacji to oczywisty znak dla inwestorów, że lepiej poczekać. Część firm instalacyjnych, szczególnie tych, które wyrosły na programie Mój Prąd wdrożyło własne programy niczym niepokrytych obietnic. Rodzi to wiele niebezpieczeństw dla nowych inwestorów, którzy niekoniecznie są informowani o faktycznym stanie programu wsparcia. Rynek jest teraz w zawieszeniu między jednym – zamkniętym naborem, a nadzieją kolejnego – póki co bez regulaminu, harmonogramu i przede wszystkim budżetu. To sytuacja niekorzystna dla całej branży.

Oczywistym jest, że programy typu Mój Prąd to silny bodziec, który wpływa na trend rynkowy oraz zachowania konsumentów. Firmy, które skalują swój biznes na programy wsparcia z założenia działają na krótką metę. Nasza polityka jest długodystansowa, funkcjonowaliśmy już na rynku oczekiwania na taryfy gwarantowane, oczekiwania i wdrożenia programu „Prosument”, centralizację systemów wsparcia do NFOŚiGW i decentralizację do WFOŚiGW – jako firma działająca na rynku od 2013 r. widzieliśmy już wiele i na wieść o nowym naborze wniosków od 01.07.2021 nie reagujemy bardzo gwałtownie. Były takie nabory, które zdążyły się zamknąć w tym samym tygodniu co otworzyć.

Wzrost cen energii jest nieunikniony, a to wystarczy, aby utrzymać poziom zainteresowania fotowoltaiką. Jeżeli połączymy to z obecnie funkcjonującym bilansowaniem oraz ulgą termomodernizacyjną to mamy w garści już bardzo silne argumenty do inwestycji we własne słoneczne źródło prądu przez gospodarstwa domowe.

Jak są Państwa przewidywania odnośnie rynku PV w Polsce w 2021 r.?

Trudno jednoznacznie wyrokować, jaki będzie poziom wzrostu i gdzie skupią się największe siły. Na pewno ten rok to nowe moce w farmach tu widać bardzo wyraźne poruszenie, wzrost cen energii oraz dodatkowa opłata mocowa to również bodźce, które pobudziły sektor komercyjny. Już teraz widzimy wzmożone zainteresowanie fotowoltaiką po stronie przedsiębiorców i wszystko wskazuje na to, że ta tendencja się utrzyma. Wracając do gospodarstw domowych ten rynek będzie się rozwijał bez względu na istnienie, bądź nie programów wsparcia. Fotowoltaika prosumentom po prostu zaczęła się opłacać.

 

Tomasz Pijarczyk

Członek zarządu Bison Energy Sp. z o.o.