Polska miała podbić świat perowskitami. Dziś u nas trwają konflikty, a inni ruszają z produkcją

Polska przez lata była wskazywana jako jedno z najważniejszych miejsc rozwoju perowskitów, ale dziś to Australia pokazuje, jak ostrożnie przenosić tę technologię z laboratoriów do produkcji. Czy perowskity, które miały być polską specjalnością, znajdą pierwszy realny rynek poza Polską?

Polska przez lata była wskazywana jako jedno z najważniejszych miejsc rozwoju perowskitów, ale dziś to Australia pokazuje, jak ostrożnie przenosić tę technologię z laboratoriów do produkcji. Czy perowskity, które miały być polską specjalnością, znajdą pierwszy realny rynek poza Polską?

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia

Polska przez lata była wskazywana jako jedno z najważniejszych miejsc rozwoju perowskitów, ale dziś to Australia pokazuje, jak ostrożnie przenosić tę technologię z laboratoriów do produkcji. Czy perowskity, które miały być polską specjalnością, znajdą pierwszy realny rynek poza Polską?
  • Perowskity nie wchodzą na rynek od wielkich farm PV. Australia zaczyna od małych modułów do wnętrz, czujników i elektroniki.
  • Halocell nie obiecuje rewolucji na dachach. Firma chce najpierw sprawdzić technologię tam, gdzie krzem ma mniej przewag.
  • Dla Polski to gorzka lekcja. Sama świetna technologia nie wystarczy, jeśli nie uda się dowieźć produkcji, klientów i stabilnego biznesu. A teraz perowskity kojarzą nam się głównie z konfliktem między Olgą Malinkiewicz a Saule. Dołączył się również do tego Krzysztof Stanowski ze swoją zbiórką.

Australijska firma Halocell Energy otrzymała grant w wysokości 606 680 dolarów australijskich na rozwój produkcji perowskitowych modułów fotowoltaicznych. Dzięki wsparciu z programu Industry Growth Program roczna produkcja modułów indoor PV ma wzrosnąć z około 7 tys. do 100 tys. sztuk. To nadal niewielka skala w porównaniu z globalnym rynkiem paneli fotowoltaicznych, ale istotna dla technologii, która od lat próbuje przejść z etapu obietnic i laboratoriów do realnego zastosowania.

Dla nas Polaków temat ma dodatkowy kontekst. Przez lata to Polska była jednym z miejsc najmocniej kojarzonych z perowskitami, głównie za sprawą Olgi Malinkiewicz i Saule Technologies. Dziś jednak uwagę przyciąga Australia, gdzie Halocell nie zapowiada od razu zastąpienia klasycznych paneli krzemowych na dachach, lecz rozwija bardziej niszowy, ale konkretny segment: moduły pracujące przy słabym oświetleniu.

Australia skaluje perowskity

Grant ma pomóc w rozbudowie zakładu Halocell w Wagga Wagga w Nowej Południowej Walii. Środki mają zostać przeznaczone m.in. na modernizację wyposażenia, wdrożenie procesów roll-to-roll, optymalizację produkcji oraz powiększenie zespołu inżynieryjnego i operacyjnego.

To ważne, bo największym problemem perowskitów nie jest już samo pokazanie, że ogniwa potrafią działać. Takie demonstracje były prowadzone od lat. Trudniejszym etapem jest powtarzalna produkcja, trwałość modułów, certyfikacja, koszt wytwarzania i zbudowanie rynku, który rzeczywiście będzie chciał za taki produkt zapłacić. Halocell celuje właśnie w rynek, na którym perowskity mogą mieć przewagę nad klasyczną fotowoltaiką. Chodzi o moduły do pracy w słabym świetle, w tym wewnątrz budynków, przy świetle sztucznym lub rozproszonym.

Perowskity nie na dach, tylko do wnętrz

To nie jest historia o tym, że za chwilę perowskity masowo zastąpią panele krzemowe na dachach domów i farmach PV. Przynajmniej nie na tym etapie. Halocell rozwija moduły indoor PV, które mogą zasilać małą elektronikę, czujniki, urządzenia IoT, rozwiązania smart home, elementy logistyki, systemy przemysłowe czy zastosowania specjalistyczne.

Taki kierunek może być bardziej realistyczny niż próba bezpośredniej walki z tanimi modułami krzemowymi, które mają za sobą ogromną skalę produkcji, rozbudowany łańcuch dostaw i wieloletnie doświadczenie eksploatacyjne. Perowskity mogą zacząć tam, gdzie krzem nie zawsze jest najwygodniejszy: przy niskim natężeniu światła, na lekkich powierzchniach, w elastycznych modułach i w urządzeniach, które dziś często korzystają z baterii jednorazowych. Halocell deklaruje wysoką sprawność przy niskim oświetleniu, m.in. dla warunków rzędu 1000 luksów. To parametr istotny nie dla farm PV, ale dla pracy przy oświetleniu typowym dla wnętrz.

Dlaczego ta technologia wciąż przyciąga uwagę?

Perowskity są atrakcyjne z kilku powodów. Mogą być lekkie, elastyczne, częściowo przezroczyste i potencjalnie tańsze w produkcji niż klasyczne moduły, jeśli uda się opanować przemysłowe procesy nanoszenia cienkich warstw. Jedną z głównych obietnic jest produkcja roll-to-roll, czyli ciągłe nanoszenie materiału na elastyczne podłoże. W dużym uproszczeniu przypomina to bardziej drukowanie niż klasyczną produkcję sztywnych modułów krzemowych.

Brzmi dobrze, ale właśnie na tym etapie zaczynają się schody. Technologia musi być stabilna, powtarzalna, trwała i odporna na warunki pracy. Musi też przejść z pojedynczych demonstratorów do procesu, w którym tysiące modułów mają podobne parametry i można je sprzedać klientom bez ryzyka szybkiej degradacji.

Dlatego informacja o wzroście produkcji do 100 tys. modułów rocznie jest ważna, choć nie należy jej mylić z masową rewolucją w energetyce. To raczej test, czy perowskity potrafią znaleźć pierwszy opłacalny rynek.

Polska historia perowskitów

W Polsce perowskity przez lata kojarzyły się z Saule Technologies i Olgą Malinkiewicz. Spółka uruchomiła we Wrocławiu przemysłową linię produkcyjną, a technologia była przedstawiana jako szansa na polski udział w globalnej rewolucji fotowoltaicznej. Lekkie, elastyczne i drukowane ogniwa miały otworzyć nowe zastosowania tam, gdzie klasyczne panele były zbyt ciężkie, zbyt sztywne albo zbyt trudne do integracji.

Później jednak historia Saule zaczęła być opisywana przede wszystkim przez pryzmat konfliktów właścicielskich, problemów finansowych i sporów o dalszy rozwój technologii. W debacie publicznej pytanie o same perowskity zaczęło mieszać się z pytaniem, czy polska spółka była w stanie zbudować wokół nich stabilny biznes.

W ostatnich tygodniach doszedł do tego kolejny rozdział: spór Olgi Malinkiewicz z Krzysztofem Stanowskim wokół zbiórki “Wspieramy polską naukę!”. Ten wątek nie zmienia technologicznej oceny perowskitów, ale mocno wpływa na sposób, w jaki temat jest odbierany w Polsce. Zamiast rozmowy o produkcji, certyfikacji i klientach, duża część uwagi skupia się na konflikcie personalno-biznesowym.

Czego uczy przykład Halocell?

Australijski przykład jest ciekawy właśnie dlatego, że jest mniej spektakularny, ale bardziej konkretny. Halocell nie obiecuje szybkiej wymiany krzemowych paneli na dachach. Firma zaczyna od segmentu, w którym perowskity mogą mieć realne przewagi: słabe światło, mała elektronika, niska masa i elastyczność.

To może być zdrowsza ścieżka komercjalizacji. Najpierw nisze o wyższej wartości, potem większe zastosowania. Najpierw moduły do czujników i urządzeń indoor, potem ewentualnie bardziej wymagające rynki zewnętrzne. Jeśli technologia sprawdzi się w małej skali, łatwiej będzie budować zaufanie klientów i inwestorów.

Historia perowskitów pokazuje, że przełom technologiczny to nie tylko sprawność ogniwa w laboratorium. Równie ważne są kapitał, zarządzanie, skala produkcji, certyfikacja, powtarzalność jakości i wybór pierwszego rynku. Polska miała szansę być jednym z symboli tej rewolucji, ale dziś większy ciężar narracji spoczywa na problemach wokół Saule niż na przemysłowym skalowaniu produktu.

Perowskity nadal mogą być ważną technologią przyszłości. Być może jednak ich komercjalizacja nie zacznie się od dachów i farm PV, lecz od cichej pracy w czujnikach, urządzeniach IoT i małych modułach do wnętrz. Dla Polski to gorzka lekcja: sama dobra technologia nie wystarczy, jeśli nie uda się dowieźć jej do stabilnego rynku.

Źródła: Halocell Energy, pv magazine, GLOBENERGIA.

Zdjęcie autora: Redakcja GLOBEnergia

Redakcja GLOBEnergia